Magda Gessler i kiełbasiana rewolucja

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Zwyczajna" w Mińsku Mazowieckim.
W drugim odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler udała się w okolice Warszawy, by pomóc dwóm niedoświadczonym przyjaciołom.

Najnowszy odcinek Kuchennych Rewolucji odbył się w Mińsku Mazowieckim, czyli małej miejscowości położonej niedaleko stolicy, w której od ponad trzydziestu lat działała i sławą cieszyła się restauracja „Mazowianka”. Trzy lata temu przejęli ją dwaj przyjaciele z czasów dzieciństwa – Krzysztof i Marek. Zarządzili gruntowny remont, zatrudnili wykwalifikowaną ekipę prawników i... zniknęli, by zająć się swoim życiem oraz głównym źródłem zarobku: firmą budowlaną. Sądzili, że jeśli na miejscu zostawili ludzi, którzy w gastronomii pracują od lat, interes będzie się kręcił sam.

Niestety, interes nie tylko kręcił się ostatkiem sił, ale wręcz hamował, stawał. Klienci narzekali, że jedzenie jest niedobre i odznacza się niepoprawną konsystencją. Ostatecznie do lokalu zaglądali już tylko ci, którzy żywili do niego sentyment lub byli naprawdę głodni. Nawet właściciele, podczas kręcenia odcinka, przyznali się, że ludzie przychodzą jedynie po to, żeby się „nażreć”, stąd nie trzeba przygotowywać dla nich niczego specjalnego. Kupne produkty, mrożone dania, obleśne sposoby przygotowywania – a co tam!

Magda Gessler została zaproszona do „Mazowianki”, by ją uratować. Może i lokal nie był głównym źródłem dochodu dla przyjaciół, ale strata zainwestowanych pieniędzy nawet dla ludzi bogatych nie jest sympatyczna. Prowadząca szybko przekonała się, że jedzenie rzeczywiście stanowi duży problem, jeszcze większy zaś – nastawienie właścicieli i całej ekipy. Nazwała ich „butnymi ludźmi bez skruchy”, gotowanie określając „tragicznym”, a wydawanie dań „ohydnym”. Zaproponowała, by zamknąć knajpę i mieć problem z głowy.

Tak się oczywiście nie stało. By dowiedzieć się czegoś o talentach kucharzy, Gessler poprosiła ich o przygotowanie polędwiczek. 28-letni samozwańczy szef kuchni Robert zrobił je źle, gdyż przeciągnął mięso, nielubiany przez niego 21-letni Damian zaś wykonał zadanie doskonale, triumfując nad pokonanym kolegą. W dalszej kolejności trochę się podenerwowała na wszystkich, trochę podziwiła podejściem do klientów, aż w końcu zarządziła, że należy uprościć menu i pójść w stronę swojskości. „Mazowiankę” przechrzciła na „Zwyczajną”, a nieatrakcyjne menu ukiełbasiła. Tak jak w wierszyku Jana Brzechwy w karcie można było dostać same jabłka, tyle że w różnej postaci, tak tu królowały kiełbasy – w przystawkach, w daniach głównych, w zupach. Wystrój niewiele się zmienił, dodano tylko mięsne ornamenty i trochę więcej czerwieni. Goście byli zadowoleni, a i autorka rewolucji poczuła dumę. Jeśli zatem lubicie wgryźć się w kiełbasę, możecie śmiało jechać do Mińska Mazowieckiego.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat