Magda Gessler na granicy życia i śmierci

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Dzika Świnia" w Gubinie.
W dwunastym odcinku dwunastego sezonu Kuchennych Rewolucji Maga Gessler pojawiła się na polsko-niemieckiej granicy, by pomóc Beacie z dwoma problemami.

W dwunastym, imieninowym odcinku Kuchennych Rewolucji przenieśliśmy się na granicę Polski z Niemcami, gdzie przez kilka lat sklep z odzieżą z Chin prowadziła Beata. Dziewięć lat temu interes przestał przynosić korzyści, dlatego sprytna kobieta postanowiła, że rozkręci biznes gastronomiczny. Sprytna albo... nierozważna? Beata bowiem nie miała najmniejszego pojęcia o gotowaniu, wszystkie karty stawiając na kucharkę Elę. Ta okazała się jasnym promykiem historii, przyciągając do „Gospody” upragnionych niemieckich klientów i zaprzyjaźniając się z właścicielką. Niestety, dwa lata temu światełko przygasło, bo Ela zachorowała na serce i musiała odejść. Jej rolę szefowej kuchni przejęła Beata, która przez tych parę lat niewiele się nauczyła, do tego skąpiła na produktach, nie chciało jej się jeździć po rzeczy, które się skończyły, a także nie potrafiła wykrzesać z siebie chęci do walki o klientów. Wtedy interes zaczął umierać.

Magda Gessler zjawiła się w Gubinie, określając położenie „Gospody” jako granicę życia i śmierci. Z jednej strony restauracji bowiem rozciągał się cmentarz – stąd przez pierwsze lata dobrze zarabiano na stypach – z drugiej małe, ale tętniące życiem miasteczko. Niestety, restauracji udzielił się klimat cmentarny, bo wnętrza pachniały mokrą ziemią, a nie jedzeniem, dania albo były mrożone, albo nie było ich wcale, a pracownikom humory zdecydowanie nie dopisywały. Jak później wyjaśnili, wynikało to ze strachu przed Beatą, od której ekipa zdecydowanie wolała zaangażowaną w pracę Elę.

By dać „Gospodzie” szansę, Gessler zamówiła zupę buraczkową – dziwiąc się, dlaczego nie po prostu barszcz – rosół i pulpety. Pierwsze dwa dania okazały się niejadalne i złożone większości z pozbawionej smaków wody, trzecie wyglądało jak rodem ze stołówki – było „nawalone”, a do tego słone, niedobre i twarde. Był to pierwszy z testów, które podczas dwunastego odcinka Beata oblała.

Tym razem naprawdę nie było łatwo. Gessler musiała się zmierzyć nie tylko z umierającą „Gospodą”, ale i alkoholizmem Beaty. Musiała przekonać właścicielkę, by przyznała się do uzależnienia i poszła na terapię. To się powiodło, dzięki czemu prowadząca mogła postawić kolejny krok: zarządzić zmiany w lokalu. Zmieniła jego nazwę na „Dziką świnię”, której menu zawładnęły dziczyzna i grzyby – lokalne specjały. Wnętrze zrobiło się bardziej różowe, na ścianach pojawiły się wizerunki świń i dzików. Na pierwszy rzut oka wszystko poszło dobrze.

Ale to był tylko pierwszy rzut. Drugi rzut, ten poczyniony już po kilkutygodniowej przerwie i powrocie Gessler na miejsce, wykazał, że Beata znowu test oblała. Co prawda tym razem to nie ona gotowała, ale pozwoliła odejść Eli, a do kuchni zatrudniła kogoś, kto kompletnie nie znał się na przyrządzaniu dziczyzny. Potrawy nie miały właściwego smaku, a receptura była pomylona, więc prowadząca niczego nie zjadła do końca i miała kłopot z zaliczeniem rewolucji. Czy się udało, bo Beata poszła na terapię i będzie się starać odżyć, czy wręcz przeciwnie, wszystko poszło na marne? Zaproponowała, byśmy my – widzowie – ocenili to sami. Jeśli więc chcemy wyrobić sobie o lokalu opinię, innego wyboru nie mamy.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat