Magda Gessler i wypalony Pablo Picasso

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Pod gołąbkiem" w Rzeszowie.
W dziesiątym odcinku Kuchennych Rewolucji słychać było echo nieudanej rewolucji z odcinka dziewiątego. Cóż takiego się wydarzyło?

Zbliżamy się do końca trzynastego sezonu Kuchennych Rewolucji. W dziesiątym odcinku zawitaliśmy do Rzeszowa, gdzie na przeciwko dworca kolejowego restaurację z kuchnią włosko-hiszpańsko-meksykańską otworzył Paweł. Nazwał ją „Pablo Picasso”, gdzie imię Pablo miało być odniesieniem do niego, a nazwisko słynnego malarza obietnicą sztuki na talerzu. Paweł bowiem był nie tylko zwykłym kucharzem – przez kilka lat pracował w zagranicznych restauracjach cieszących się gwiazdką Michelin – ale wirtuozem patelni, noża i garnka. Kochał gotować, a lokal otworzył z pasji i miłości. Dopiero lata niepowodzeń sprawiły, że poczuł się zmęczony, wypalony i przytłoczony monotonią. Prosząc o pomoc Magdę Gessler, liczył głównie na nowy zastrzyk energii.

Paweł postawił na kuchnię włoską, hiszpańską i meksykańską z zamiłowania do przypraw, ostrości i słońca, które w tamtych gorących stronach serwuje się na talerzu. Zdjęciami swoich dań, nieporadnie wklejonych w tło bannerów, obwiesił całą restaurację. We wszystkich wyborach wspierała go sympatyczna i pomocna żona – Joanna. Niestety, także ona nie potrafiła nic poradzić na brak klientów. Małżeństwo przyznało, że nazwa, wystrój i menu były nietrafione. Z pokorą czekali na to, co przyniesie im los z burzą blond loków.

Kiedy Magda Gessler zajrzała do wnętrza „Pablo Picasso”, o mało się nie rozpłakała. Trafiała kolejno na: brzydki wystrój sal, niedobre jedzenie – co najbardziej zabolało Pawła – syf w kuchni, perturbacje z pracownikami. Uznała, że „wszystko znaczy nic” i obiecała pomóc właścicielowi zmienić profil kuchni. Ponieważ zamówiła u niego dodatkowo placka ziemniaczanego, a ten wyszedł cudowny, dowiedziała się, że Paweł daje radę w polskiej kuchni. Poza tym Joanna zdradziła, że w domu dla dzieci robi pyszne zupy i piecze bezkonkurencyjne prosiaki. Materiał do szybkiej i pozytywnej rewolucji był.

W toku rewolucji zmieniono nazwę. Niedopasowany „Pablo Picasso” zamienił się w sympatyczne „Pod gołąbkiem”. Pomarańczowe, meksykańsko-hiszpańskie wnętrze stało się turkusowe. Karta odniosła się tylko do jednej kuchni – lokalnej, oferując klientom wiele rodzajów gołąbków, zupy, prosiaka, pierogi, placki. Moim zdaniem najciekawsze było połączenie pieczonego prosiaka z pierogami pomysłu Gessler, czyli z jabłkiem i cynamonem. Na kolacji powitalnej podbiły one serca gości.

Powrót po kilku tygodniach okazał się... skomplikowany. Restauracja była pełna ludzi, właściciele pogodni, a po kuchni krzątali się nowi pracownicy. Dania wyszły jednak nierówne. Prosiak i zupa pyszne, ale placki i gołąbki – sztandarowe pozycje – mocno nieidealne. Gessler uznała, że Paweł wyłożył się na ziemniaku, czyli podstawowym produkcie ze swojej ziemi. Opuściła „Pod gołąbkiem” nieco rozczarowana, ale na pewno było jej lżej na duchu niż w ostatnim odcinku.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat