Mars atakuje, Wenus napada

Recenzja filmu kobieta na marsie, mężczyzna na wenus.
I żyli długo i szczęśliwie... - tak kończą się wszystkie bajki.

Po pięknym ślubie, na który przybyło pół królestwa, wszystkie magiczne postaci i władcy odległych krain, bohaterowie mają żyć w swojej prywatnej krainie mlekiem i miodem płynącej. Niestety, nigdy nie dowiadujemy się o notorycznie zostawianych pod stołem skarpetkach księcia czy o obsesyjnej zazdrości księżniczki o śliczną blond pokojówkę. Bajki opowiada się małym dziewczynkom, żeby wierzyły w miłość i szczęście. Natomiast duże dziewczynki, żeby nie musiały po kryjomu czytać po raz setny opowieści o Śpiącej Królewnie, mogą całkiem otwarcie wyruszyć do kina na bajkę pt. "Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus".

Film debiutantki Pascale Pouzadoux idealnie nadaje się na letnie dni, gdy chodzenie po sklepach męczy spuchnięte od gorąca nogi, a domowy telewizor jest okupowany przez mężczyznę, dopingującego piłkarzy na murawach Afryki Południowej. Ciepła, utrzymana w klimacie i stylistyce bajki opowieść o małżeństwie z piętnastoletnim stażem, a przechodzącym kryzys, na pewno poprawi humor niejednej pani i sprawi, że z większym zrozumieniem będzie przyglądała się rozemocjonowanemu facetowi, krzyczącemu na cały głos wyzwiska pod adresem sędziego.

Fabuła filmu opiera się na bardzo prostym schemacie. I szkoda, że traci on nieco przez dodanie zbyt wielu ozdobników. Pokrótce: Adriane (Sophie Marceau) i Hugo (Dany Boon) mieszkają w idealnym domu na przedmieściach. Mają dwójkę uroczych dzieci. Adriane zajmuje się prowadzeniem domu i pracuje jako akwizytorka sprzedająca biżuterię. Z kolei jej mąż to odnoszący sukcesy w kierowaniu wielką korporacją pracoholik, który, jak wypomina mu małżonka, ostatni raz był na urodzinach córeczki cztery lata temu i to tylko dlatego, że wypadały w niedzielę. Sfrustrowana całą sytuacją Adriane postanawia zmusić Hugo, by zamienili się życiami. Ona ma zająć jego miejsce w firmie, on - jej w domu i handlu obwoźnym.

Potrzebują jednak przewodnika. Niestety, sposób prowadzenia postaci Maurice'a (Antoine Dulery) przez cały film pozostawia wiele do życzenia. Podobnie postać matki (Anny Duperey) i bohaterowi epizodyczni wydają się niepotrzebni, a nawet zbędni. Wątek romansu, który mógł nieco zmienić smak słodkiego aż do mdłości świata Adriane i Hugo, został potraktowany na zasadzie koniecznego wtrętu, który ma tylko udowodnić, że i tak miłość wszystko zwycięża. Z kolei wątek romansu między dwojgiem początkowo skłóconych bohaterów powstał w zasadzie bez powodu, bo absolutnie nie wnosi niczego do całości. Odnosi się wrażenie, że reżyserka miała do wykorzystania jeszcze trochę taśmy i postanowiła coś "dokleić". Szkoda tylko, że nie pociągnęła wątku problemów dzieci z akceptacją decyzji rodziców i ich konsternacji, gdy okazuje się, że tata ma czesać małą Louise, a mama nie jedzie na wakacje.

A jak spisują się główni bohaterowie? Sophie Marceau tym razem nie zachwyca. Francuska gwiazda o pełnych ustach i uśmiechu czterdziestoletniego podlotka miewała lepsze rola. Jej postać jest niestabilna, nie widać w niej oczekiwanej przemiany. Zamiast stać się z gosposi o miękkim sercu bezlitosnym rekinem biznesu, Adriane nie radzi sobie właściwie z żadną rolą społeczną. Raz zachowuje się jak brutalny facet, a raz jak kobieta w czasie PMS-u. Z kolei Dany Boon świetnie prowadzi swojego bohatera przez przemianę z twardego biznesmena w kucharkę w kolorowym fartuszku i różowym samochodziku. Małomówny, ale bardzo wyrazisty Hugo jest zdecydowanie dużym atutem filmu. Pokazana na jego przykładzie przemiana daje do zrozumienia, że przesada w żadną stronę nie jest dobra. To właśnie on udowadnia tezę filmu, że kobiety i mężczyźni powinni rozumieć znaczenie drugiej płci także "obok łóżka", jak głosi oryginalny, francuski tytuł.

Niemniej, zachęcam do obejrzenia bajkowego filmu, w którym nawet stylizacja utrzymana jest w pastelowych, ciepłych kolorach, a napotykane trudności to zatrute jabłko albo ukłucie wrzecionem, z tym że w trochę mniejszej skali. Bo miłość wszystko zwycięża. A to chcą słyszeć nawet duże dziewczynki w eleganckich garsonkach.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat