Dwunasty sezon Kuchennych Rewolucji zbliża się ku końcowi. W ostatnio emitowanym odcinku przenieśliśmy się do Łodzi, gdzie nieopodal reprezentacyjnej ulicy Piotrkowskiej restaurację „El Toro” – po polsku „byk” – prowadzi małżeństwo Ania i Michał. Kilkanaście lat temu wyjechali na wakacje na Majorkę, ale tak im się tam spodobało, że postanowili zostać. Michał zatrudnił się jako kucharz, przez kolejne dziesięć lat gotując w hotelach, renomowanych restauracjach, a nawet dla wybitnych osobowości. Po tym czasie małżeństwo wróciło do Polski, wymyślając, że rozkręci własny biznes. Podstawy już znali, praktykę też mieli – czegóż chcieć więcej? Wynajęli lokal, zadbali o wnętrza, ustalili menu, lekko je modyfikując pod gusta Polaków, a później czekali. I czekali. A potem jeszcze czekali. Klienci, którzy mieli przychodzić stadami i polecać restaurację innym, nie nadchodzili. Ania i Michał zaczęli popadać w długi, nie mogąc zapłacić pracownikom za półroczny okres pracy. Ci jednak nie odeszli, bo czuli się przywiązani emocjonalnie. W końcu zrezygnowani właściciele stwierdzili, że jak tak dalej pójdzie, wyjadą z powrotem do Hiszpanii. Sytuację mogła uratować tylko Magda Gessler.
Kiedy prowadząca dotarła do hiszpańskiego „El Toro”, zastała ładne, ale zimne wnętrza oraz niejasną sytuację wśród pracowników. Kto tu zarządza? Kto kelneruje? Do kogo należą jakie obowiązki? Szybko wyszło na jaw, że stała ekipa liczy cztery osoby: Michała – właściciela i szefa kuchni, Anię – szefową i kelnerkę, Kasię – kelnerkę, ale także menedżerkę, zaopatrzeniowca, księgową i sprzątaczkę, i w końcu Krzyśka – kucharza. Pozostałe dziewczyny krzątające się po sali były kelnerkami od niedawna. Im w programie nie poświęcono uwagi, gdyż zmieniały się często, przez co Kasia żmudny proces przyuczenia do zawodu musiała rozpoczynać wciąż od nowa.
Magda Gessler, by przetestować umiejętności Michała, zamówiła podstawowe i sztandarowe dania kuchni hiszpańskiej. Po dziesięciu latach praktyki kucharza liczyła na coś wspaniałego, niestety się rozczarowała. Ani jedno danie nie było zrobione poprawnie, a druga i trzecia próba stworzenia smacznej tortilli, które miały miejsce w kolejnych dniach, również nie zachwyciły znawczyni. By sprawdzić, o co chodzi, poddała krótkiemu testowi znajomości hiszpańskiej kuchni najpierw Krzyśka, który poległ zupełnie, potem zaś Michała, który poradził sobie niewiele lepiej. Całe szczęście, że chociaż do czystości i wystroju wnętrza nie można się było szczególnie przyczepić.
To, co należało poddać rewolucji, leżało po stronie właścicieli. Jedynym problemem bowiem było ich nastawienie: rezygnacja, nieprzychodzenie do pracy, popadanie w rozpacz, która niosła za sobą bezsensowne decyzje, chociażby kupowanie drogich sprzętów dla poprawienia samopoczucia w sytuacji, gdy stali się niewypłacalni, a także marnotrawstwo produktu. Ponadto Gessler uznała, że Ania nie nadaje się do ludzi, bo nie potrafi ich obsługiwać, „nie ma charakteru służenia ludziom”. Z roli kelnerki zdegradowała ją – albo lepiej: przeniosła – do roli pomocy kuchennej, królową sali dla klientów czyniąc sympatyczną Kasię. Właścicielka początkowo się buntowała, ale by przetrwać rewolucję i nie musieć wyjeżdżać z Polski, w końcu dała za wygraną.
Zmiana nastawienia naprawdę pomogła. Poza tym, że „El Toro” stało się pogodniejsze i jaśniejsze, a to za sprawą zmiany wnętrza na pomarańczowo-czerwone, energetyczne i żywotne, zapanowała w nim również inna atmosfera. Kiedy Gessler wróciła ocenić rezultaty, wszystko jej smakowało, a właściciele wyznali, że obroty zwiększyły się trzykrotnie. Jeśli w ramach zbliżających się świąt czegoś mogłabym życzyć przyszłym restauratorom, którzy będą korzystać z pomocy Kuchennych Rewolucji, życzę im właśnie takich zmian.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze