Gdańsk, a raczej oddalona o dziesięć kilometrów, położona między autostradą a rzeką wieś o nazwie Straszyn. To tam dawno temu lokal gastronomiczny otworzyło małżeństwo - dziś 35letnia Kasia i 36letni Radek. Kiedy zaczęło brakować pieniędzy, odpowiedzialny mąż wyjechał za granicę, początkowo na okres dwóch lat. Kiedy owe dwa lata dobiegły końca, zdecydował, że zostanie jeszcze rok. W rzeczywistości minęło już dziewięć, a Kasia pogodziła się, że pizzerię "One Way" prowadzi sama, przy czym u jej boku zawsze stoi niezastąpiony syn. Aby lokal nie przynosił strat, do menu wrzuciła wszystko - od pizz, po różnego typu makarony, potrawy warzywne i kotlety. Na nic się to zdało. Również postać Marilyn, którą Kasia uczyniła motywem przewodnim restauracji, nie kusiła mężczyzn do częstych odwiedzin. "One Way", jak sama nazwa wskazuje, stało się drogą w jedną stronę... do bankructwa.
Na taką sytuację nie mógł zgodzić się 12letni Kuba, lubiący pomagać w kuchni, ale równie mocno tęskniący za tatą i obawiający się o finansowe losy mamy. To na jego prośbę do pizzerii przyjechała Magda Gessler. Podczas wyboru dań z karty dała właścicielom szansę - mieli przygotować to, co uważali za najlepsze. Niestety, nie docenili kubków smakowych prowadzącej, bądź przecenili własne umiejętności. Znacznie lepiej poszło z ocenianiem wystroju. Ten bowiem przywodził na myśl inną restaurację, w której Magda Gessler przeprowadzała rewolucję parę odcinków temu. Wtedy dopiero tworzyła amerykański bar, stylizując kanapy na siedzenia starych samochodów i wprowadzając dużo czerwieni. Tym razem to zastała, w związku z czym wiele zmieniać nie musiała. Część czerwieni zamieniła na róż, jako że restauracja miała stać się rodzinna, a nazwą uczyniła imię ulubionej gwiazdy Kasi - Marilyn. Najwdzięczniejszym bohaterem odcinka okazał się oczywiście Kuba. Magda Gessler nauczyła go smażenia pancake'ów i różnych tricków kuchennych. W czasie rewolucji ściągnęła też do lokalu Radka, który tym razem obiecał zostać dłużej, być może na zawsze. Jeśli historia zakończyła się dokładnie tak, jak pokazali ją w programie, to rzeczywiście można tu mówić o bajkowym happy endzie. Na odchodne, oprócz pełnej i szczęśliwej rodziny, Kuba dostał amerykańską maszynę do popcornu, a jedna z kelnerek zapowiedziała, że w karcie na stałe pojawi się "tak zwany apple pie, teraz jest akurat gruszkowy, ale będziemy mieli i jabłkowy i borówkowy, różne smaki do wyboru". Jeśli więc chcecie zjeść amerykańskiego hamburgera na wypasie, posiedzieć w ładnym wnętrzu, otoczeni rodzinną atmosferą, a także macie niepohamowaną ochotę na gruszkowego lub borówkowego apple pie, koniecznie jedźcie do Straszyna. Zapach drożdży i owoców już unosi się w powietrzu!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze