5 sierpnia w kinach odbyła się premiera bardzo wypromowanej i reklamowanej produkcji DC Comics i Warner Bros. Mowa oczywiście o „Legionie samobójców” – filmie, który miał narzucić zupełnie nowy wygląd produkcji kinowych. I choć film rzeczywiście jest bardzo dobrą czarną komedią, w której każdy znajdzie coś dla siebie, to niestety David Ayer nie wprowadził nic, co można by uznać za kinowy przełom.
Fabuła filmu rozpoczyna się zaraz po śmierci niepokonanego Supermana. Władze obawiają się nadejścia kolejnego herosa, który tym razem może nie być przychylny ludzkości. Amanda Waller tworzy więc specjalną jednostkę złożoną ze złoczyńców, która będzie gotowa poświęcić się w imię sprawiedliwości i pokonać potencjalnego wroga. Już wkrótce grupa będzie mogła się wykazać, ponieważ Midway City opanowuje potężna czarownica, która zamienia ludzi w swoją własną armię. Legion zostaje wysłany na samobójczą misję, jednak źli bohaterowie mają własne plany.
„Legion samobójców” to doskonałe kino rozrywkowe, które dostarczy dużą dawkę humoru. Krytycy oceniają go nisko, zarzucając brak profesjonalizmu, gwałtownie cięte sceny oraz nieuporządkowany plan. Nie wpływa to jednak na odbiór filmu, który przede wszystkim ma bawić, a nie edukować. Całość ogląda się z niesamowitym zaangażowaniem. Nie ma mowy o nudzie, bo akcja gna do przodu niczym pociąg wypełniony osobliwościami. Główną rolę odgrywają wspaniałe charakteryzacje oraz subtelne żarciki, rzucane przez bohaterów.
Pomysł jednak był na tyle świetny, że szkoda niewykorzystanego potencjału. Każda postać zaczynając od niesamowitej Harley Quinn, a kończąc na nieprzewidywalnym Boomerangu była doskonale odwzorowana przez aktorów i nadała całej produkcji polotu. Jak można się jednak spodziewać nadmiar postaci poskutkował tym, że niektóre z nich stanowiły tło dla czołowego Deathshota, Harley Quinn czy Enchantress. Ich historie wysunęły się na prowadzenie.
Całe show skradła jednak Margot Robbie i partnerujący jej w roli Jokera Jared Leto. To oni wiodą prym jako ci najbardziej szaleni, nieprzewidywalni i tym samym zaskakujący. Oprócz głównego wątku ratowania miasta w scenach przeplata się historia związku tej kolorowej dwójki i może nawet będziemy mogli zobaczyć ją dokładniej w osobnym filmie. Tym razem rola Jokera była chyba najbardziej zbliżona do komiksowego pierwowzoru. Joker wprost przerażał na ekranie.
Bardzo charakterystycznym dla twórców zabiegiem jest ukazanie sentymentalizmu. Przedstawienie złoczyńców jako ludzi, którzy też mają swoje marzenia, uczucia i słabe punkty wpłynęło na ich postrzeganie. Postacie, które zazwyczaj na ekranach kojarzyły się z czymś nieodpowiednim, tutaj zyskują miano człowieka i nagle zupełnie inaczej wypadają w oczach widza. Ci dobrzy natomiast, są postrzegani zupełnie na odwrót. Na przykład Amanda Waller jako silna kobieta, która wie, w jaki sposób dzierżyć władzę. Być może przyszła moda na zło, a my zobaczymy złoczyńców w głównych rolach. Patrząc z perspektywy „Legionu samobójców” jestem jak najbardziej za.
Wiele scen ukazanych w zwiastunach zostało wyciętych. Nie umniejsza to jednak rozrywkowej wartości filmu. Na uwagę zasługuje również kolor, który wyróżnia produkcję od innych tego typu, które są utrzymane zazwyczaj w ciemnym przytłaczającym klimacie. Ja czekam na kontynuację i chętnie będę się przyglądać dalszym poczynaniom złych superbohaterów.
Katarzyna Łochowska
(katarzyna.lochowska@dlalejdis.pl)
Komentarze