Dziewiąty odcinek Kuchennych Rewolucji przeniósł nas na Śląsk, a konkretniej do jednej z zachodnich dzielnic Bielska-Białej. W dziesiątym zaś nie oddaliliśmy się zbyt daleko, tym razem goszcząc w Dąbrowie Górniczej, w położonej na obrzeżach miasta „Karczmie Śląskiej”. To tam z licznymi problemami zmagała się para właścicieli: Tadeusz i Monika, a także dwie młode córki z pierwszego małżeństwa kobiety. Ich kłopoty wynikały z... dosłownie wszystkiego. Ani nie mieli pomysłu na restaurację, ani nie umieli niczego ciekawego zaimprowizować. Okolica wokół lokalu nie zachęcała do przekroczenia progu, samo położenie, w dzielnicy willowej, również nie należało do najatrakcyjniejszych, a do tego dochodził kiczowaty wystrój wnętrz, brzydka karta dań oraz słabo przygotowani do pracy kucharze. Czy mogło być gorzej?
Magda Gessler, przybywając do „Karczmy Śląskiej”, zastała obraz nędzy i rozpaczy. Do gustu nie przypadło jej absolutnie nic. Mało tego, żaden element nie wzbudził choćby cienia jej sympatii. Krzywo spoglądała nawet na kozę Balbinę, którą jakiś czas wcześniej zakupili właściciele, by skusić sąsiadów do wstąpienia na obiad. Nic z tego. Maskotka lokalu nie tylko nie poprawiła obrotów restauracji, ale wręcz przyczyniła się do ich spadku, jako że wyjadając trawę dookoła, oszpecała pejzaż. W teście na „beznadziejność sytuacji” nie lepiej wypadła karta przypominająca Magdzie Gessler akt zgonu, a także dania: jedne zupełnie bez smaku, inne zaś ze smakiem godnym pożałowania. W czasie rewolucji, już po przemalowaniu szaro-burych, odstraszających wnętrz, swą słabą stronę odsłoniła także wadliwa konstrukcja lokalu, która sprawiła, że w wyniku silnych burz zaczęły przeciekać ściany czy też sufit. Tragedia!
Znamy jednak charakter prowadzącej i wiemy, że tak łatwo się nie poddaje (za coś w końcu jej płacą). Przełknąwszy gorycz trudnej sytuacji restauracyjnej, jak i rodzinnej (kłótnie pokoleniowe i alkohol), postanowiła przeprowadzić rewolucję do końca. Takim sposobem „Karczma Śląska” stała się „Pyzą śląską”, w której – jak nazwa głosi – podaje się odtąd przede wszystkim pyzy z niestandardowymi sosami i która nastraja gości pozytywnie swymi jasnofioletowymi kolorami, ogólną przestronnością oraz schludnością. Jakby nie patrzeć, kiedy ludzie przechodzą przez tak wielkie tragedie (scena z zalewaniem lokalu przez deszcz była rodem z filmu katastroficznego!), wszelkie zmiany na lepsze doceniają po dwakroć. Nic więc dziwnego, że kiedy minęło kilka tygodni, a Magda Gessler wróciła do lokalu, ten był pełen gości, prowadzony nienagannie i według przykazań prowadzącej, a smak nie odbiegał od tego, który zostawiła, wyjeżdżając. Zastaną kuchnię skomplementowała jako „domową”, „fantastyczną” i „pyszną”. Jeśli więc wciąż macie obiekcje, czy warto jechać na Śląsk, zaufajcie słynnej restauratorce i wydajcie parę złotych na podróż. W razie, gdyby jedzenie wam nie posmakowało, zawsze możecie podjechać kawałek dalej i odwiedzić „Ranczo pod strusiem” z odcinka dziewiątego.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze