Magda Gessler ociera łzy restauratorów

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w Nasza Chata Gospoda Smaków.
Per aspera ad astra – jak podaje mądre łacińskie przysłowie. Szkoda tylko, że gwiazdy znajdują się aż tak wysoko…

Jak przebiegała dzisiejsza rewolucja? Przede wszystkim łzawo i topornie. Jeszcze nigdy w programie nie było tak zdesperowanych, zasmuconych i zapłakanych właścicieli. 47letni Sławek i jego 45letnia żona Jola otworzyli restaurację, nie mając większego pojęcia o jej prowadzeniu. Nie „wybadali terenu”, nie sprawdzili konkurencji, nie wybrzydzali przyjmując pracowników. Spełnili marzenie Sławka i to im wystarczyło. Niestety, samą satysfakcją nie opłaci się rachunków i nie wykarmi dzieci. Szczególnie, że dzieci musiały zostać w Gdańsku. Jeśli chodzi o restaurację, nie da się ukryć, że już samo położenie nie sprzyjało zdobywaniu klientów. Ani Żukowo, ani Babi Dół nie mówią zbyt wiele większości mieszkańców Polski. Dopiero, kiedy opisze się je jako okolice Gdańska, zaczynamy sobie wyobrażać, gdzie mogą leżeć. Kolejną cegiełką tragedii była nazwa restauracji – kompletnie nieczytelna, w ciągu programu wymieniona może z dwa razy (w tym zawsze inaczej). Gospoda Nasza Chata Smaków? Nasza Chata Gospoda Smaków? Nasza Chata? Któż to wie? A obok niej osiem innych, wyspecjalizowanych, określonych smakowo knajp, gdzie ludzie z chęcią przychodzą. W czym zatem tkwił problem, skoro klienci podobno chwalili jedzenie (o ile już udało im się tam trafić)? I, jak to błyskotliwie zapytała Magda Gessler, „jak wypełnić lukę, której brakuje?” No właśnie – jak?!

Kiedy prowadząca przekroczyła próg Chaty, była pozytywnie zaskoczona. Entuzjazm utrzymywał się także podczas wybierania dań z karty (nareszcie trafiła na swoją ukochaną golonkę), jako że kelnerka – 21letnia Patrycja – zarzekała się, że wszystko jest świeże. Po co kłamała? Tego nie wie nikt, nawet ona sama. Na jej nieszczęście Magda Gessler musiała wyładować na kimś swoją złość, wywołaną niejadalnością mrożonych (i źle odgrzanych) potraw. Nie dość, że odpowiedziała za podanie gołąbków z lodem (co jest niesprawiedliwe, bo skąd kelnerka mogła wiedzieć, czy potrawa jest ciepła? Miała włożyć palucha pod kapustę?), to jeszcze Magda Gessler kazała jej to zjeść (co jest nie tylko wredne, ale i poniżające). Za to minus dla pani Gessler. Z resztą pracowników nie poszło lepiej, bo np. szefowi kuchni – 33letniemu Łukaszowi, oberwało się za brak kuchennych umiejętności, co zresztą prowadząca odwołała na drugi dzień, tuż po spróbowaniu potraw ze świeżych składników. Później było jeszcze parę innych atrakcji, jak wyciąganie wszystkich mrożonek i ważenie ich (312kg), przeliczanie na stracone pieniądze (ok. 5tys. zł) i standardowy płacz właściciela.

Nasza Chata, Gospoda Smaków (czy jak kto woli), zrobiła na mnie zdecydowanie dobre (pierwsze) wrażenie. Widząc ją z zewnątrz, pomyślałam, że przypomina domek z The Sims (kto grał, ten będzie wiedział dlaczego). W środku, tuż za barem, znajdowała się cudowna ściana z winami. Samo wnętrze sprawiało wrażenie przytulnego i nastrojowego – taka typowa drewniana chatka z własnym klimatem. W sumie to przypominała mi górską, ale co ja tam wiem? W teorii była kaszubska. Zmiana wystroju, jaka zaszła w trakcie rewolucji, była pozytywna, aczkolwiek uważam, że niekonieczna. Przekształcenia wymagała za to nazwa. Naszą Gospodę Chatę Smaków (wyrazy proszę sobie poukładać w dowolnej kolejności, niczym kostki domino z tą samą liczbą oczek) przechrzczono na Schabowy raz, co brzmi zdecydowanie lepiej. Zmieniono także menu. Choć wszystko wyszło właścicielom na dobre, nie obyło się bez kolejnych potoków łez. W pewnym momencie ciężko było się zorientować, czy płaczą jeszcze ze smutku, czy już ze szczęścia. Ostatecznie rewolucja się udała, choć nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Z odcinka wynieśliśmy dwie nauki – pierwsza to taka, że łacińskie przysłowie „per aspera ad astra” jest prawdziwe, o ile naprawdę chcemy walczyć o to, na czym nam zależy, a druga, to jeśli chcemy sprawdzić, czy devolay jest odpowiednio zrobiony, musimy nim chwilę potrząsać przy uchu. Trzeba się bowiem dobrze w niego wsłuchać, czy aby „masło nie chlubocze”!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlaleldis.pl)

Fot. Archiwum TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat