Co to jest: składa się z odcinków, ma swoich bohaterów i ciągnie się w nieskończoność? Telenowela? Bynajmniej! Chodzi oczywiście o Kuchenne Rewolucje, których ósmy sezon rozpoczął się właśnie dziś. W roli prowadzącej wystąpiła niezastąpiona Magda Gessler, tym razem w nieco większym wydaniu. Nową kulinarno-rewolucyjną przygodę zaczęła od Sopotu, a dokładniej od restauracji „U przyjaciół”, którą zaledwie dwa lata temu prowadził Andrzej – dziś 64letni pasjonat kuchni. Niestety, w wyniku choroby i niezbędnej operacji stracił możliwość zarządzania swoim biznesem, w związku z czym przekazał go synom – najpierw starszemu Marcinowi, a potem młodszemu Bartkowi. Temu drugiemu zarządzanie wyraźnie nie szło, w związku z czym restauracja zaczęła tracić klientów. Problemem zainteresował się Marcin, który odkładając na bok własne sprawy, zadzwonił po Magdę Gessler i obiecał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby uratować finanse najbliższych.
Restauracja „U przyjaciół” powitała Magdę Gessler wątpliwie przyjemnym zapachem włączonej frytkownicy, nieciekawym wystrojem oraz kiepskimi potrawami. Szybko wyszło na jaw, że brakuje tam wykwalifikowanego personelu – gotował nieprzygotowany do tego Bartek oraz prawie 50letni kelner Wojciech, a dookoła nich kręcił się dawny właściciel, patrząc smutnym wzrokiem na powolną śmierć ukochanego biznesu. W kuchni „panował syf”, nie było komu sprzątać, a w zamrażarkach królowały mrożonki. Jedzenie, co prawda, było domowe, ale niestety w złym tego słowa znaczeniu. Mogło to oznaczać wyłącznie: byle jakie, nieestetyczne, nieprzemyślane. I choć przez głowę Magdy Gessler przeszła przez chwilę myśl, by do tej męskiej restauracji wpuścić jakąś kobietę, zmieniła decyzję, gdy Marcin zadzwonił po swojego przyjaciela – kucharza. Później, standardowo, nastąpiły różnego typu kłótnie, krótka wyprawa integracyjna na plażę oraz parę gróźb. Niestety, po tylu sezonach Kuchennych Rewolucji człowiek przyzwyczaja się do schematu odcinka, a i Magda Gessler staje się coraz łagodniejsza. Nawet gdy rzuca talerzami (a w pierwszym odcinku już rzucała!), towarzyszy temu okrzyk radości, a nie prawdziwego wzburzenia. Nie ma rady, trzeba przywyknąć. Co sprawi zawód widzom, z pewnością ucieszy restauratorów oczekujących na pomoc i zastanawiających się, czy warto wykonać TEN JEDEN telefon.
Rewolucja się udała, a jakże. Pierwsze koty za płoty. Wnętrze zmieniono, nieco podkolorowano, dodano dużo obrazów z dzikami (dzik stał się motywem przewodnim „U przyjaciół”), a ściany przyozdobiono malunkami maków. W menu pojawił się sławetny już dzik oraz kaczka, a także chłodnik i potrawy z grzybów. Do kuchni sprawdzono nowych kucharzy, a i emerytowany Andrzej znalazł dla siebie zajęcie. Restaurację przejął z powrotem starszy syn, podczas gdy młodszy zajął się wyłącznie dostawami. To dało mu możliwość odpoczęcia od interesu, którym wcale nie chciał się zajmować, i odnalezienia własnej ścieżki życiowej. W końcu 36 lat to najwyższa pora, by zastanowić się, co sprawia mu radość i czym chciałby się od tej pory zajmować. Po powrocie Magda Gessler była dumna ze swych wysiłków, które zdecydowanie się opłaciły. Dostała przepiękny bukiet i szczere słowa podzięki od ojca-założyciela, Andrzeja. Cud, miód i orzeszki albo raczej cud, miód i… dzik!
Już za tydzień kolejny odcinek!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze