Magda Gessler na tyłach poznańskiej galerii

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji i spa "Thai Spa & Restaurant" w Poznaniu.
W drugim odcinku nowego sezonu Kuchennych Rewolucji Magda Gessler podążyła czerwonym korytarzem do tajskiej krainy, by postawić mur między SPA a restauracją.

Wielkopolska, tyły poznańskiej galerii handlowej, a tam salon tajskiego masażu, od niedawna poszerzony o niewielką restaurację. Biznes ów, o wyszukanej nazwie "Thai Spa & Restaurant", otworzyła parę lat temu mama 23letniej Angeliki, dziś zaś prowadzi go już sama Angelika. Dodatek gastronomiczny do salonu masażu powstał w wyniku sugestii klientów, którzy przed lub po zabiegu "z chęcią zjedliby coś tajskiego", a przynajmniej tak sprawę przedstawiła młoda właścicielka. Rządy nad kuchnią, a tym samym nad całym lokalem, przekazała w ręce zaufanemu tajskiemu kucharzowi - 55letniemu mężczyźnie o imieniu Khone. Do pomocy dostał od 25letniego Dawida oraz opieszałego w obsługiwaniu klientów kelnera Rafała. Angelika zaczęła zaglądać do lokalu coraz rzadziej, ostatecznie poświęcając mu już tylko wieczory, z racji samotnego wychowywania synka. Kiedy zorientowała się, że klientów ubywa, a i finanse wyglądają dość marnie, postanowiła zadzwonić po Magdę Gessler. Sama nie miała bowiem ani siły, ani pomysłu, jak poprawić sytuację odchodzącej w niepamięć restauracji.

Magdę Gessler powitała wizytówka bliżej nieokreślonego miejsca znajdującego się na tyłach galerii, a do tego z obietnicą tajskiego masażu i sugerującym jakość owego masażu czerwonym wejściem. Biedny byłby ów nieszczęśnik, co zdesperowany pewnego wieczoru trafiłby na to miejsce, a wchodząc przekonałby się, iż "Thai Spa & Restaurant" rzeczywiście oferuje masaż, a nie rozrywki dla dorosłych! O podobnych pomyłkach nie opowiadano jednak w trakcie odcinka, ograniczając się tylko do zaprezentowania opinii Magdy Gessler, jakoby lokal wyglądał jak burdel. Ot, taka delikatna sugestia. Na szczęście z kartą i jakością potraw nie było tak źle, a to już coś. Kelner pogubił się nieco podczas podawania wina, a także pomylił drewniany korek z gumowym, ale któż nie zestresowałby się w obecności kulinarnej mistrzyni o ciętym języku i wzroku pełnym dezaprobaty? Złe wrażenie zatarły jednak tajskie pierożki i nie-tajskie sushi. Posłużyły one także jako inspiracja do stworzenia nowego, szerszego i ogólniej - azjatyckiego - menu. Wcześniej przeznaczoną na recepcję i poczekalnię przestrzeń zapełniono stolikami, a i kolory nieco pozmieniano, tworząc z lokalu samą restaurację i oddzielając ją od salonu masażu. "Albo jedno, albo drugie" - zawyrokowała Magda Gessler, ostatecznie godząc się na oba, pod warunkiem zapewnienia osobnych wejść. Gastronomicznej części nadano także nową nazwę - "Pad Thai". Od wyjazdu prowadzącej, aż do dnia dzisiejszego, zjeść tam można zarówno pojedyncze dania, jak i "combo" za 60zł, w którego skład wchodzi wszystko, co sobie klient wybierze. Warunek jest jeden: musi on zjeść do końca, a jeśli nie, płaci więcej, bo jak za oddzielne potrawy. Wtedy też zbawienne okaże się SPA, w którym przejedzony nieszczęśnik wypoci trochę kalorii, a ładna drobna Tajka wymasuje z niego zbędne kilogramy. A zatem żyć, nie umierać, do polskiej Tajlandii jechać!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat