Magda Gessler w biznesie, a nie restauracji

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Papalina" w Warszawie.
W trzynastym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler musiała wejść na wysoką górę, a jej droga była kręta i stroma.

W pechowym odcinku pechowego sezonu Kuchennych Rewolucji zjawiliśmy się na warszawskim Ursynowie, czyli w jednej z największych dzielnic, a także sypialni stolicy. To tam dwa lata temu restaurację „Papalina” po chorwackim partnerze biznesowym przejął Marek. Jak powiedział, od zawsze marzył o własnym interesie wzorowanym na „Ojcu chrzestnym”, choć wcale nie celował w branżę gastronomiczną. Po prostu jakoś tak wyszło, a ambitnemu mężczyźnie trafiła się okazja. Przejmując restaurację, nie zmienił jej nazwy – która po chorwacku oznacza szprotkę lub małą rybkę – ani bałkańskiego menu. Wprowadził za to biznesowy dress code i nadał wnętrzom bardziej biurowego, eleganckiego wystroju. W kwestiach kulinariów w pełni zaufał 25-letniemu szefowi kuchni Marcinowi, sam bowiem kompletnie się na gotowaniu nie znał. Zależało mu tylko na dwóch rzeczach, mianowicie na poczuciu dumy oraz na wynikach (czyt. pieniądzach).

Tym razem Magda Gessler nie miała łatwego zadania. Po przekroczeniu progu „Papaliny” oburzyła się wymuszoną elegancją i sztywnością, pytając: „gdzie ta Chorwacja?”. Kupowane przez pracowników surowce były dobre, a dania różnie: raz smaczne, raz nie. Karta dań była „ohydna”, na kuchni zaś panował ogromny brud. To wszystko jednak nic, bo prowadząca nie raz dawała radę gorszym problemom. W trzynastym odcinku najwięcej roboty miała... z szefem kuchni. A dokładnie z jego nastawieniem. Choć Marcin twierdził, że „nie ma parcia na szkło” i „nie gra pod publiczkę”, robił to cały czas. Nie słuchał, nie uczył się, nie miał w sobie za grosz pokory. Co gorsza nie respektował nawet Marka, który bezsilnie rozkładał ręce, snuł się za Gessler jak cień i prosił o kolejne szanse.

Najczęściej padającym w trzynastym odcinku słowem był „biznes”. Być może to stanowiło powód, dla którego rewolucja nie mogła przebiec sprawnie i zakończyć się sukcesem. Kiedy właściciel kocha swój interes, cały ten „biznes” schodzi na dalszy plan. Liczy się miłość, która w efekcie przynosi zyski. Kiedy jednak ktoś stara się zrobić z bałkańskiej, żywej i tryskającej energią restauracji sztywne biuro... cóż. Nie pomaga również postawa „na nie” i „anty wszystkiemu”. Wynik był taki, jak można było się spodziewać. „Papalina” wyładniała i pozornie stała się przystępniejsza, ale po wyjeździe Gessler wrócono do starych dań. Marcin tak bardzo chciał podkreślić swój upór, niezależność i nonkonformizm, że nawet po powrocie prowadzącej musiał wbić jej szpilę. Nie tak się zdobywa klientów.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat