Główny bohater, a zarazem narrator, to Piotr, który pewnego dnia odkrywa, że jego żona ma romans, w dodatku z jego szefem… Zraniony bohater odchodzi nie tylko od żony, ale także z pracy, gdyż duma nie pozwala mu pracować dla mężczyzny, w którym zakochała się jego była małżonka. Pewnego dnia do drzwi naszego bohatera puka sąsiadka z prośbą o drobną naprawę, co podsuwa Piotrowi myśl o założeniu własnej działalności, jako tytułowy „mąż zastępczy” - taka złota rączka od wszystkiego, pomagająca nie tylko kobietom, ale także mężczyznom. Szybko okazuje się, że zapotrzebowanie na drobne prace remontowe jest potężne, ale także wykracza poza renowacje kranów, kładzenie paneli, czy też wymianę żarówek. Piotrowi przyjdzie się zmagać z eksmisją nietoperza, a nawet z zastępowaniem rodzica na wywiadówce.
Nowa praca nie tylko pozwala zapomnieć o bólu zranionego serca, ale także poznawać innych ludzi i inne perspektywy na życie. Terapeutyczna rola złotej rączki; kogoś, kto wchodzi do cudzych mieszkań, pomaga, ale także wysłuchuje i stara się zrozumieć innych, powoduje, że Piotr przeprowadza dosyć gruntowną retrospektywę własnego życia. Mąż zastępczy zaczyna szybko pojmować, że jego pozornie idealne życie i małżeństwo skazane było na porażkę. Brak rozmowy i powolne oddalanie się od siebie - to tylko kilka z wielu powodów, dla których Karolina postanowiła odejść, a których Piotr nie zauważał.
Zabawne sytuacje, humorystycznie poprowadzeni bohaterowie, czy też dowcipne dialogi, to wszystko razem nie przysłania faktu, że po raz kolejny autorka serwuje nam książkę zmuszającą do przemyśleń, do zastanowienia się nad tym co istotne. Obserwowanie, jak Piotr wychodzi ze skorupy, zmieniając się z odludka w prawdziwą duszę towarzystwa, pokazuje siłę drobnych gestów, małych rzeczy, które jednak sprawiają, że czyjeś życie może się diametralnie zmienić. O ile punkt wyjścia całej historii może nam wydawać się lekko nieprawdopodobny, to zmiany zachodzące w głównym bohaterze i jego otoczeniu, poprowadzone są tak, że mamy nie powodów, by w nie wątpić. Kto w końcu powiedział, że diametralne zmiany w życiu należą się tylko bohaterkom romansów?
Joanna M. Chmielewska ponownie udowodniła, że nie ma sobie równych w tworzeniu ciepłych, optymistycznych powieści, które pochłaniamy błyskawicznie, ale które także zostawiają w nas coś więcej, niż tylko poczucie obcowania z przyjemną i niezobowiązującą lekturą. To także jedna z tych nielicznych pisarek, która potrafi w jednej książce zawrzeć tyle samo komizmu, co wzruszających scen, tworząc z tego jednocześnie spójną i poruszającą całość o miłości, swoim miejscu na ziemi i różnych obliczach, jakie może przyjmować szczęście.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Joanna M. Chmielewska, „Mąż zastępczy”, Wydawnictwo MG, Warszawa 2024
Komentarze