Magda Gessler i rodzinny galimatias

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Kolorowe gary" w Rąbieniu pod Łodzią.
W piętnastym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler otwierała oczy Marzenie – właścicielce podłódzkiej „El Fuego”.

W piętnastym, finalnym odcinku dwunastego sezonu Kuchennych Rewolucji przenieśliśmy się w okolice Łodzi, a dokładniej do łódzkiej sypialni zwanej Rąbień, na osiedle willowe. To tam pięć lat temu restaurację „El Fuego” – której nazwę tłumaczyć należy jako „ogień” – założyła Marzena. Przez kilka lat mieszkała na gorącym Południu, gdzie zakochała się w małych, domowych knajpkach. Kiedy wróciła do Polski, postanowiła właśnie taką założyć. Nie mając doświadczenia, postawiła na wsparcie rodziny: siostry i syna. Wnętrze projektować pomogła jej przyjaciółka, dzięki czemu stało się jasne, klimatyczne, nieco skansenowe i anielskie. Tak zresztą miała się restauracja nazywać: „Anielska”, może nawet sam „Anioł”. Marzena zrezygnowała jednak z pomysłu po rozmowie z synem, który wytknął jej brak doświadczenia w gastronomii, sam nie mając żadnego, i zaproponował „El Fuego”.

Magda Gessler została zaproszona do restauracji, by uleczyć ją z braku gości. Pomimo ładnych w mniemaniu Marzeny wnętrz, dobrej obsługi i smacznej kuchni, ludzie nie kwapili się, by przychodzić i zamawiać dania. Zapytani o powody omijania „El Fuego” mieszkańcy willi, z którymi w toku rewolucji krótkie rozmowy przeprowadziła prowadząca, jako czynniki odstraszające wymienili: wystrój wnętrz, obsługę, relacje między pracownikami, postawę kelnerki, żal wobec pozostawionej samej sobie szefowej, brak zapowiadanej domowej atmosfery. Wszystkie te zarzuty potwierdziły się, gdy tylko Gessler przekroczyła próg restauracji. Jej pierwszą reakcją było pytanie: „To dekoracja chwilowa czy sklep meblowy?”. Na oczywistą odpowiedź, że restauracja, prowadząca dodała, że nigdy by tu nie weszła. Moim zdaniem to lekka przesada, meble bowiem wcale złe nie były. Gdyby ustawiono je inaczej, a restauracja była pubem lub kawiarnią, robiłyby idealny klimat. Problem w tym, że w połączeniu z pustą, nazbyt elegancką salą jadalną rzeczywiście robiły nieco dziwne wrażenie.

Gessler zamówiła kilka dań z kuchni europejskiej, jakie serwowano w tej polskiej restauracji o prowansalskim wystroju i włoskiej nazwie. Kasia, kelnerka i siostra właścicielki, zaproponowała jej także wino, ale nie z karty – tej bowiem nie było – a prosto z kredensu. Nie poradziła sobie z jego podaniem, w związku z czym dzień później Gessler zafundowała całej załodze szybki kurs rozpoznawania, dobierania i serwowania tego wspaniałego napoju. Zamówione dania otrzymała szybko i była wniebowzięta. Do poprawy nie miała absolutnie nic, bo para młodych kucharzy okazała się idealnie dobrana, uzupełniająca się, a także doskonale wyedukowana i posiadająca kulinarny szósty zmysł. Zrozumiała, że to, co będzie musiała w piętnastym odcinku zmienić, to nastawienie Marzeny i jej uległość wobec najbliższych. Uznała, że musi otworzyć jej oczy.

Co zrobić, by ponad półtoramilionowa inwestycja wreszcie zaczęła przynosić dochody? Oczywiście wyeliminować tych, którzy stoją na drodze do osiągnięcia sukcesu. Wysłać rozpieszczonego Igora – którego zawód, jak to ładnie nazwał jeden z kucharzy, nazywa się „syn” – do Londynu na staż, by zaczął się uczyć kuchni od zera, a Kasi pomóc w szukaniu nowej pracy. Marzena z bólem serca, ale się zgodziła. Przytakiwała, przytakiwała, co z tego jednak wyszło? Cóż, po powrocie Magdy Gessler okazało się, że na ten dzień szybko sprowadzono weekendową kelnerkę, żeby się nie wydało, że siostra nadal pracuje, a syn na staż – być może wymyślony, kto wie? – jedzie dopiero w styczniu. Na szczęście prawdę wyjawili szczerzy i zainteresowani sukcesem restauracji – po rewolucji „Kolorowych Garów” – kucharze. Jedzenie znów prowadzącej smakowało, nie mogło być inaczej, pastelowe wnętrza cieszyły oko, a w tle słychać było zaangażowanych w konsumpcję klientów. Czy to wystarczy, by Marzena spała spokojnie? Niekoniecznie. Zdaniem Gessler, póki nie zniknie leniwy syn i wiecznie obrażona siostra, restauracja nie będzie bezpieczna.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat