Busko Zdrój to miejscowość uzdrowiskowa, do której przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Mogłoby się zdawać, że założenie na jej terenie restauracji jest wspaniałym pomysłem, szczególnie w sytuacji, w której miałaby ona przylegać do hotelu. Kuracjusze, poza wypoczywaniem i nabieraniem sił, muszą przecież gdzieś jeść. Takim założeniem kierowali się Agnieszka i Jacek otwierając w wydzierżawionym pomieszczeniu „Sekrety Buska”. Postanowili, że będą nowoczesnymi i pełnymi wsparcia szefami, by ich pracownicy nigdy nie poczuli się zestresowani, a dzięki temu lepiej pracowali. Jak się wkrótce okazało, założenie owo było błędne. Dwie osoby musiały zostać zwolnione za kradzież, szef kuchni upił się i zostawił restaurację w krytycznym momencie, a dziewięć osób wspaniałomyślnie zatrudnionych na umowę o pracę zaczęło przynosić właścicielom straty. Do restauracji przestali przychodzić indywidualni klienci, a jedynym źródłem utrzymania stały się grupy kuracjuszy z hotelu. „Sekrety Buska” zmieniły się w zwykłą stołówkę, na dodatek niezbyt dobrą. Załamani właściciele postanowili zadzwonić po Magdę Gessler, by przywróciła ich własności dawną świetność.
Tym razem na Magdę Gessler czekało więcej pułapek, niż w ostatnich odcinkach. Zaczęło się od smrodu, który wyczuła jeszcze przed wejściem, później natknęła się na zamknięte na kłódkę drzwi, na końcu zaś miała bliskie spotkanie z niejadalnymi potrawami, z których i tak połowa została pominięta przez zestresowaną kelnerkę. Krótko mówiąc: tragedia. Szybko odkryła, że zły stan kuchni nie powinien nikogo dziwić, jako że kucharze nie grzeszą wiedzą zawodową, a najgorszym przypadkiem jest sam szef kuchni, który uczyć się nie chce, bo twierdzi, że już wszystko umie. Zwątpiwszy w sens rewolucji Magda Gessler opuściła restaurację głodna i nie do końca przekonana, czy warto dać jej kolejną szansę.
Formuła programu nie przewiduje jednak odbierania szans, ale raczej dawanie ich w nieskończoność – przynajmniej przez cztery dni, kiedy kręci się materiał. Magda Gessler powróciła zatem w progi „Sekretów Buska”, by raz jeszcze spróbować zamówionych dzień wcześniej dań, tym razem przyrządzanych w czystej już kuchni. Niestety, znów jej nie zachwyciły. Nie zrobiły tego również autorskie potrawy kucharzy, o które poprosiła w ramach prezentacji ich umiejętności. Prowadzącej odebrało to w pewnym stopniu nadzieję, ale i ukazało obiektywny obraz sytuacji. Zrozumiała, że jeśli właścicielom zależy na zmianach na stałe, będą musieli zacząć od podstaw.
Do końca odcinka załoga przechodziła różne testy – duża część dotyczyła znajomości ryb i ich oporządzania, odwiedziła staw, gotowała oraz zachęcała ludzi do pojawienia się na powitalnej kolacji. W tym samym czasie w sali jadalnej trwał remont, dzięki któremu biało-beżowe wnętrze stało się zielono-herbaciane i nabrało trochę życia. Motywem przewodnim stał się karp, a dania w karcie zmieniono tak, by były jak najbardziej rybne. Magda Gessler opuściła restaurację w nastroju dobrym i pełnym nadziei na smaczną przyszłość lokalu. Wierzyła, że będzie dobrze. Niestety, wiara nie zawsze czyni cuda, co też mogliśmy zaobserwować w ostatnich minutach odcinka. Tym razem rewolucja – choć do skutku doszła – nie zdołała się utrzymać, a „Smaki Buska” pozostały lokalem, gdzie Busko znajdziemy na pewno, ale smaku już nie.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze