Magda Gessler i wyzysk w biały dzień

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Wyszynk z szynką" w Kielcach.
W dwunastym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler walczyła z wężami siedzącymi w kieszeniach Agnieszki – właścicielki byłej „Jadłodajni Bartosz”.

Góry świętokrzyskie, Kielce, obecnie miejsce wielu ciekawych restauracji. To w tej okolicy osiem lat temu, tuż po powrocie z zagranicy, „Jadłodajnię Bartosz” przejęła Agnieszka. Kobieta była pełna pasji i miłości do gotowania, a eksperymentować w kuchni i wymyślać własne potrawy zaczęła już w dzieciństwie. W wieku 22 lat wyjechała z Polski, by podszkolić się w innych rodzajach kuchni, a następnie wróciła. Na początku zatrudniła się w domu towarowym, jednak czuła, że to nie to. Ponieważ uważała, że jest zbyt zdolna na szkołę gastronomiczną, ukończyła odpowiedni kurs i tak oto zdecydowała się zająć własnym biznesem kulinarnym.

Mimo iż Agnieszka fascynowała się kuchnią orientalną, w biznesie postawiła na lokalność i dla polskich klientów gotować po polsku. Zatrudniła kilka pracownic, zaproponowała im korzystne – niestety wyłącznie dla siebie, bo wynoszące 4 zł za godzinę – stawki, a później przez pięć lat prowadziła całkiem udaną restaurację. Niestety, jak sama zauważyła, trzy lata temu w Kielcach namnożyło się lokali gastronomicznych, a jeden z nich bezczelnie stanął na przeciwko, przez co „Jadłodajnia Bartosz” straciła klientów, zwłaszcza liczących się z groszem studentów. Agnieszka nie miała pomysłu, co zrobić. Z jednej strony była pewna, że jakość jej dań nie budzi zastrzeżeń, z drugiej zaś czuła się zmęczona. Zadzwoniła po Magdę Gessler.

Gessler zjawiła się u progu lokalu, z kwaśną miną nazywając go „kiepskim sklepem spożywczym, a nie restauracją”. W środku śmierdziało jej proszkami polepszającymi, których kucharki używały do dań, a same dania okazały się okropne: śmierdzące, niejadalne, twarde, złożone w większej części z wypełniaczy niż z produktu właściwego (np. w kotletach było więcej bułki niż mięsa). Oczywiście Agnieszka z żadną złą opinią i uwagą się nie zgadzała, w związku z czym można się było zacząć zastanawiać, po co w ogóle wezwała prowadzącą Kuchennych Rewolucji. Gessler opuściła „Jadłodajnię Bartosz”, mówiąc jej trzy razy „nie”: za smak, za wygląd i za sztuczność.

Rewolucja była burzliwa. Brud, kiepska jakość i nieidealne smaki to jedno, ale wyzysk pracowników i traktowanie ich gorzej od przedmiotów to rzecz ważniejsza, priorytetowa. To nią Gessler próbowała się zająć przez cały odcinek, choć ostatecznie i tak nie wyszło. Restauracja zmieniła nazwę na „Wyszynk z szynką”, a zmiana wnętrz była tak duża i pozytywna, że bez dwóch zdań nazwałabym ją najlepszą metamorfozą trzynastego sezonu. Mimo tego podejście Agnieszki do interesu, a przede wszystkim do ludzi, wyklucza, by ktokolwiek o zdrowym rozsądku chciał tam zaprosić innych. Rewolucji nie zatwierdziła ani Gessler, ani ja. Tego kieleckiego miejsca odwiedzać nie polecam(y).

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat