Magda Gessler męczy pstrąga

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Malinówka" w Wiśle.
Chcesz wiedzieć, jak wygląda przemiana idealna? Musisz zobaczyć dzisiejszy odcinek „Kuchennych rewolucji”!

Jeśli lubicie szybką akcję, wyzwiska, rzucanie talerzami i plucie w chusteczkę, dwunasty odcinek „Kuchennych rewolucji” z pewnością nie jest dla was. Jedyną rzeczą, która mogła dziś zaszokować, czy raczej zdziwić, była idealna harmonia oraz związany z nią spokój, pogoda ducha, szczerość i otwartość całej kobiecej załogi „Malinówki”. Restauracja ta znajduje się niedaleko skoczni narciarskiej im. Adama Małysza w Wiśle. Nie tak dawno temu otworzyła ją 40letnia Basia, która postanowiła przewrócić swoje życie o 180 stopni. Rzuciła pracę i, bez wykształcenia gastronomicznego, postanowiła zrealizować dawne, wciąż żyjące w głębi jej serca marzenia. Ten szczegół zmienił charakter odcinka z czysto kuchennej rewolucji, na studium człowieka dojrzałego, który zrozumiał, że nigdy nie jest za późno, by się spełniać. Wiek, płeć, wykształcenie, przejścia życiowe – co tam! Liczą się chęci, zapał, determinacja i dobrze dobrana ekipa przyjaciół. A tych Basi nie brakuje. W „Malinówce”, oprócz niej, pracują jeszcze cztery równie ciepłe, sympatyczne kobiety – jej 19letnia córka Karolina, dwie kucharki: 26letnia Ania i 47letnia Halina, oraz 26letnia kelnerka Monika. Niestety, pomimo dobranej załogi, restauracja świeciła pustkami. I właśnie to zmienić miała wezwana Magda Gessler.

Prowadzącą, po przekroczeniu progu, rzeczywiście zastały pustki. Nie było to jednak wcale takie dziwne, zważywszy na to, że podczas rekonesansu u konkurencji także tych gości brakowało. Styl restauracji był „żaden”, a potrawy, choć nie smakowały najgorzej, odbiegały od ideału. Pstrąg jako jedyny przypadł do gustu Magdzie Gessler, w związku z czym to jego postanowiła „męczyć”, przedstawiając plan przyszłej rewolucji. Problemów nie miała, gdyż wszystkie panie zgadzały się na zmiany, słuchały rad i współpracowały bez kręcenia nosem i marudzenia. Takim sposobem poszło gładko, pięknie i szybko. Wnętrze zgrało się z zewnętrzem, pokryło koronkami koniakowskimi i zrzuciło swą kolorową barwę na rzecz beżu. Menu umęczyło pstrąga, czyniąc go królem potraw. Nazwa restauracji pozostała niezmieniona.

Jeśli jeszcze nie oglądaliście nowego odcinka – zróbcie to, chociażby ze względu na zapoznanie się ze wzorem „rewolucji idealnej”. Tych, którym się podobało, zachęcam do odwiedzenia „Malinówki” na żywo. W sezonie narciarskim musi być tam naprawdę pięknie. Za to dla wszystkich zawiedzionych spokojem dwunastego odcinka mam pocieszenie: pamiętajcie, taki spokój może oznaczać wyłącznie ciszę przed burzą. W końcu na zewnątrz coraz cieplej. Tylko czekać, aż pierwsza błyskawica przetnie niebo.

Fot. Archiwum TVN
IP



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat