Gdzie lasy, jezioro i miasto Tychy, tam i otwarta w 2003 roku restauracja "Chata Paprocańska", stworzona zupełnie od zera. Jej matką-założycielką jest 48letnia Dorota, która do minimalnej pomocy ma 57letniego męża Jerzego. W dużej mierze sama jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. To ona gotuje dania, które również ona wymyśliła. Sama podaje je w sali, której wystrój także przygotowała w pojedynkę. Gdzieś tam w tle przewijały się inne panie kucharki i dodatkowa kelnerka Ania, ale nikt specjalnie nie starał się ich przedstawić. "Chata Paprocańska" jest więc ewidentnie dzieckiem Doroty. Pochłania całe jej serce oraz czas, gdyż kobieta przesiaduje w niej od 9.00 do 24.00. W tym czasie Jerzy oddaje się swojej pasji, czyli koniom, na które ma coraz mniej pieniędzy, jako że restauracja zaczęła przynosić straty. Dorota, jak to każda dobra mama, szybko zorientowała się, że jej dziecko zaczęło chorować. Długo nie czekała i zadzwoniła po restauracyjnego lekarza - Magdę Gessler.
Prowadząca, przekraczając próg lokalu, stwierdziła brak atmosfery, istnienie dziwnej mozaiki składającej się z pomieszania i poplątania stylów, ale także bardzo dobry smak potraw. Dorota, jak zapowiadała, umiała i kochała gotować, jak i eksperymentować ze smakami. Stawiała jednak na kuchnię lekką i zdrową, co wg Magdy Gessler po prostu nie mogło się przyjąć. Jak powiedziała: "Lekka kuchnia nie przejdzie, bo to Śląsk i nikt tu nie przyjdzie na sałatkę!". Tu ludzie lubią zjeść porządnie, mącznie i tłusto. Z lekka zniesmaczona, ale i zasmucona Dorota musiała przełknąć ten nowy fakt i pozwolić zoperować swoje dziecko. Przegrała z autorską wizją wymarzonej kuchni. Musiała jednak poświęcić to marzenie, by nie pójść z torbami. W ramach sprawdzianu, wraz z bezimienną załogą, przygotowała golonki po bawarsku, które Magda Gessler oceniła jako bardzo dobre. Była to mała podpowiedź kierunku, w jakim już następnego dnia miała pójść rewolucja. Zaczęto od nazwy. "Chata Paprocańska" zmieniła się w "Dom Bawarski", a z menu wyrzucono dotychczasowe pozycje, zastępując je jednym jedynym zestawem. Cena miała być odtąd stała i wynosić 35zł. W ramach zestawu dostawało się osiem dań, jedno po drugim, od zupy zaczynając, na deserze kończąc. Jak to przedstawiała Magda Gessler: "klient występuje w roli niewolnika". Ma wejść, zasiąść przy stole i "czekać, aż mu baba poda". Dorota była przerażona. Widać, że bała się nowości i jakichkolwiek zmian. Być może liczyła na to, że Magda Gessler, wyjątkowo i jak nie ona, obejdzie się z restauracją jak z żywym dzieckiem. Pogłaszcze po głowie, potrzyma za rączkę, a na koniec wręczy zakręconego lizaka. Nic z tych rzeczy. Właścicielka musiała przywyknąć do zmian, co zresztą całkiem nieźle jej się udało, patrząc na sceny z powrotu prowadzącej. Jeśli więc lubicie dobrze i tłusto zjeść, "Dom Bawarski" zaprasza. Na pewno nie wyjdziecie z niego ani głodni, ani dużo biedniejsi (a może nawet bogatsi - o kilogram ciałka).
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze