Magda Gessler zbzikowała

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji "Bzik" w Katowicach.
W trzecim odcinku Kuchennych Rewolucji przez Magdę Gessler właściciele „Goodfathera” dostali niezłego bzika!

W jakim mieście dawno nie było żadnej rewolucji? Tak jest, w Katowicach. To tam udaliśmy się w trakcie emisji trzeciego odcinka kuchennego programu Magdy Gessler, by wraz ze słynną restauratorką prześledzić przemianę „Godfathera” w „Goodfathera”, a ostatecznie w „Bzika”. Ale wszystko po kolei.

„Godfather” był restauracją położoną blisko katowickiego Spodka, która szyldem i historią nawiązywała do klasyki filmowej o tej samej nazwie. Kilka lat temu przejęło je małżeństwo, krakowski DJ o pseudonimie BBX i jego żona Karolina, do nazwy dodając jedną literkę „o” i tworząc tym samym „dobrego ojca”. Nie zmienili jednak szyldu, nie przebywali zbyt dużo w lokalu, ograniczyli się do samego faktu jego posiadania. Co jest dziwne, z racji tego, że prowadzenie restauracji było wielkim marzeniem Karoliny. Właściciele zaufali ekipie, którą przejęli wraz z miejscem, zostawiając ją samą sobie i popełniając ogromny błąd. Adam, który wcześniej był szefem kuchni i menedżerem, został zdegradowany do samego stanowiska szefa kuchni, a zarządzaniem zajęła się Ania. Urażony mężczyzna nie chciał przyjąć jej zwierzchnictwa, więc przez cały czas – program był tylko wycinkiem, a i tak zobaczyliśmy bardzo dużo – w restauracji toczyła się jedna wielka kłótnia. Gdyby pomimo złej atmosfery pojawiali się w niej klienci, nie byłoby jeszcze tak źle. Ale się nie pojawiali.

Właśnie wtedy do akcji wkroczyła Magda Gessler, w trzecim odcinku wyglądając wyjątkowo pięknie, zwłaszcza w upiętych wysoko włosach i niebieskim stroju (brawa dla – nowego? – stylisty). Nie spodobało jej się otoczenie lokalu, smród, który odkryła wewnątrz, ani menu, w którym panował misz-masz. W czasie swego skrupulatnego śledztwa odkryła brudny piec, jeszcze więcej brudu w kuchni, brudne i stare naczynia. Wychwyciła także niekompetencję właścicieli, którzy o kuchni wiedzieli tyle, co o hodowli kóz. Zamówiła parę dań, które jej nie zachwyciły, a potem zarządziła powtórkę z obiadami domowymi. W powtórce tej najlepiej wypadł najmłodszy z kucharzy, dotąd niedoceniany i pozostający w cieniu. Adamowi nieco utarła nosa, ale mężczyzna wyładował złość na menedżerce. I harmonia została zachowana.

Rewolucja przebiegła sprawnie i przyjemnie. Właściciele zmobilizowali się i obiecali częściej przebywać w lokalu. Magda Gessler zmieniła jego nazwę na „Bzik”, zarządziła zmiany kolorystyki z brązowej na zieloną, dzięki czemu wnętrze w przenośni i dosłownie zakwitło, a także zmodyfikowała menu, by było domowe. Ponadto, dla podkręcenia miłej atmosfery, podczas przywitalnej kolacji wrzuciła do czystego już pieca zioła, przyczyniając się do wypełnienia lokalu dymem i cudownym zapachem.

Właściciele zresetowali pracownikom funkcje, by na chwilę stali się sobie równi i od początku zapracowali na swoje stanowiska. Jednym wyszło, drugim nie, bo po powrocie Magda Gessler nie zastała Adama, było za to kilkoro innych, chętnych do pracy i zaangażowanych osób. Menu ją zaskoczyło, jako że nauczyła kucharzy robić pyszne zapiekanki, ale wykazali się inwencją twórczą, sprzedając je na centymetry. Oprócz tego otrzymała bardzo dobry i gęsty żur ze świetną jakościowo białą kiełbasą i smaczną pizzę. „Bzika” opuściła zadowolona, ogłaszając go „najlepszym barem z kuchnią śląską”.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat