Magda Gessler i rewolucja idealna

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Zajazd pod Kłobukiem" w Małdytach.
W dwunastym odcinku Kuchennych Rewolucji nie zobaczycie złości, rzucania talerzami czy wyzwisk. Wszystko pójdzie, jak po maśle!

Dawno, dawno temu, za górami i lasami, wśród jezior i pól zielonych, pewne małżeństwo odkryło podupadający zameczek, który od pierwszego wejrzenia skradł ich serca. Takim to sposobem, kilkanaście lat temu, weszli w jego posiadanie, wyremontowali i otworzyli w jego salach "Zajazd pod Kłobukiem". Pierwsze lata działania były cudowne - klientów nie brakowało, zapachy jedzenia wypełniały przestrzeń, a smaki nie miały sobie równych. Marzenie o udanym biznesie spełniło się, a zaraz po nim kolejne - prywatne, o posiadaniu dziecka. 45letnia dziś Danuta zaszła w ciążę, lecz z racji wieku musiała dużo leżeć, pozostawiając kuchnię innym. I właśnie wtedy, gdy w garnku zabrakło przyprawy jej serca, los restauracji diametralnie się zmienił. 46letni Grzegorz, choć bardzo się starał, nic nie mógł poradzić. Żony nie było, interes się walił, ale zdrowie ważniejsze. Niestety, oprócz zagrożonej ciąży żony, niesprzyjających warunków pojawiło się więcej. Niedaleko zamku zaczęto bowiem przebudowę drogi, a ponadto zajazdowi wyrosła w okolicy konkurencja. W tej sytuacji rozwiązanie mogło być tylko jedno - złapać z telefon i wykręcić magiczny numer do Magdy Gessler.

Ten odcinek od samego początku obfitował w same pozytywy. Wnętrze "na tak", smaki "na tak", okolica przepiękna, właściciele pogodni i w pełni oddani swojemu interesowi, nakrycia stołu pierwsza klasa, a i ekipa zgrana i umiejętna. Rewolucja nie mogła przebiec inaczej, niż idealnie. "Zajazd pod Kłobukiem" miał bowiem więcej, niż potencjał - miał wszystko, czego trzeba, by odzyskać utracony, czy raczej przygaszony nieco blask. Tym razem Magda Gessler nie musiała wprowadzać nowego menu, zmieniać nazwy lokalu czy zatrudniać nowych kucharzy. Wystarczyła zmiana kolorystyki wnętrz, co swoją drogą wyszło na gorsze, bo choć ładne, to któż widział tęczowe sale zamku?! No ale nie mogła wyjechać nie robiąc nic. W końcu coś nakręcić dla publiczności trzeba. Takim sposobem prowadząca wiele się nie narobiła, ale za to bardzo pomogła miłym właścicielom. Z jednej strony cieszyła się, że trafiła na tak błahy problem, a z drugiej strony... nie czarujmy się, jak długo widzowie oglądaliby jej program, gdyby nie działo się w nim nic ostrego i kontrowersyjnego? Dzisiaj mieliśmy zatem pokaz spokoju i opanowania, ale co będzie za tydzień, tego nie przewidzimy. Pozostaje nam zatem grzecznie czekać, choć w międzyczasie nikt nie zabrania nam pojechać na obiad do "Zajazdu pod Kłobukiem". Podobno dają tam rzeczy nie z tej ziemi!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat