Magda Gessler i awantura o kurczaka

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w barze Zigi w Kościerzynie.
W ósmym, imieninowym odcinku najnowszego sezonu Kuchennych Rewolucji nie wszystko poszło tak, jakby sobie tego Magda Gessler życzyła.

Kościerzyna, placyk blisko drogi, gdzie wszędzie dużo samochodów i głośnych urządzeń. To w tym niefortunnym miejscu stanął długo wyczekiwany i wymarzony przez 65letniego Zygmunta i jego 61letnią żonę Basię „Zajazd Parada”. Wystrojem wnętrza, układaniem menu oraz wszystkimi drobnymi zmianami na bieżąco zajmowali się właściciele, a raczej dyktatorska, bezkompromisowa tyranka Basia, przy której sympatyczny mąż truchlał, malał i zapominał języka. W teorii, co trzeba podkreślić, pomagała im także synowa – 37letnia Kasia. Jej wizja zajazdu była całkowicie inna, od basinych założeń. Przeszkadzała jej obskurna sala, brzydkie lampy i dekoracje wybierane podług złotej zasady „widzimisię”. Nikt nie chciał jej jednak słuchać. Bar zaczął funkcjonować jako sklep z kurczakami z rożna na wynos, co przyczyniło się także do zmniejszenia zarobków. By pomóc teściom, Kasia zadzwoniła po Magdę Gessler. W końcu jeśli nie ona, któż inny mógłby pomóc?

Załoga „baru bez atmosfery” w większości czekała na Magdę Gessler z otwartymi ramionami. W większości, bo przeciwna wzywaniu jej była oczywiście Basia. Co jej tam jakaś baba będzie gadała? Ona wie, jak zarządzać własnym interesem! A choć na co dzień prowadzi sklepik z artykułami spożywczymi, zajazd traktuje jako jego część. W rozmowie z prowadzącą okazała się być nieugięta i wytrwała. Jednym sposobem na przeprowadzenie rewolucji było pozbycie się jej z lokalu. Magda Gessler wręczyła Basi zaproszenie na jakieś atrakcje, wsadziła do auta z pociemnionymi szybami i wysłała w świat. Dopiero wtedy mogła przeprowadzić spokojne wywiady, zastanowić się nad zmianami, a także pochwalić kucharki za domowe jedzenie, które okazało się bardzo smaczne. Niezwykle polubiła Zygmunta, szybko okrzykując go Zigim, co też wykorzystała przy zmianie nazwy z „Zajazdu Parady” na „Bar Zigi”. Nowe miejsce miało być stuprocentowo amerykańskie, oldschoolowe, a do tego zaczęło bazować na pieczonych kurczakach w różnych odsłonach. Z menu zniknęły wszelkie potrawy na wagę, rodem z baru mlecznego. W zasadzie wszystko zapowiadało się cudnie.

Powroty bywają trudne, o czym na własnej skórze miała okazję się przekonać Magda Gessler. Przekraczając próg „Baru Zigi” dostrzegła stare menu oraz brak jakiegokolwiek śladu po energicznej, młodej Kasi. „Ja bym tu zaraz zaprowadziła porządek, ale mnie się nie chce” – powiedziała wcześniej Basia. Cóż, najwyraźniej przez te kilka tygodni jednak jej się zachciało. Rozkazała mężowi pozbyć się niewygodnej synowej, a także wrócić do poprzednich rozporządzeń. I cóż ten biedak miał na to poradzić? Przed laty dał się wychować i zastraszyć, a teraz zbiera plony. Szkoda tylko Kasi, która z barem wiązała duże nadzieje. Może kiedyś sama coś otworzy, by nie musieć pracować w zakładzie samochodowym męża. Wniosek z rewolucji nasuwa się jeden: z rodziną to dobrze tylko na zdjęciu… A jeśli zastanawiacie się, czy warto odwiedzić Kościerzynę, nie zaglądajcie do „Baru Zigi”, chociażby ze względu na ideę równouprawnienia, które nie ma nic wspólnego z bezzasadnym terroryzowaniem mężczyzn.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN / Piotr Mizerski



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat