Przewijanie, karmienie, kołysanie do snu. Co dostajemy w zamian? Bardzo wiele. Uśmiech dziecka, przytulenie, całus, a przede wszystkim jego bezgraniczną miłość. Choć, jak każda mama wie, nie zawsze jest kolorowo ;) Jedno jest pewne, dzieci potrafią być naszą największą inspiracją. Tak stało się właśnie w moim przypadku. Jestem matką dwóch córeczek i chcę Wam opowiedzieć jak radość z bycia mamą i fotografowania moich dzieci przerodziła się w końcu w zawód, wykonywany z pasją. Ale zacznijmy od początku.
Swój pierwszy aparat kupiłam przed wyjazdem na wycieczkę do Grecji.
Piękne krajobrazy, świeże, kolorowe, i co najważniejsze, pyszne jedzenie oraz nowo poznani ludzie. Wszystko to, a nawet i więcej, warte było uwiecznienia. Od tego czasu, a było to około 10 lat temu, aparat cały czas towarzyszy mi w życiu. Ale nigdy nie grał pierwszych skrzypiec.
Studia, pierwsza praca, poznanie tego jedynego. Następnie, ślub, przeprowadzka do innego miasta, pierwsza ciąża. Ot, scenariusz jakich życie pisze tysiące. A jednak. Z chwilą urodzenia pierwszego dziecka wszystko się zmieniło. Aparat leżący na półce w szafie, coraz częściej był z niej wyciągany. Pierwszy grymas udający uśmiech, pierwsza próba podnoszenia główki, spokojny sen. Wreszcie - pierwszy posiłek, pierwsze kroki, pierwsze urodziny. Okazji do zrobienia zdjęcia wciąż przybywało. Moja córka rosła i ilość zdjęć zapisywana na twardym dysku także. Z drugą ciążą przybywało obowiązków, ale też okazji do uwiecznienia ich na fotografiach. Albumy na półkach pękały w szwach.
Pamięć ludzka lubi płatać figle. Jak urodziło się moje pierwsze dziecko byłam pewna, że nie zapomnę nigdy jak wygląda, jak się zachowuje, jakie robi miny. Jednak, okazało się, że wszystko to umyka bardzo szybko i właśnie zdjęcia potrafią zabrać nas w swoistą "podróż do przeszłości".
Dzieci rosły, stawały się coraz bardziej samodzielne, w końcu starsza córka, w wieku 3 lat, poszła do przedszkola a młodsza do żłobka. Miałam czas tylko dla siebie. Czas na zastanowienie się, co dalej. Czas by realizować się zawodowo. Jednak, po prawie czteroletniej przerwie okazało się, że rynek pracy nie do końca zainteresowany jest by mnie przyjąć. Nie pamiętam, czy wtedy czy trochę wcześniej zaczął kiełkować w mojej głowie pomysł, by zająć się własnym biznesem. Wykonywanie wolnego zawodu to dla mnie najlepsze rozwiązanie, moja szansa. Tylko co ja chcę robić... Spojrzałam na zdjęcie, które zrobiłam córkom przy okazji wiosennego spaceru i już wiedziałam.
Jeden, drugi kurs fotografii, czytanie poradników, a wreszcie ciągłe fotografowanie przywiodło mnie tu gdzie teraz jestem. Tak oto miłość do dzieci i wciąż wzrastająca pasja fotografowania sprawiły, że znalazłam swoją drogę rozwoju. Rzeczywistość ciągle jest dla mnie inspiracją do zrobienia zdjęcia. Wspólne spacery, zabawy na powietrzu, wykonywanie razem codziennych domowych czynności to morze inspiracji.
Teraz do tego świata fotografii zapraszam Was wszystkie. Dziś w erze fotografii cyfrowej, żeby zrobić dobre zdjęcie nie potrzeba wiele. Wystarczy pamiętać o kilku zasadach kompozycji, tj. fotografować tak, by nie ucinać modela w nadgarstkach, brzuchu, łokciach czy kolanach; szukać ciekawej perspektywy, np. zza pleców dorosłego, fotografować z poziomu dziecka. Ale najważniejsze w fotografii dziecięcej jest to by robić wszystko z uśmiechem na twarzy, z poczuciem humoru, tak by dziecko czuło, że zdjęcia to zabawa a nie obowiązek. I pamiętajcie pokazujcie dzieciom efekty Waszej pracy. Niech widzą, co tak na prawdę mama robi z tym dziwnym, czarnym, błyskającym urządzeniem. Wszystkim mamom życzę powodzenia i gorąco namawiam do jak najczęstszego fotografowania swoich pociech. Potem będzie za późno i uroczy dziubek robiony przez dziecko zaginie w ogromie wspomnień.
Joanna Bojczuk
Fot. Joanna Bojczuk
Komentarze