Magda Gessler i kartoflana rewolucja

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Chrup chrup kartofel" w Jelczu-Laskowicach.
W dziesiątym odcinku Kuchennych Rewolucji przenieśliśmy się do Jelcza-Laskowic, gdzie ekipa dawnego „Boczku i spółki” ledwo zaliczyła egzamin.

Nieopodal Wrocławia leży Jelcz-Laskowice, a nieopodal Jelcza-Laskowic znajdowała się niewielka restauracja „Boczek i spółka”, którą właściciel – Robert, z wykształcenia psycholog i ekonomista – stworzył w wyniku inspiracji osobą Magdy Gessler. Wnętrze pomalował na lawendowo, zgodnie ze wskazówkami swojej idolki, do tego zaś dobrał dekoracje. Na ścianach zawiesił tabliczki z jej najsłynniejszymi cytatami, a menu postanowił utrzymać w klimacie żartobliwym, pasującym do nazwy. Specjalnością lokalu była pizza, zwłaszcza w wersji dietetycznej, poza nią dostępne były także pierogi i zupy. Na pozór wszystko wydawało się dopieszczone i świetnie pomyślane, ale niestety wciąż brakowało najważniejszego – klientów. Choć można by przypuszczać, że winę za ten fakt ponosiło umiejscowienie lokalu w brzydkim miejscu, problem sięgał znacznie głębiej.

Kiedy prowadząca Kuchenne Rewolucje przyjechała do Jelcza-Laskowic i odnalazła „Boczek i spółkę”, nieco się przeraziła. Z jednej strony zdziwiło ją podejrzane uwielbienie Roberta, z drugiej zaś zrobiło jej się głupio, gdy zobaczyła jeden ze swoich niezbyt udanych tekstów wiszący na ścianie, dlatego szybko go ściągnęła i poszła do stolika. Miejsce wybrała na zewnątrz, jako że w środku było za duszno. Kartę podarła po kilku minutach patrzenia w nią, gdyż żarty nie przypadły jej do gustu. Co jest dziwne, wszak w Master Chefie, gdzie jest jurorką, faworyzuje uczestnika, który ciągle wymyśla rymowanki. O polecenie czegoś smacznego poprosiła kelnerkę, dzięki której kilka minut później skosztowała „świeżo robionego w środę”, czyli cztery dni wcześniej, pieroga góralskiego. Nie smakował jej, bo „śmierdział lodówką”. Po nim spróbowała pizzy Marcina, który uważa, że robi nie tylko najlepszą pizzę w Jelczu-Laskowicach, ale w całej Polsce. Niestety, o jego wyrobie również nie miała zbyt wiele miłego do powiedzenia. Oburzył ją położony na wierzchu zielony ogórek, konsystencja spodu vel gumowego, miękkiego i niejadalnego chleba, a także jakość i smak sera. Kiedy sobie poszła, Marcin nie miał do dodania nic ponad to, że tu jest Polska i robi się polską pizzę, a jeśli Gessler chce włoskiej, to niech sobie jedzie do Włoch.

Poza kiepskim gotowaniem duży problem stanowiły relacje między pracownikami, zwłaszcza między pizzermanem Marcinem a kelnerką, a także między Marcinem a kucharką. Z nagrań w trakcie programu wynikało jednak, że to nie konflikt, a raczej irytujące przekomarzanie się i żarty. Nie wszystkim było jednak do śmiechu. W pewnym momencie między pracownikami a właścicielem nastąpiło takie zwarcie, że nie było wiadomo, kto jeszcze pracuje, a kto nie. Marcin został oddelegowany za to, że palił, na szczęście po interwencji Gessler nazajutrz wrócił. To pozwoliło dokończyć przemianę „Boczku i spółki” w „Chrup chrup kartofel”, gdzie bohaterem menu miał być właśnie kartofel, a pierwszy człon nazwy wziął się od nazwiska Roberta. Od tej pory wszystko miało być już tylko lepiej.

Ale nie było. Kiedy Gessler wróciła na rekonesans, dostała zupę, która skisła, a do tego pizzę na niejadalnym cieście. Chwilę się głowiła, co tu zrobić, ale uznała, że rewolucję zaliczy warunkowo, tak na tróję z dwoma minusami. Albo naprawdę polubiła tych ludzi i dlatego postanowiła dać im ogromny kredyt zaufania, albo w tym sezonie stępił jej się pazur – decydujcie sami.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat