Akcja dzisiejszego odcinka Kuchennych Rewolucji miała miejsce w Bielsko Białej, którą połączyć możemy ze znanym każdemu pieskiem Reksiem oraz Bolkiem i Lolkiem (o czym poinformował nas uprzejmy pan lektor). Dość daleko od centrum, tuż przy leśnej drodze, znajduje się mała chatka, która przed przyjazdem Magdy Gessler znana była jako Kuźnia Smaków. Od półtora roku jej właścicielem jest pięćdziesięciojednoletni Tadeusz, który miał fantazję uraczyć swych gości włoskimi smakami, nie zważając na to, że żaden kucharz nie ma odpowiednich kwalifikacji. Wcześniej, za bytności poprzedniego właściciela, w miejscu tym znajdowała się typowa jadłodajnia, którą rezerwowano na wesela i inne okazje. Interes się kręcił, a pieniądze płynęły jak rzeka. Najbardziej rozwinięty był catering, co niestety za „włoskich czasów” uległo przemianie. Na nic zdał się nowy piec do pizzy, który – choć efektowny – mieścił tylko jedną sztukę, oraz sprzęty – które w myśl minimalistycznych upodobań szefa – ledwo starczały do przygotowania potraw. Deficyt dotyczył wszystkiego, nawet garnków. Profesjonalne kuchenki zastąpione zostały domowymi i to ledwo stojącymi na własnych nóżkach. Czy rzeczywiście można było zarzucić Tadeuszowi sknerstwo? A może to zapobiegliwość i troska o wewnętrzne „ja”, które nie powinno przywiązywać wagi do tak przyziemnych spraw?
Oględziny
W tym odcinku poznajemy Magdę Gessler w wersji zdziwionej. Kiedy przekroczyła próg Kuźni Smaków, zauważyła zapełnioną restaurację. Zamówiła sporo rzeczy – największą pizzę, rosół z kury, piersi z serem pleśniowym, stek i golonkę. Wszystko okazało się dobre, przy czym jedyny w miarę włoski kucharz gotował bardzo tłusto i raczej po śląsku, pizza uginała się od składników, więc prowadząca zasmuciła się, że „nie stoi” (minimalizm w odniesieniu do sprzętu kuchennego wymieniał się na maksymalizm, jeśli chodzi o pizzę), a stek dostał komplement, jako że był „bardzo poprawny”. Wszystko wskazywało na to, że jest ok – ludzie siedzą, jedzenie smaczne, w czym więcej haczyk? Magda Gessler uznała, że dość atrakcji jak na jeden dzień i postanowiła pobawić się w detektywa nazajutrz.
O co tu chodzi?
Dnia kolejnego zmysł szpiegowski zaprowadził Magdę Gessler wprost do pieczary diabła, czyli kuchni. Tam skonfrontowała się z mizernym stanem sprzętu. My – widzowie – wiedzieliśmy o nim od samego początku, z pierwszych relacji pracowniczych. Dla prowadzącej była to jednak niemiła niespodzianka. Kazała zamknąć restaurację i natychmiast wymienić urządzenia. Wcześniej – by pokazać, kto tu rządzi – wyznaczyła biednego właściciela do szorowania kilkuletniej rdzy, brudu i niewiadomo czego jeszcze. Nawet pracownikom było go przed kamerami żal, choć w duchu pewnie zacierali ręce. Jak pokazały późniejsze „ćwiczenia integracyjne”, mieli wiele do zarzucenia Tadeuszowi. Obstawiałam, że po tym, co o nim napisali na anonimowych kartkach, zwolni ich co do jednego (oczywiście jak ekipa Kuchennych Rewolucji się zwinie), ale chyba jednak tak się nie stało. Wracając do kuchni, gotowało tam kilka osób. Brakowało jednak szefa. Kiedy Magda Gessler przyszła porozmawiać z załogą, zwróciła się do najstarszej Helenki, chociaż ta jasno i wyraźnie powiedziała, że w większości gotował kucharz-mężczyzna. Z nim jednak prowadząca pomówić nie chciała. Jak zwykle przedłożyła płeć żeńską ponad męską.
Zmiany zmianami, a restauracja po swojemu
Oprócz sprzętu, któremu można było wytknąć parę rozważnych, a także parę nierozważnych wad („jak się staje przy piecu, to jest upał” – a czego się spodziewali, śniegu?), wystrój wnętrza także pozostawiał wiele do życzenia. W wyniku rewolucji puste i nijakie przestrzenie zostały zapełnione elementami rodem z włoskiej prowincji, które świetnie wpasowały się do włosko-śląskiego menu. Kolejną sprawą była modyfikacja nazwy. Kuźnia Smaku stała się Trattorią u Tedeusza. Nie jest to wyszukana nazwa, może nawet nieco gorsza od poprzedniej, ale jak się zaczyna zmiany, to trzeba skakać na głęboką wodę. Grunt, że właściciel był zadowolony lub przynajmniej skutecznie takiego udawał. Jego załoga nauczyła się robić lepszy, bo gęstszy, sos do pizzy (taki, żeby ciasto wreszcie „stało”), od tygodnia nieczynne toalety znów zaczęły spełniać swą funkcję, a ludzie, przybywszy na kolację, pochwalili i kluski śląskie i zupę serową i pstrąga.
Najmilszym akcentem odcinka było wniesienie przez kucharkę ogromnych ilości świeżej bazylii, która posłużyła jako składnik do potraw, a potem – wśród innych ziół – stanęła w oknach, jako ozdoba restauracji. Widzownie przed telewizorami niemalże poczuli jej zapach. Magda Gessler, opuszczając zrewolucjonizowaną Kuźnię powiedziała, że jest „pijana od pysznego jedzenia”. My – oglądający – mogliśmy być za to pijani od spojrzenia na świeżą bazylię, od wyobrażania sobie jej woni i fantazjowania.
Według prowadzącej, rewolucja przebiegła jak najbardziej pomyślnie. Co na to klienci? Po raz pierwszy zachciało mi się poszukać informacji w Internecie, by sprawdzić, czy sprawy mają się tak pięknie, jak je przedstawiono. Niestety, na forum miasta Bielsko Biała znalazłam wątek, gdzie zdecydowana większość oceniała Trattorię u Tadeusza jako „słabą, jak na zmienioną po Kuchennych Rewolucjach”, „zwykłą jadłodajnię” itp. Aby jednak nie zagłębiać się w temat i pozostawić Wam pole do własnych poszukiwań detektywistycznych, do komentarzy tych odniosę się tylko jednym, krótkim pytaniem retorycznym: i jak tu ufać telewizji?
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze