Magda Gessler i babska rewolucja

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Grande Cozze" w Kielcach.
Choć ósmy marca już dawno za nami, szósta rewolucja Magdy Gessler przepełniona była cudowną kobiecą energią.

W najnowszym odcinku Kuchennych Rewolucji pojawiliśmy się w Kielcach, gdzie dwa lata temu restaurację „L’amore” – pomyślaną jako pizzeria, ale z czasem przekształconą w wytworny lokal z dużą kartą dań – otworzył Mariusz, niezaznajomiony z kulinariami miłośnik Włoch. Jak sam powiedział, zależało mu na prowadzeniu „pizzerii w lepszym wydaniu”, ale ostatecznie wyszedł misz-masz. W próbach okiełznania chaosu pomagały mu dwie siostry – jedna w roli kucharki, druga prowizorycznej menedżerki. Sprawy nie zmierzały jednak w dobrym kierunku, bo właściciel nie potrafił: ogarnąć sytuacji, kupować odpowiednich produktów (i odpowiedniej ilości) ani mówić wprost, a do tego nie znał się na branży, nie słuchał dobrych rad i trudno go było zmienić, choć ekipa pracownic – skądinąd bardzo ze sobą zżytych – niejednokrotnie próbowała.

Kelnerki i kucharki narzekały na brak surowców oraz konieczność tłumaczenia klientom, że zamawianych przez nich dań nie ma (a zdarzało się, że brakowało nawet połowy karty!). W dniu przyjazdu Magdy Gessler nic podobnego się jednak nie zdarzyło, bo kuchnia została zaopatrzona perfekcyjnie. Prowadząca ponarzekała na organizację przestrzeni, wystrój wnętrz a la „oczopląs dekoracyjny” oraz zbyt wielką kartę, ale do dań nie mogła się przyczepić. Nie tylko okazały się rewelacyjne, ale pizzę nazwała wręcz jedną z lepszych, jakie jadła.

Szybko wyszło na jaw, że rewolucji trzeba poddać nie tyle restaurację, co podejście Mariusza. Z trudem udało się wymóc na nim obietnicę odsunięcia się w cień i oddania rzeczywistej władzy siostrze. To z kolei wpłynęło na wszystkich pozytywnie. Pełne energii i zapału kobietki ruszyły w miasto, śmiechem i radością promując stare „L’amore”, a nowe „Grande Cozze”, czyli wielkie małże lub muszle. W zgodzie z nazwą do karty wkroczyły owoce morza, zasiadając na przepysznej pizzy oraz mocząc się w nowych rodzajach zup. Resztę dań wywalono, bo co za dużo, to niezdrowo.

Nowy wystrój restauracji mnie urzekł, co w Kuchennych Rewolucjach zdarza się rzadko. Z jednej strony był włoski, z drugiej zaś przypominał wnętrze fabryki Willy’ego Wonki (zwłaszcza te biało-czerwone słupki!). Mariusz trochę pomarudził, ale w końcu uległ. Nie mogło być zresztą inaczej, bo wszyscy goście byli zadowoleni, a po powrocie Magda Gessler zastała pełną salę uśmiechniętych i najedzonych ludzi. Myślę, że ten obrazek mówił sam za siebie. Dodatkowych słów zachęty nie było już trzeba.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat