Wszyscy, którzy do tej pory nie wierzyli w pechowość trzynastki, po dzisiejszym odcinku „Kuchennych rewolucji” mieli okazję zmienić zdanie. Nic nie było bowiem takie, jakie być powinno. Właściciel – 33letni Jakub, choć od kilkunastu lat pracuje w gastronomii, kompletnie nie daje sobie rady z otwartym przed kilkoma laty lokalem. Miejsce owo wynajął wraz ze szwagrem, który w wyniku tajemniczych niesnasek odszedł do drugiej restauracji, pozostawiając Jakuba z narastającymi długami. Po starej restauracji – greckim barze – pozostał wystrój, część pozycji w menu oraz luźne podejście do życia. Właściciel kompletnie nie panuje nad pracownikami – kucharze gotują, jak chcą i nie uznają sprzątania kuchni za swój obowiązek, natomiast zachowanie 42letniego barmana Darka przechodziło ludzie pojęcie. Człowiek ten kompletnie nie nadaje się do wykonywanego zawodu. Nie lubi ludzi, nie jest kontaktowy, nie dba o miejsce pracy, używa samych wulgaryzmów i nie słucha uwag. Przez niego dwie koronne zasady każdego lokalu gastronomicznego: „klient nasz pan” oraz „klient ma zawsze racje” zdawały się być wyłącznie sarkastycznym żartem. Dlaczego nie został zwolniony? Oto kolejna słodka tajemnica. Ostatecznie rozwiązania wszelkich problemów i uratowania sytuacji upatrywano w przyjeździe Magdy Gessler. Oczekiwano przeprowadzenia rewolucji, a raczej podpisania się pod nią nazwiskiem i pozostawienia restauracji samej sobie. Taki był plan. A jak wyszło?
Magda Gessler pojawiła się na starówce w Elblągu pełna nadziei i zapału, jak zresztą zawsze. Przekraczając próg „Viki Lektiko” przeraziła się, choć myślę, że niesłusznie. Wystrój wnętrza fakt – grecki, ale pozytywnie grecki, a nie kiczowaty. Za dekoracjami nie podążyło jednak menu, gdyż właściciel nie wiedział, czym są potrawy zaproponowane przez poprzednich restauratorów. Zmodyfikował je, wprowadził polsko-grecki mix oraz trochę „gotowców”. Choć żadne danie nie powaliło Magdy Gessler smakiem, ja przynajmniej dałabym plusa za bardzo ładną, nowoczesną zastawę. Niestety, wszelkie piękne elementy przyćmił wszechobecny brud, kurz, tłuszcz i nie wiadomo, co jeszcze. Prowadząca przez ostatnie odcinki albo nie zaglądała do restauracyjnych kuchni, albo były na tyle czyste, że nie opłacało się uwzględniać tych nagrań podczas montowania materiału. Dlatego dziś, gdy wróciła do starego rytuału, znów mogliśmy podziwiać, jak przejeżdża białą szmatką po zatłuszczonych, zapuszczonych patelniach, niczym perfekcyjna pani domu. Ostatecznie stan kuchni, podobnie jak poziom jakości dań, oburzył Magdę Gessler. Postanowiła wyjść i wrócić na drugi dzień. Nie wiedziała, że nie czeka na nią nic lepszego.
Tajemniczy szwagier, 37letni Mariusz, został ostatnią deską ratunku. Jako współwłaściciel powinien był się troszczyć o losy „Viki Lektiko”. W końcu 60 tysięcy złotych długu to nie w kaszę dmuchał, zważywszy na to, że jego połowa ciążyła także na Mariuszu. Magda Gessler usilnie próbowała pogodzić zwaśnionych szwagrów, kompletnie lekceważąc zagadkową niechęć, którą wobec siebie odczuwali. Nie wiem, czy naprawdę nie zauważała gęstniejącej atmosfery, ilekroć stawali zbyt blisko siebie, czy tylko udawała, że nie widzi. Postanowiła chełpić się zażegnanie kryzysu, kiedy tak naprawdę nic się nie zmieniło. Co było między mężczyznami? Tego nie wiemy i wiedzieć nie powinniśmy. To program o ratowaniu restauracji, a nie rodziny, o czym prowadząca czasem zapomina. Wracając jednak do rewolucji, w końcu zaczęła ona przebiegać poprawnie. Rozjaśniono wnętrza, zmieniono nazwę na „Szprotę”, nad barem zawieszono, zamiast obskurnego menu, świetny obrazek ryb w puszce, a klientów zwabiono małymi podarunkami. I w zasadzie trzynastka nie potwierdziłaby zabobonu pechowości, gdyby nie felerny powrót Magdy Gessler do restauracji. Minęły bowiem trzy tygodnie, statki z obrazów poodpadały, motyw przewodni w formie szprotek zniknął, obskurne dekoracje przed wejściem zostały, a potrawy utraciły nadany przez prowadzącą smak. Jedyny plus był taki, że ekipa się nieco zmieniła, zza baru zniknął gburowaty, niesympatyczny Darek, a na jego miejsce weszły uciekające przed okiem kamery młode dziewczyny. Tak czy inaczej Magda Gessler nie mogła podpisać się pod rewolucją, gdyż nie była to jej rewolucja. Jakub postanowił prowadzić bar po swojemu, czyli po staremu. Swoją szansę zmarnował, a drugiej już nie dostanie. Jeśli z biegiem czasu straci klientów – jego sprawa.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze