Magda Gessler i koszmar nieudanego urlopu

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w barze "Urlop" w Katowicach..
Dziewiąty odcinek Kuchennych Rewolucji to najwyższa pora, aby coś poszło nie tak.

W nowym odcinku zmagań Magdy Gessler z kulinarnym światkiem mieliśmy okazję przenieść się do centrum Katowic, gdzie między mieszkańcami a miłośnikami muzyki przyjeżdżającymi na koncerty z całej Polski, przechadzały się kelnerki „Polskiego Smaku”, krzycząc przez megafon, że w tej oto restauracji zjeść można tanio i na wagę. Na całe szczęście nie było mowy o tym, że dobrze, bo kłamać ludziom w oczy byłoby co najmniej nietaktem.

Bo w rzeczywistości kuchnia miała się naprawdę źle. Panujący w sali jadanej brud i smród to tylko początek drogi przez koszmar, jaki przejść przez trzy dni nagrywania musiała nie tylko ekipa Kuchennych Rewolucji, ale i kelnerki baru, te drugie niestety o wiele dłużej, bo do pracy przychodziły codziennie. Ich szefem, zupełnie lekceważącym czy też niezauważającym problemu, jest Piotr – 42letni biznesman, który lokal otworzył za pieniądze wygrane na giełdzie. Co więcej, sam pomysł otwarcia interesu nie zrodził się w jego głowie czy z pasji, ale był wynikiem przykazania terapeuty, który zaproponował mężczyźnie zajęcie się czymś, co odwróci uwagę od hazardu (giełdy). Niestety, padło na gastronomię.

W „Polskim Smaku” ekipa zmieniła się co najmniej raz. Wcześniej podobno była lepsza, bardziej pracowita i utalentowana, w związku z czym przez dwa pierwsze lata restauracja przynosiła zyski. Później jednak kuchnię przejęła pani Julia, źle wychowana despotka, której Piotr rzekomo się boi, a u jej boku stanął biedny i zahukany Leon. Jeśli dyskusja o gender wciąż jest na topie, to warto do niej sięgnąć, by zilustrować ów przypadek. W kucharskiej parze bowiem to Julia zdecydowanie jest mężczyzną, Leon zaś kobietą. Na dodatek taka z czasów przed emancypacją.

Magda Gessler pojawiła się w progach lokalu, by zastać wcześniej wspomniane brud i smród, a także źle przechowywane dania, rozwalające się naleśniki i zrazy, „ble-pierogi”, przesolone jedzenie z dużą ilością tłuszczu – dosłownie „same kalorie”, za dużo jajek i za dużo bułki oraz – najgorsze zło – wanilinę w marchewce, którą złośliwie kazała zjeść pani Julii. Ta niestety odmówiła i show przed kamerami się nie powiodło.

Rewolucja była dziwna – lepszego określenia nie znajdę. Niby wszystko szło dobrze, lokal nabrał urlopowego klimatu i zmienił nazwę na „Bar Urlop”, ale w powietrzu od początku wisiała porażka. I rzeczywiście, choć po powrocie właściciel deklarował poprawę oraz przedstawił system serwowania tygodniowych, tematycznych menu zgodnych z kuchniami świata, wersja ta niekoniecznie pasowała do wersji pracowników, którzy albo przestali pracować (Leon), albo mieli wolne i nic nie wiedzieli (jedna z kelnerek). Słowem: cyrk. Magda Gessler opuściła więc restaurację mocno niezadowolona, nie do końca wiedząc, co teraz. Rewolucja się nie udała, to jasne. Ale po co tak kręcić i kłamać, robiąc z siebie głupków przed całą Polską?

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat