Lecznicze zastosowanie marihuany znane jest od dawna. Od kilku lat wiadomo też, że zastosowanie THC (czyli tetrahydrokannabinolu) pozwala na zredukowanie wzrostu guza oraz ogranicza rozwój komórek nowotworowych. Można zatem rzec, że to cudowny lek na nękające ludzkość choroby. Jednak jest jedno „ale”. Marihuana nie pozostaje obojętna dla organizmu osoby ją przyjmującej, dowiedzione zostało, iż palenie konopi indyjskiej wpływa destrukcyjnie na układ nerwowy i może prowadzić do depresji i pogłębienia stanów apatycznych. Jednocześnie prawdą jest również, że używanie marihuany obwarowane jest nie większym ryzykiem niż palenie tytoniu czy spożywanie alkoholu. Skąd zatem głosy przeciwne w związku z jej legalizacją? Otóż odpowiedź jest pragmatyczna. Chodzi o kwestię finansową. Sprzedaż alkoholu jest w naszym kraju obwarowana szeregiem przepisów, które przynoszą budżetowi państwa rokrocznie około 30 mld złotych. Koncerny produkujące alkohol czy wyroby tytoniowe są gigantami w skali światowej, a ich przychody oscylują w granicach mld dolarów. Mimo znanych efektów ubocznych używania obu, są one postrzegane jako mniejsze zło i nadal dość lekko określane jako „używki”. Złowieszcze określenie „narkotyk” odnosi się dopiero do marihuany i wprowadza już na tym polu obawę.
Wielu lekarzy i lekarzy psychiatrów wskazuje, że skutki nadużywania alkoholu są po wielokroć bardziej groźne nie tylko dla organizmu osoby uzależnionej, ale i dla jego struktury społecznej. Patrząc jednak na sprawę nieco bardziej ekonomicznym okiem warto jeszcze dodać, że sprzedaż tego produktu na tak zwanym czarnym rynku była, jest i będzie kwitła w Polsce. Szacunkowy zysk państwa polskiego w sytuacji legalizacji marihuany oscyluje w granicach 7 mld złotych, czyli mniej więcej tylu, ile obecnie wydaje się na leki refundowane. Rachunek wydaje się oczywisty. Co jednak ze stroną zdrowotną? Jak zostało wspomniane, szkodliwość marihuany nie jest wyższa od tej płynącej z używania alkoholu i palenia tytoniu. Badania przeprowadzone na grupie setki dorastających Amerykanów w wieku 16-20 lat wykazały, że osoby pijące 5 drinków dwa razy w tygodniu, mają znaczące uszkodzenia tkanki mózgowej, a dokładnie istoty białej. Wynika z tego fakt, iż nie tylko w wieku młodzieńczym, ale i jako dorośli ludzie będą mieli problemy z pamięcią, koncentracją i podejmowaniem decyzji. Co ciekawe i warte uwagi, druga reprezentatywna grupa, która zamiast alkoholu gustuje w paleniu marihuany, takiej zmiany w tkance mózgowe nie miała. Nie chodzi o to, żeby przekonać wszystkich, że palenie marihuany jest zdrowe, potrzebne czy modne, chodzi o uświadomienie faktu, że nie jest bardziej szkodliwe od używek już nam znanych.
Tak jak w każdym aspekcie życia, zachowanie balansu jest sztuką mistrzowską i trudną do osiągnięcia. Oczywiście najlepiej byłoby zrezygnować ze wszelkich używek i tego, co dla naszego zdrowia szkodliwe. Pozostaje tylko pytanie czy sól, cukier, sztuczne zagęstniki i nawozy nie szkodzą nam w porównywalnym stopniu, zważywszy na ilości, w jakich je przyswajamy. I jeszcze jedno: czy nasza przekorna ludzka natura przypadkiem nie sprawia, że to, co zakazane smakuje najlepiej?
Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)
Fot. freeimages.com
Komentarze