Magda Gessler podróżuje w czasie

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Stary Kredens" w Sanoku.
Słonecznie, szczęśliwie, smacznie i sanocko – tak było w piętnastym, ostatnim już odcinku siódmego sezonu „Kuchennych rewolucji”!

Sanok, sceneria miejska, nieco rozkopana, acz rozświetlona słońcem, a w niej restauracja „Stary Kredens”. Od roku prowadzi ją małżeństwo – 47letnia Maria i 49letni Piotr. Wcześniej, przez dziesięć lat, zajmowali się oni żywieniem większych grup, pracując w stołówce przyhotelowej. Pewnego dnia Marii zamarzyła się jednak restauracja wykwintna, nakierowana na indywidualną jednostkę, mająca dopieścić jej kubki smakowe. Konflikt powstał dopiero przy doborze dań do karty. Golonka! – krzyczał Piotr, nigdy! – odpowiadała mu Maria. Takim sposobem menu zalały potrawy smaczne i świeże, ale niedopracowane smakowo, wykluczające się, nieco kontrowersyjne. Restauracja zyskała opinię luksusowej i drogiej, co nie wpisywało się w sanocką społeczność. Kiedy więc nastąpił bunt, a goście przestali napływać, ekipa kucharzy nieco się rozleniwiła i wyszła z wprawy obsługiwania kilku stolików naraz. Wszystko to zsumowało się na mini-katastrofę, która zmusiła właścicieli do wykonania magicznego telefonu. Po drugiej stronie słuchawki zgłosiła się Magda Gessler, potwierdzając swój przyjazd. Nie wiedziała, że tym samym zapewnia bajkowy „happy end” siódmemu sezonowi „Kuchennych rewolucji”.

Ładna karta, zgrana ekipa, smaczne jedzenie, świeże składniki – w zasadzie ok. Konflikt na poziomie przygotowawczym to sprawa łatwiejsza do rozwiązania, niż nauka gotowania od podstaw, czy wymienianie pracowników, co nieraz miało już miejsce. Magda Gessler zorganizowała więc szybki konkurs na potrawy wymyślone przez kucharzy, wybrała nowe pozycje do menu oraz zasugerowała podzielenie go na dwie części – damską według pomysłu Marii oraz męską podług upodobań Piotra. Dzięki temu kobieta nie musiała z niczego rezygnować, a jej mąż wgryzł się w upragnioną golonkę. Później cała ekipa odbyła podroż. Cofnęli się w czasie, by wykonać sesję na tle starego Sanoka. Zdjęcia w sepii miały ozdobić ściany przemalowanej na fioletowo restauracji, o czym jednak fotografowani dowiedzieli się później. Podana gościom kolacja była efektowana oraz smaczna, a Magda Gessler po powrocie odczuła dumę w wyniku kolejnej udanej rewolucji. Obyło się zatem bez krzyków, wyzwisk, pokątnych komentarzy i spojrzeń spod byka. Prowadząca życzyła sobie samych takich rewolucji. Ja jednak życzę widzom odcinków w kratkę, bo co za dużo szczęścia, to niezdrowo. W końcu czasem musi polecieć jakiś talerz, żeby nie poleciała oglądalność.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. Archiwum TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat