Dziewiąty sezon Kuchennych Rewolucji oferował nam już wiele niespodzianek, jak dotąd nie było jednak restauracji, która miałaby się całkiem nieźle, a jedynym powodem problemów byłoby skupisko innych restauracji o tym samym profilu, otaczające ją ze wszystkich stron. Z takim to problemem zmagała się dopiero położona w Bielsku-Białej „Italia”, prowadzona przez Polkę Marię i jej męża – Włocha Fulvio. Lokal otworzyli w 2010 roku, a Maria, choć nie ukończyła żadnej gastronomicznej szkoły, oddała się całym sercem zarówno zarządzaniu, jak i „sprawom kuchennym”. Królem kuchni był jednak ktoś zupełnie inny, mianowicie Tunezyjczyk Salvatore, który miał przyjemność przez wiele lat gotować we Włoszech, gdzie nauczył się prawdziwego, specyficznego smaku tego kraju, a z którego wcale nie zamierzał rezygnować po przyjeździe do Polski. To też przyczyniło się do osłabienia zainteresowania lokalem, jako że nasze skrzywione żurem i kiełbachą podniebienia nie były w stanie docenić kunsztu potraw południowej Italii. Z tego też powodu, choć gastronomia miała się dobrze, nie obeszło się bez zatelefonowania do Magdy Gessler.
Prowadząca miała w tym odcinku z jednej strony ułatwione zadanie, z drugiej zaś utrudnione, przez co rewolucję najlepiej nazwać ambiwalentną. Ułatwione, bo, jak sama przyznała, dania Salvatore były „pycha” i „przepyszne”, utrudnione zaś, gdyż dookoła pootwierały się niemalże same włoskie knajpki. Jeśli „Italia” miała zachować swój oryginalny, klasyczny charakter kuchni, musiała przyciągnąć klienta sposobem. Przede wszystkim dopasować menu do wystroju wnętrza, czy raczej wystrój wnętrza do menu, w dalszej zaś kolejności obniżyć nieco ceny. I tak pełna chaosu i pstrokatości sala zamieniła się w biało-brązowo-beżową elegancję, „Italia” uległa nazwie „Casa di Fulvio Maria Viola”, a w przedsionku lokalu pojawił się cudowny regał pełen win, do których wcześniej nie było nawet karty. Salvatore pozostał mistrzem kuchni i królem w swym kulinarnym królestwie, a do pomocy został mu lekko zbuntowany, wyuczony „polskiej włoskiej” kuchni Marek, a także parę innych bezimiennych osób.
W zasadzie to rewolucja nie mogła się nie powieść, gdyż miała spełnione wszelkie warunki sukcesu – i lokalizację w dużym mieście, i właścicieli z pasją, i perfekcyjnego kucharza, i – na sam koniec – Magdę Gessler do pomocy. Prowadząca, przy okazji rekonesansu, odwiedziła także swojego starego znajomego, u którego robiła rewolucję w którymś z wcześniejszych sezonów. Jak się okazało, „Trattoria di Tadeusz” ma się całkiem nieźle, co stanowiło kolejny powód, by wierzyć we wzrost zainteresowania nowym lokalem „Casa di Fulvio Maria Viola”. I dokładnie tak, jak się domyślaliśmy, po powrocie Magdy Gessler wszystko było w porządku – ludzi pełno, jedzenie pyszne, a właściciele uśmiechnięci, w związku z czym nie wypada zrobić w tej chwili nic innego, jak namówić wszystkich do odwiedzin, oderwania się na sekundę od żuru i spróbowania szczypty prawdziwych Włoch na południu, tyle że nie Europy, a naszej kochanej Polski.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze