Magda Gessler w warszawskim salonie

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Salon Kulinarny" w Warszawie.
Kłopoty z kuchnią, czystością, kłótniami i brakiem zaangażowania właścicieli? To wszystko już było. Czas na nowe problemy: z wrzuceniem na luz!

Siódmy, zgodnie ze świeckimi wierzeniami szczęśliwy odcinek Kuchennych Rewolucji rozegrał się w stolicy Polski, gdzie restaurację „Salon kulinarny” otworzyła Małgosia. Nazwę lokalu zaczerpnęła z jego umiejscowienia, czyli... swojego własnego domowego salonu. Wnętrza ozdobiła rodzinnymi pamiątkami i rzeczami dla niej ważnymi, zatrudniła kucharza Artura, który stanął na wysokości zadania, by zgodnie z „ekskluzywnością” salonu gotować światowo i ambitnie, zawołała na pomoc syna i... nic się nie wydarzyło. Goście nie przybyli.

Ostatnią deską ratunku jak zwykle miała być Magda Gessler. Zapraszając ją, spodziewano się komplementów dotyczących smaku i wymyślności potraw, a także zachwytu dekoracjami. Umówmy się jednak – tak jest prawie zawsze. I również prawie zawsze wychodzi na opak. Gessler, widząc „Salon kulinarny”, wcale nie była uradowana. Wręcz przeciwnie, poprowadziła krótki monolog: „Tak to sobie pani wymyśliła? Fatalnie! Brzydko. Takie to jest... tandetne”. Małgosia się załamała. Nie wiedziała, że za chwilę będzie jeszcze gorzej.

Po zganieniu wnętrz przyszedł czas na rozczarowanie potrawami. Pierwsza co prawda prowadzącej smakowała, ale reszta – misz-masz, przekombinowanie i przerost formy nad treścią. A czasem i formy odpowiedniej brakło, bo danie przypominało wymioty. Dalej w toku rewolucji oberwało się niebieskiemu ptakowi synowi – Dawidowi – za wykonywanie najbardziej leserskiego zawodu na świecie: zawodu syna. Na tafli utrzymał się jedynie mąż Zbigniew, który od początku przejawiał najbardziej luźne, bezproblemowe podejście. Był uśmiechnięty, swobodny i zrelaksowany. Zupełne przeciwieństwo odczuwającej potrzebę kontrolowania wszystkiego i planowania Małgosi. Cóż, potwierdza się stare powiedzenie, iż przeciwieństwa się przyciągają.

Kłamstwem byłoby napisać, że Magda Gessler nie miała z kim pracować. Artur umiał dobrze czarować w kuchni, syn gotowy był wyjechać – a pod koniec odcinka naprawdę go już nie było – ekipa też nie sprawiała żadnych problemów. Brudu zbyt wiele nie znaleziono, talerze nie latały. Rewolucja naprawdę była szczęśliwa i beztroska. Tylko Małgosię należało nauczyć luzu – co się niestety nie powiodło – a wymagania powinny pójść trochę w dół. W odmienionym „Salonie kulinarnym” – nowym „Abażurze” – bowiem właściciele cenią się nieco nazbyt wysoko, co Gessler odkryła po powrocie. Jeśli spuszczą z ceny, warto ich będzie odwiedzić. Macie jej słowo!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat