Ostatnio na jednym z rozrywkowych portali przeczytałam o eksperymencie człowieka, który postanowił przeżyć za 500 zł miesięcznie tzn. kwotę tę przeznaczyć tylko na jedzenie. Udało mu się to, jednak dieta, którą sobie zaserwował była, moim skromnym zdaniem, tragiczna dla organizmu. Jedzenie w kółko najtańszego, białego chleba zapewne napompowanego chemikaliami, margaryny, parówek, ziemniaków i podrobów nie może skończyć się happy endem. Ponadto, człowiek ten w niedziele chodził na obiady do mamy, więc można powiedzieć, że trochę oszukiwał.
Pieniędzy zawsze brakuje i większość z nas stara się oszczędnie nimi gospodarować. Wychodzę z założenia, że na jedzeniu nie warto oszczędzać, gdyż dobrej jakości produkty i zróżnicowana dieta uchronią nas od wielu chorób i przypadłości, za które kiedyś zapłacimy zapewne dużo więcej. Można jednak racjonalnie gospodarować tym, co mamy i w sposób roztropny robić zakupy. Od kiedy zaczęłam stosować się do moich zasad, jestem w stanie miesięcznie oszczędzić na zakupach spożywczych ok. 200 – 300 zł. Może i ty spróbujesz?
- Planuję posiłki – może to wydawać się śmieszne, ale u mnie – skuteczne. W każdą niedzielę wieczorem siadam przy stole, robię przegląd lodówki i planuję, co będę robić na obiady w poszczególnych dniach dla siebie, męża i dziecka. Jeżeli w weekend spodziewamy się gości, ich również uwzględniam w tych planach. W miarę możliwości zakładam też scenariusze śniadań i kolacji. To nie zajmuje zbyt wiele czasu, a pozwala na wykorzystanie produktów, które mam w lodówce i uwalnia od stresu pt. „co na obiad”
- Zakupy robię z listą – po zaplanowaniu posiłków, robię listę potrzebnych na dany tydzień rzeczy. To sprawia, że nie kupuję nic pod wpływem impulsu, nie kupuję nic nadprogramowego i o niczym nie zapominam.
- Przeglądam oferty najbliższych marketów – zanim udam się na zakupy, przeglądam w internecie gazetki z produktami, zapisując na kartce z zakupami, gdzie najtaniej kupię dane produkty.
- Nie kupuję gotowców, robię sama – kiedy mój mąż napomknął mi, że zjadłby czekoladowe babeczki, nie kupuję ich w sklepie po 3 zł za sztukę. Kupuję mąkę, jajka, kakao, mleko, olej (większość tych produktów mam zawsze w domu) i robię je sama. Zazwyczaj wychodzi ich ok. 14 sztuk, z których każda po obliczeniu kosztów produkcji, wychodzi po ok. 95 gr. Po co przepłacać? Poza tym wiemy, co w nich się znajduje i mamy pewność, że w składzie nie znajdziemy polepszaczy smaku i zbędnych cukrów.
- Nie marnuję resztek – jeżeli po obiedzie zostanie mi pół pora, marchew i korzeń selera staram się zrobić jakąś zupę warzywną; jeżeli zostały 3 twardniejące muffinki przerabiam je na bajaderki. Ważne jest, aby nie wyrzucać jedzenia i wykorzystać to, co mamy do maksimum.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze