Pierwszy odcinek nowego sezonu Kuchennych Rewolucji rozegrał się w góralskiej "Łebskiej Chacie" położonej, jak sama nazwa wskazuje, w Łebie. Jej właściciel oraz menadżer zaprosili Magdę Gessler z racji minimalnego zainteresowania ofertą lokalu poza sezonem. Bo o ile inne restauracje na okres jesieni i zimy zamykały swe podwoje, o tyle marzeniem mężczyzn był interes kręcący się przez cały rok. Właściciel, nieco ekscentryczny świ(rni)ęty Mikołaj tudzież wesoły krasnal Mirek, aparycją przypominający Jigsawa z horroru "Saw", restaurację zaczął prowadzić od niedawna. Wcześniej dzierżawił ją bowiem Paweł - obecny menadżer - który z racji stutysięcznego długu, jaki ma on w chwili obecnej wobec Mirka, został w pracy jako pewnego rodzaju niewolnik. Niewiele zarabia, dużo musi oddawać, a do tego wciąż podlega kontroli Jigsawa. Nic dziwnego, że swoją pracę lubi wyłącznie w trzydziestu procentach, do czego otwarcie się przyznał. Niepisana i niedyskutowana dewiza lokalu brzmiała "oszczędzać na wszystkim, na czym się da; a na tym, na czym się nie da, też oszczędzać". I choć początkowo mogliśmy odnieść wrażenie, iż to Paweł jest "główną żyłą", w rzeczywistości "żylił" Mirek, czasem nawet za cenę zdrowia własnych pracownic, które notabene też łatwo nie miały. Praca przez cały dzień za trzy polskie złote za godzinę? Nawet narzekający na swój los studenci dostają więcej! Wszystko to zsumowało się więc w jeden wielki krzyk o pomoc. A któż w podobnej sytuacji mógłby pomóc bardziej, niż Magda Gessler?
Prowadząca po przybyciu do Łeby zastała góralską chatkę, czego nie omieszkała skomentować. Nie przeszkadzała jej za to nazwa "Łebska Chata", którą podczas rewolucji wspaniałomyślnie oszczędziła. Gorzej wypadła cała reszta. Poza domowymi zupami, które kucharkom wyszły bardzo dobrze, w lokalu nic nie zasługiwało na choćby przeciętną ocenę. Mrożone mięsa po terminach ważności, brudny meszek wesoło porastający szafki, smażone na zimnym tłuszczu ryby, niemyte od wieków palniki gazowe - to tylko niektóre z części składowych horroru prowadzonego przez Jigsawa. Najgorsza do naprawy była jednak relacja między panami. Zero zaufania, niechęć do dyskusji, kompletny brak porozumienia. Jak jeden chce, to drugi nie chce. Jak drugi się zgadza, to pierwszy zaczyna marudzić. A do tego szkoda wydawać pieniędzy, skoro wszystko można zrobić samemu, a Magda Gessler najwyraźniej przesadza i wystarczyłoby, żeby podpisała się nazwiskiem i zostawiła knajpę w spokoju. Z nią jednak nie ma tak łatwo! Zacząwszy od porządnej reprymendy wobec męskiej części załogi, poprzez zmiany w warunkach pracy pań, a na wystroju wnętrza skończywszy - tak przebiegła rewolucja w pierwszym odcinku. Ryby zawładnęły nowym menu, a do kuchni po wyjeździe Magdy Gessler sprowadzono dwóch dodatkowych kucharzy. Najwyraźniej wszystkim wyszło to na dobre, bo po powrocie prowadząca była zadowolona i z poziomu czystości, i z jakości potraw. Rewolucja, która w pewnym momencie była poważnie zagrożona, ostatecznie przeszła pomyślnie. Jeśli więc lubicie serię horrorów "Saw" i macie ochotę na świeżą, smaczną rybę, wiecie dokąd jechać!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze