Magda Gessler i nieporadni młodzi restauratorzy

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Cechowa" w Złotowie.
W jedenastym odcinku Kuchennych Rewolucji mieliśmy okazję zobaczyć, że gdzie w restaurację bawią się młodzi właściciele, tam rozpaczliwie potrzeba Magdy Gessler.

W województwie wielkopolskim, nieopodal kilku malowniczych jezior, leży sobie pewna miejscowość, której herb przedstawia okazałego jelenia z dumnie wypiętą piersią. W samym jej środku, wśród salonów fryzjerskich i dobrze prosperujących lokali gastronomicznych, miejsce swe znalazła restauracja „Cechowa”, którą od poprzedniego właściciela kupiła pracująca tam od lat Klaudia wraz z bratem Mikołajem. Żadne z nich nie miało jednak doświadczenia w prowadzeniu takiego interesu ani skonkretyzowanego planu. Jak na dwudziestoparolatków przystało, mieli za to dużo werwy i zapału. Dochodziło przez to do częstych spięć, jak to między energicznym rodzeństwem, szczególnie zaś dotyczyły one sposobu zarządzania. Klaudia bowiem w osobie szefa widziała kogoś, kto będzie się z pracownikami przyjaźnił i współpracował, Mikołaj zaś starał się zachowywać dystans i oddziaływać na innych przy pomocy lekkiego strachu, zdecydowania i twardego wymagania. Żaden z pomysłów na prowadzenie restauracji nie był jednak na tyle dobry, by wybić się ponad konkurenta i sprawić, że „Cechowa” zaczęłaby na siebie zarabiać. Tu potrzeba było telefonu do Magdy Gessler.

Kiedy restauratorka przyjechała do Złotowa, w potrzebującym pilnej pomocy lokalu zastała dyskotekowe, neonowe menu, krnąbrną właścicielkę, ogromny brud na kuchni, masę nieużywanego sprzętu, standardowo mrożone produkty oraz brak zadawalającego smaku potraw. Zupa kalafiorowa wyglądała dla niej jak sperma kota, a steku nie dało się pogryźć. Ekipie nie udało się niczym zabłysnąć ani zaskarbić sobie kobiecej sympatii. Krótko mówiąc: było niewesoło. Nie ma jednak takiej rzeczy, z którą Magda Gessler by sobie nie poradziła.

Restauratorka zaczęła rewolucję od utemperowania charakterku Klaudii i zorganizowania jej lekcji pokory. Podpowiedziała, że odtąd dziewczyna powinna zostać szefem kuchni, jako że i tak od lat gotuje wraz z kucharzami, jej brat zaś obejmie rolę managera, zajmując się promocją restauracji oraz prowadzeniem fanpage’a na Facebooku. W tym samym czasie lokal zmienił kolory ścian oraz pozycje w menu, dzięki czemu z bliżej nieskonkretyzowanego zbioru dań restauracja zyskała profil zupowo-naleśnikowy – w karcie zawitały same domowe zupy oraz naleśniki z trzema farszami. Z szyldu zniknęło słowo „restauracja”, w zamian za to o „Cechowej” czy raczej „Cechowym” zaczęto mówić per „bar”. I wszystko miało być już pięknie.

Niestety, nie było. Po powrocie Magda Gessler zastała nie swoje smaki, zimne dania i złe składniki. O dziwo, nie przekreśliła całej rewolucji, do właścicieli podeszła ciepło i życzyła im wszystkiego dobrego. Być może potraktowała ich ulgowo ze względu na młody wiek i brak doświadczenia życiowego, co jednak uważam za niesprawiedliwe. Średnie dania to średnie dania, bez względu na wiek kucharza. Najlepszym przykładem są dwie polskie edycje Master Chefa, w których skądinąd Magda Gessler jest jurorką. W każdej z nich pojawił się młody chłopak potrafiący świetnie gotować. Chcieć znaczy potrafić. Jeśli jednak moje marudzenie was nie przekonuje i macie chęć wybrania się do Wielkopolski na naleśnika czy ciepłą zupę wieczorną porą, nie krępujcie się i jedzcie... jedźcie śmiało.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat