Otrzymaliśmy zatem szereg dań z różnego rodzaju makaronami: bucatini, capellini, linguine, spaghetti, trenette, a dodatkowo porady, jak przyrządzić smakowite sosy, między innymi: tradycyjny sos pomidorowy (a nie każdy potrafi). Autor pomyślał zarówno o mięsożercach, jak i wegetarianach. Nie polecam przeglądania książki osobom na diecie, bo powstrzymanie apetytu na makaron po lekturze „Spaghetti my love” stanowi nie lada wyzwanie.
Przepisy nie wydają się trudne do wykonania. Większość składników z łatwością zakupimy w naszym pięknym, choć nie tak słonecznym, jak Bella Italia, kraju. Nieliczne mogą stanowić wyzwanie dla wytrwałych, jak choćby bottarga, czyli suszona w soli ikra cefala, ale bez obaw, zamieszczono propozycje polskich zamienników. Niektóre dania na co dzień jadane przez boskich potomków rzymskich Herosów, u nas ze względu na wysoką cenę, wciąż osiągają zaszczytny status rarytasów: owoce morze czy niektóre gatunki sera. Tak czy inaczej „wszystkie przepisy zostały starannie opracowane i sprawdzone, by zagwarantować sukces kulinarny i usunąć długie, zbędne procedury” – gwarantuje nie byle kto, bo Paolo Petroni zajmuje zaszczytne miejsce honorowego członka florenckiego oddziału Włoskiej Akademii Kulinarnej (Accademia Italiana della Cucina).
Autor we wstępie zdradził czytelnikom, skąd pochodzi makaron, jakie są jego najpopularniejsze rodzaje, od czego zależy jego jakość i jak go gotować. Jednym słowem uczynił wszystko, by nawet największego nieudacznika kuchennego, jak ja, namówić do przyrządzenia makaronowej uczty. Niestety, w moim przypadku, zabiegi mistrza okazały się nieskuteczne, bowiem po początkowym zachłyśnięciu się smakowitymi zdjęciami potraw, odstawiłam książkę na półkę. Niemniej jednak sądzę, że „Spaghetti my love” ma duże szanse zostać ulubioną pozycją miłośników kuchni włoskiej. Moją na pewno pozostanie, pod warunkiem, że ktoś mi przyrządzi trenette z genueńskim pesto.
Jowita Kubiak
(redakcja@dlalejdis.pl)
Paolo Petroni „Spaghetti my love”, Wydawnictwo RM, Warszawa, 2010
Komentarze