Ostatnio w literaturze możemy zaobserwować wyraźny zwrot ku naturze. Pojawia się coraz więcej książek opiewających uroki życia na wsi, podkreślających łączność człowieka z przyrodą i ogromną rolę podporządkowania się odwiecznemu rytmowi pór roku i dnia. „Las we mnie” Jowity Kosiby w pewnym stopniu wpisuje się w ten nurt, z tym że dodatkowo wzbogaca go o elementy metafizyczne. Pierwsze fragmenty powieści od razu skojarzyły mi się z „Tęsknicą” Anny Sokalskiej, w której możemy odnaleźć podobne motywy. Obie książki opowiadają historię kobiet, które czują wyraźną potrzebę powrotu na łono natury. W każdej z nich dużą rolę odgrywa las, tajemniczy i kryjący wiele niespodzianek. Można powiedzieć, że stanowi on, obok innych bohaterów, jedną z pierwszoplanowych postaci. Na tym jednak podobieństwo się kończy. Każda z autorek inaczej rozwija swoją opowieść.
„Las we mnie” opowiada historię kobiet mieszkających na granicy lasu. To właśnie las odgrywa ogromną rolę w ich życiu. Mowa tu nie tylko o głównej bohaterce – Sarze – ale też i o jej matce, babce i prababce. Na kartach powieści mamy szansę poznać wybrane fragmenty losów każdej z nich, choć to dzieje najmłodszej wysuwają się na pierwszy plan. Niemniej, by w pełni zrozumieć siebie i odkryć własne umiejętności, kobieta musi poznać prawdę na temat swojego pochodzenia, które owiane jest tajemnicą. Z biegiem czasu na jaw wychodzą fakty, do tej pory skrzętnie ukrywane przez bliskich. Wtedy podania na temat mieszkającej w lesie wiedźmy nabierają innego wymiaru. Zanim jednak Sara w pełni wszystko zrozumie, wydarzą się różne, często trudne do wytłumaczenia zjawiska, a na jej drodze staną ludzie, którzy znacząco wpłyną na jej życie.
Już od pierwszych fragmentów najnowszej powieści Jowity Kosiby zanurzamy się w atmosferze pełnej niedopowiedzeń i lokalnych bajań. Wspólnie z bohaterką wchodzimy w duszny, tętniący życiem las, który jest świadkiem wielu niekoniecznie dobrych rzeczy. Choć w miarę czytania część wydarzeń otrzymuje logiczne wytłumaczenie, do samego końca towarzyszy nam metafizyczny nastrój. Tu nie ma twardej granicy między światem rzeczywistym i niematerialnym. Oba wymiary wzajemnie się przenikają, a czytelnik już sam nie ma pewności, w co wierzyć, a w co nie. Bardzo lubię takie książki, które poddają w wątpliwość niektóre prawdy i sprawiają, że z pozoru zwykłe rzeczy nabierają innego charakteru. Dodatkowo w „Las we mnie” obserwujemy pewne zderzenie się świata nauki z metafizyką. Sara, jako wykwalifikowany psycholog i psychiatra, nie wyklucza istnienia rzeczy często wymykających się rozumowemu pojmowaniu. Jej powrót na wieś jeszcze umacnia w niej tę pewność, a bohaterka otwiera się na niekonwencjonalne metody leczenia.
„Las we mnie” to wielowymiarowa powieść, która wymaga zaangażowania czytelnika. Częste przeskoki w czasie niejednokrotnie wybijają z rytmu. Spojrzenie na książkę z szerszej perspektywy pozwala jednak dostrzec jej wyjątkowość. Ocieramy się tu o treści metafizyczne i wspólnie z autorką próbujemy odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się zło. Jak się okazuje, nic nie dzieje się bez przyczyny. Nierzadko postępowanie człowieka jest wynikiem czyichś długotrwałych nacisków. Ten, poddawany nim przez długi czas, w końcu otwiera się na ciemne moce czyhające tylko na chwilę zwątpienia.
Czy zło odniesie zwycięstwo nad dobrem? A może ostatecznie to dobro wyniesie się ponad wszystko? Niestety zakończenie nie daje nam na to jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zostaje pozostawione w sferze domysłów. Trudno jednak byłoby spodziewać się czegoś innego po książce, która od samego początku jest pełna niedopowiedzeń.
Katarzyna Jabłońska
(katarzna.jablonska@dlalejdis.pl)
Jowita Kosiba, „Las we mnie”, Wydawnictwo MG, 2024.
Komentarze