Kucharz tworzy niemalże spektakl, uklepując, siekając i doprawiając mięso, by na koniec podać je gościom. Tym sposobem, jaki tatar jest, każdy widzi. Szefowie kuchni dbają zatem nie tylko o to, by nasze żołądki nasyciły się smacznymi potrawami. Czas spędzony w Kamandzie Lwowskiej śmiało można uznać za ucztę dla zmysłów.
Z przyjemnością mogę polecić to, co sama miałam niebywałą okazję zasmakować: gorącą wątróbkę w malinowej polewce na świeżych sałatach, suma polskiego w szuwarach z ziemniakami na cebulowej polewce z pieprzem oraz truskawki zapiekane w koglu moglu. Zaznaczam, że deser podawany jest w wersji bardzo słodkiej, więc może nie przypaść do gustu tym, którzy stronią od cukru na co dzień. Poza tymi potrawami Kamanda Lwowska serwuje mnóstwo dań, które kuszą już samymi nazwami. Jak tu się bowiem oprzeć choćby świeżym warzywom parowanym na delikatne podniebienie i polanym gorącym masłem, polędwiczce z wieprza na sosie kurkowym z domowymi kopytkami i świeżymi warzywami czy też pierogom z wiejską kaczką i soczewicą, prażonymi orzechami i żurawiną.
Wszystko podane na staromodnej zastawie, co tylko potęguje wrażenie, że oto za oknem ujrzymy za moment lwowską ulicę. Atmosferę dopełniają sączące się z głośników szlagiery, wśród których usłyszymy m.in. Mieczysława Fogga. Trzeba podkreślić, że w Kamandzie Lwowskiej cały wystrój tworzy niezwykły klimat. Skłaniam się nawet ku stwierdzeniu, że nieco biesiadny. Wszystko to jednak świetnie ze sobą współgra.
Nie każdy wie, jak wygląda Lwów, ale każdy może poczuć jego namiastkę. I przekonać się, że o Kamandzie Lwowskiej pamiętać, pamiętać, pamiętać.... Polecam!
Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)
Komentarze