Piotrków Trybunalski, rynek, a w samym jego sercu restauracja „U Dunina”, przez osiem lat prowadzona przez starsze małżeństwo. Dziś jednak za sterem stoi ich synowa – Maja, która lokal otrzymała w prezencie. Nie zmieniła ani nazwy związanej z legendarnym założycielem miasta, ani staroświeckiego wystroju wnętrza, ani karty dań. Nie musiała też martwić się zatrudnianiem nowych ludzi, jako że z już pracującą ekipą znała się bardzo dobrze, wcześniej pracując u ich boku jako koleżanka. Ten ostatni fakt pozytywnie wpłynął na dobrą i bezstresową atmosferę, niestety negatywnie odbił się na relacji szef-pracownik, których Maja nie potrafiła zbudować. Była zbyt miękka, zbyt łatwo poddawała się woli innych. Zwłaszcza swojej mamy, którą poprosiła o pomoc. Kobieta miała zajmować się wyłącznie zaopatrzeniem, zamiast tego obcinała koszta związane z prowadzeniem lokalu na irracjonalnych rzeczach, jak chociażby liczbie serwetek czy jakości i ilości składników dań. Ekipa zaczęła się skarżyć i narzekać, ale Maja nic nie zrobiła. W końcu jak tu domówić mamie?
Po przyjeździe do Piotrkowa Trybunalskiego i przekroczeniu progu „U Dunina”, Magda Gessler przeraziła się brzydotą wnętrza oraz długością menu. To drugie pozwoliło jej założyć, że przy małej liczbie gości dania muszą być mrożone. I rzeczywiście, kelner odpowiedział, że są. Prowadząca zamówiła więc tylko świeże potrawy, otrzymując niejadalny barszcz bez buraków, pyszny schab przygotowany według przepisu podpatrzonego w Kuchennych Rewolucjach, dania z koprem bez kopru, rozmemłane placki, mrożone kurki w sezonie grzybowym, cielęcinę, która została „zajebana” i śmierdzącą kebabem golonkę. Do tego wszędzie zaaplikowano morze soli, zabijając smak jedzenia. Tego dnia wszyscy przeżyli małe załamanie.
Nie mogło być jednak aż tak źle. Gessler zleciła kucharkom, by nazajutrz przygotowały wybrane potrawy raz jeszcze, ale bez wspomagaczy. Zamiast każda zabrać się za swoje popisowe danie, postawiły na wspólny projekt, by żadna nie została w tyle. W efekcie podały prowadzącej kotlety... z zepsutego, skwaśniałego mielonego mięsa. Kiedy zdegustowana odwiedziła kuchenne zaplecze, by sprawdzić stan pozostałych produktów, odkryła, że niemal wszystkie są źle przechowywane i podłej jakości, ponadto wszędzie panuje brud, gdyż mama Mai kazała dziewczynom czyścić sprzęt wodą z sodą, bo detergenty uznała za zbyt drogie. Wtedy miarka się przebrała. Gessler podjęła decyzję o zakończeniu współpracy z zaopatrzeniowcem, a potem przedstawiła plan rewolucji, po której „U Dunina” miało się stać „Krochmalem” – miejscem czystym, jasnym, z kuchnią staropolską i z flagowym daniem w postaci porządnej sztuki mięsa.
Wbrew przypuszczeniom, które mogły się zrodzić w głowach widzów oglądających średni talent kucharski pracowników restauracji, po powrocie Magda Gessler była wyjątkowo zadowolona. Zjadła tanio, pysznie – a nawet „obłędnie” – i po domowemu. Wstąpienie do „Krochmalu” poleciła całej Polsce, więc jeśli będziecie w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego i poczujecie, że burczy wam w brzuchu, za dobrą ucztę Gessler ręczy nazwiskiem.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze