Sprawa nie jest internetową plotką. 29 czerwca 2026 roku do Ministerstwa Edukacji Narodowej rzeczywiście wpłynęła oficjalna petycja dotycząca skrócenia czasu trwania godziny lekcyjnej.
MEN opublikowało dokument na swojej stronie i poinformowało, że petycja ma zostać rozpatrzona zgodnie z ustawą o petycjach, nie później niż 29 września 2026 roku.
To jednak bardzo ważne rozróżnienie: petycja nie jest projektem rozporządzenia ani decyzją ministerstwa. Sam fakt jej opublikowania nie oznacza, że 35-minutowe lekcje zostaną wprowadzone.
Propozycja dotyczy skrócenia lekcji w szkołach średnich z obecnych 45 do 35 minut.
Autor petycji, przedstawiający się jako lekarz mający wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą, przekonuje, że obecny system powoduje nadmierne obciążenie uczniów. Wśród problemów wymienia długotrwałe siedzenie w ławkach, ograniczoną aktywność fizyczną i twórczą oraz zmęczenie młodzieży.
Krótsze lekcje miałyby również pomóc uczniom, którzy po szkole mają jeszcze treningi, zajęcia dodatkowe, naukę w domu lub spędzają dużo czasu na dojazdach.
Pomysł nie sprowadza się jednak wyłącznie do wcześniejszego zakończenia zajęć.
Według przedstawionej koncepcji skrócenie kolejnych lekcji o 10 minut pozwoliłoby wygospodarować w ciągu dnia około godziny. Czas ten miałby zostać przeznaczony między innymi na aktywność ruchową, zajęcia twórcze oraz relaksacyjne, wybierane przez uczniów i niepodlegające tradycyjnemu ocenianiu.
Nie.
To najważniejsza informacja dla rodziców i uczniów. W roku szkolnym 2026/2027 nie wprowadzono ogólnopolskiej zasady, zgodnie z którą zwykła lekcja miałaby trwać 35 minut.
Obowiązujące przepisy nadal wskazują, że:
„Godzina lekcyjna trwa 45 minut”.
Rozporządzenie dopuszcza w uzasadnionych przypadkach zajęcia trwające od 30 do 60 minut, ale szkoła musi wtedy zachować ogólny tygodniowy czas zajęć wynikający z planu nauczania.
Oznacza to, że już obecnie mogą zdarzać się dni, podczas których szkoła organizuje krótsze lekcje, na przykład ze względów organizacyjnych. Nie jest to jednak to samo co stałe skrócenie wszystkich lekcji w całej Polsce.
Na 3 września 2026 roku na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej nie ma jeszcze oficjalnego rozstrzygnięcia tej petycji. Resort ma czas na jej rozpatrzenie do 29 września.
Nie ma też opublikowanego rozporządzenia, które wprowadzałoby 35-minutowe lekcje jako nowy standard.
Dlatego informacje typu „MEN skraca lekcje do 35 minut” czy „koniec 45-minutowych lekcji od tego roku szkolnego” byłyby obecnie zdecydowanie przedwczesne.
Co więcej, obowiązujące od 1 września 2026 roku zmiany dotyczące organizacji szkół nie zastąpiły 45-minutowej godziny lekcyjnej nowym, 35-minutowym standardem.
Na papierze perspektywa skrócenia każdej lekcji o 10 minut wygląda dla uczniów bardzo atrakcyjnie.
Przy sześciu lekcjach oznaczałoby to godzinę mniej tradycyjnych zajęć. Przy ośmiu - aż 80 minut różnicy.
Zwolennicy propozycji zwracają uwagę przede wszystkim na zmęczenie nastolatków, problemy z utrzymaniem koncentracji podczas wielu kolejnych godzin oraz niewielką ilość ruchu w ciągu szkolnego dnia.
Ale nauczyciele zwracają uwagę na drugą stronę medalu.
W ciągu 45 minut trzeba nie tylko przekazać nowe wiadomości. Dochodzi sprawdzenie obecności, przygotowanie klasy do pracy, powtórzenie wcześniejszego materiału, odpowiedzi na pytania uczniów, ćwiczenia czy sprawdzanie zadań.
Przy 35 minutach na właściwą realizację tematu mogłoby pozostać niewiele czasu.
Jedna z nauczycielek, komentując pomysł dla Gazeta.pl, wskazywała, że już obecnie 45 minut często okazuje się zbyt krótkie na pełną realizację zaplanowanego materiału. Podobne obawy dotyczą tego, czy skrócenie zajęć nie skończyłoby się przeniesieniem jeszcze większej części nauki do domu.
Różnica może wydawać się niewielka, dopóki nie zaczniemy jej liczyć.
Uczeń mający przykładowo siedem lekcji dziennie spędza obecnie na samych zajęciach 315 minut. Gdyby każda lekcja trwała 35 minut, byłoby to 245 minut.
To 70 minut mniej dziennie, około 350 minut tygodniowo, czyli prawie sześć godzin.
W skali całego roku szkolnego różnica wynosiłaby setki godzin.
Dlatego wprowadzenie takiego rozwiązania nie byłoby kosmetyczną zmianą planu lekcji. Konieczne byłoby ustalenie, co stanie się z podstawą programową, tygodniowym wymiarem zajęć i czasem pracy nauczycieli.
To również nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Koncentracja ucznia nie działa jak minutnik, który po 35 czy 45 minutach nagle się wyłącza. Wiele zależy od wieku, rodzaju zajęć, sposobu prowadzenia lekcji, liczby uczniów w klasie, zmęczenia oraz tego, czy uczeń podczas zajęć tylko słucha, czy aktywnie uczestniczy.
Dlatego alternatywą dla samego skracania lekcji mogą być również bardziej zróżnicowane metody nauczania, praca projektowa, częstsze zmiany aktywności podczas zajęć czy większa liczba ćwiczeń praktycznych.
Zresztą sama reforma edukacji wdrażana od roku szkolnego 2026/2027 mocno akcentuje między innymi naukę poprzez praktykę, pracę grupową i projektową oraz rozwijanie kompetencji uczniów.
Pomysł może jednak trafić na podatny grunt. Od lat zarówno rodzice, jak i sami uczniowie zwracają uwagę na bardzo długie dni spędzane w szkołach.
Jeśli nastolatek rozpoczyna naukę o godz. 8.00, ma osiem lekcji, kilka przerw, wraca komunikacją do domu, a następnie musi przygotować się do sprawdzianu i wykonać inne obowiązki, jego dzień potrafi niewiele różnić się długością od dnia pracy osoby dorosłej.
Pytanie brzmi więc nie tylko: czy 35 minut wystarczy nauczycielowi?
Równie ważne może być inne: ile godzin dziennie uczeń jest w stanie efektywnie się uczyć?
Na razie zdecydowanie to drugie.
Nie zapadła decyzja o skróceniu lekcji z 45 do 35 minut. Nie ma także informacji, że taka zmiana zostanie wprowadzona od konkretnej daty.
Jest natomiast oficjalna petycja skierowana do Ministerstwa Edukacji Narodowej i coraz głośniejsza dyskusja o tym, jak długo powinien wyglądać szkolny dzień.
MEN powinno odpowiedzieć na petycję najpóźniej do 29 września 2026 roku. Dopiero wtedy dowiemy się, czy resort całkowicie odrzuci pomysł, czy uzna go za wart dalszej analizy.
Jedno jest pewne - gdyby 35-minutowe lekcje rzeczywiście miały stać się normą w całym kraju, byłaby to znacznie większa reforma, niż sugeruje proste hasło: „10 minut krócej”.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze