Nowy Targ, a w nim kolorowy ślimak-potwór o nazwie „Mauritiana”, prowadzony przez 26letniego, zielonego w zakresie gastronomii Artura. To właśnie w tym miejscu, wśród wnętrz przypominających jelita, od czterech lat znajduje się pewna tajemnicza restauracja, znana również jako klub muzyczny. Jej pracownicy to rodzina Artura. Kuchnią rządzi matka – 49letnia Katarzyna, pomaga jej żona – 25letnia Edyta, a w tle pojawia się także siostra. Właścicielem i menadżerem w jednej osobie jest oczywiście sam Artur. Restaurację dostał w prezencie od rodziców, choć bardzo gorąco temu zaprzecza. Wnętrza i nazwę zaprojektował sam. Choć nie wszystkim przypadły do gustu, ewidentnie pochłonęły sporo pieniędzy. Szybko jednak zauważono, że koszty nie tylko się nie zwracają, ale lokal przynosi straty. I jak w każdym odcinku Kuchennych Rewolucji, nadszedł czas na magiczny telefon.
Magda Gessler była przerażona. Powiedziała, że czuje się jak w wymiocinach lub wnętrznościach wielkiego potwora. Wygląd wnętrza przeszkadzał jej do tego stopnia, że aż bała się cokolwiek zamówić. Przełamała jednak strach i spróbowała dwóch potraw. Zaczęła od kaczki, którą… pochwaliła! To był dobry początek. Później spotkało ją jednak rozczarowanie ze strony rozkapryszonego, nieco dziecinnego Artura, który „tupał nogą” na każdy jej pomysł. Inna sprawa, że gdy ją przepraszał, ona odpowiadała trzymając ręce w kieszeniach. I kto tu kogo powinien uczyć kultury? Prowadząca zarządziła konkurs lepienia knedli ze śliwkami, by ustanowić jedną osobę odpowiedzialną za przyszłe menu. Potyczkę wygrała żona Artura – Edyta, stając się tym samym uczniem kulinarnego mistrza – Magdy Gessler. Do końca odcinka w kuchni wszystko szło już dobrze, może poza spaleniem udźców baranich przez sąsiada. Na szczęście i temu udało się jakoś zaradzić. Najlepszą jednak rzeczą, jaką osiągnięto podczas rewolucji, była całkowita zmiana wystroju. Z domu strachów restauracja stała się domkiem Baby Jagi, porcją włoskich lodów lub miseczka ze świeżą bitą śmietaną. Coś fantastycznego! Na taki widok człowiekowi bezwiednie cieknie ślinka. Wszystkie ściany wymalowano na biało, stoły również wystylizowano na czyste, minimalistyczne, a na fotelach ułożono białe baranie skóry. Również menu stało się baranie. „Mauritianę” przemianowano na „Absynt”, jako znak czegoś nowego, zmiany totalnej, przeobrażenia czy też „przepoczwarzenia”. Magda Gessler wyszła zadowolona, a powrót tylko utwierdził ją w przekonaniu, że wszystko zrobiła dobrze. Na koniec warto również wspomnieć, że na kolacji powitalnej, wśród gości, pojawił się uczestnik pierwszej edycji programu Master Chef, który teraz miał okazję sprawdzić, jak przebiegają Kuchenne Rewolucje. Jaki mały jest ten świat… i jak wielu ludzi łączy TVN!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. Archiwum TVN
Komentarze