Magda Gessler i widmo starego browaru

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Stary browar" w Świdnicy.
W piątym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler przybyła na ratunek restauracji serwującej polsko-włoską kuchnię w poniemieckim browarze.

Dolny Śląsk, Świdnica i „Stary browar” – to tu pojawiliśmy się w piątym odcinku Kuchennych Rewolucji, by poznać historię pana Marka i jego żony, którzy w chwili kręcenia odcinka restaurację prowadzili niespełna rok. A choć miejsca nowe, szczególnie te nawiązujące do starej tradycji, powinny ściągać rzesze klientów, małżeństwo wciąż się zastanawiało, kiedy nadejdzie ów wspaniały dzień zajęcia stolików przez tłumy wygłodniałych ludzi.

Nic dziwnego, że w restauracja przypominała pustostan. Ani pan Marek, ani jego żona nie posiadali doświadczenia w branży gastronomicznej, nie wiedzieli, jak obiektem zarządzać, a ekipę złożyli w raczej niedoświadczonych osób. Jedyny profesjonalny kucharz – pozytywnie nastawiony do życia mistrz zdjęć selfie i Włoch z Piemontu Gian, gotował trochę po włosku, trochę zaś po polsku, z pomocą młodszego kolegi, 21-letniego Kuby, dla którego praca w „Starym browarze” jest pierwszą, gdyż poszedł do niej tuż po szkole. Podobnie świeża w zawodzie okazała się para zatrudnionych kelnerów. I choć wszyscy od początku byli pełni zapału i energii, bez wiedzy i przygotowania niewiele mogli zdziałać.

Tak zarysowanym kłopotom ze ściągnięciem gości przyjrzeć się zgodziła Magda Gessler, w progach starego, poniemieckiego browaru stając zdecydowana, uśmiechnięta, w naprawdę pięknym stroju, skądinąd w piątym odcinku każda z jej stylizacji była urzekająca, przez co zaczęłam się zastanawiać, czy nie zmienili jej stylisty. Wchodząc do środka, ogarnęła krytycznym wzrokiem wnętrze, wprawiając w zakłopotanie właścicielkę, która ukochała sobie własną pracę ozdabiania go. Z pewnymi wątpliwościami zadecydowała się również zamówić mrożoną wcześniej potrawę, oczywiście w towarzystwie kilku świeżych. Z przyjemnością się jednak zdziwiła, bo wszystkie były dość smaczne. Może nie rewelacyjne, ale też „nie są złe, są żadne” – optymistycznie podsumowała.

Kwestią wymagającą pilnej zmiany nie było jednak wnętrze, które pochłonęło ponad milion złotych, ani zbyt różnorodne menu. Była nią bezpłciowość i brak jakichkolwiek wymagań wobec załogi, którą odznaczali się właściciele. Machając niewidzialnym pejczem, Gessler musiała sprawić, by w ich żyłach szybciej popłynęła krew, a w sercach zrodziła się chęć walki.

Udało się. Mniej więcej. Rewolucji wnętrz, znów bardzo ładnej i efektownej, towarzyszyła rewolucja wśród ludzi. A może nie? W końcu, kiedy prowadząca wróciła do „Starego browaru”, nowe były w nim wyłącznie niektóre dania, krzesła, kolory ścian, ale niekoniecznie receptury. Pewni swoich talentów kucharze, Gian i Kuba, postanowili zlekceważyć zalecenia Gessler i serwować posiłki po swojemu. A restauratorce one posmakowały! Niestety, mimo wszystko musiała dać im klapsa, bo na tym polega formuła programu. Była rewolucja, trzeba się trzymać zaleceń. Dziś więc, odwiedzając „Stary browar”, nie odnajdziecie w nim smacznej samowolki, ale sprawdzone receptury. W przyszłości zaś – kto wie.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat