Klonowy obywatel z talentem
Pierwszym gospodarzem odcinka specjalnego Ugotowanych był Rick - dla znajomych Ricky - Kanadyjczyk, od trzynastu lat mieszkający w Polsce. Choć przyjechał tu wyłącznie na rok, szybko dostrzegł prawdę głoszoną przez Cleo i Donatana ("Tu dobra wódka i dobre dziewczyny, szukaj u nas idealnych żon") i zastosował się do niej, biorąc ślub z piękną Polką, a potem produkując z nią nowego podatnika dla naszego kraju. Na co dzień Rick zajmuje się uczeniem języka angielskiego, choć swych sił próbował także w programie "Mam talent". Niestety, jury się na jego talencie nie poznało. Dla gości, na kanadyjsko przystrojonym stole, przygotował Poutine z Quebecu, Indiańskiego indyka oraz Ogon bobra. Jedzenie nie wyglądało zbyt apetycznie, szczególnie deser, ale na smak się nie skarżono. W ramach atrakcji gospodarz przygotował kanadyjskie kalambury, gdzie padały najbardziej związane z jego krajem hasła, takie jak łoś, syrop klonowy, drwal itd. Koniec końców Rick otrzymał 21 punktów, w tym pełną dziewiątkę od zachwyconej kulinarnymi nowościami Patrycji.
"Rosyjska gościnność" w wykonaniu Marii
Drugą gospodynią była Maria - Masza - po raz pierwszy przybyła do Polski w 2001 roku w ramach wymiany studenckiej, dziś mieszkająca tu już na stałe. Z zawodu tłumaczka i instruktorka zumby, po godzinach kolekcjonerka wszystkiego, co związane z wiewiórkami. Jak sama twierdzi, to rude zwierzątko idealnie oddaje jej charakter i miłość do zbierania różnego typu rupieci, ale także robienia zapasów, chociażby w postaci przetworów na cały rok. Współzawodnikom pokazała typową "rosyjską gościnność", jak to określił jeden z przybyłych mężczyzn, serwując Imperium sałatek wzbogacone o wielkie bajdy chleba z kawiorem na bogato, Szczęśliwe pielmieni z jednym pierożkiem-niespodzianką (chociaż ja tam nie chciałabym się nabić zębem na kulki pieprzu) oraz Syrniki. W ramach atrakcji pobudziła wszystkich do tańca, z czego skrępowana brakiem wyczucia rytmu Patrycja nie była do końca zadowolona. Choć wszyscy przypuszczali, że Maria wygra, zdobyła tylko 19 punktów, przez co przegrała nie tylko z poprzednikiem.
Dwumetrowy latający Holender
Trzeci gospodarz tego odcinka w Polsce mieszka już siedemnaście lat, dzięki czemu w naszym ojczystym języku mówił zdecydowanie najlepiej. Dick na co dzień zajmuje się oczyszczaniem pięknych, biało-czerwonych terenów, zaś w ramach hobby lata sobie między chmurami własnym balonem. Założył firmę o nazwie "Latający Holender", podkreślając tym samym nie tylko pasję, ale i narodowość. W trakcie odcinka zdradził, że ma dwa metry, czego nie dało się zresztą nie zauważyć. Dla gości, którzy - całe szczęście - przyszli tylko na jedną kolację (jak mawiała bowiem mama Dicka: "goście są jak ryby - po dwóch dniach śmierdzą"), przygotował Zielonego odrzutowca, Cykorię z krainy wiatraków i Słodką depresję. Menu miało był proste i holenderskie, no i w zasadzie takie właśnie było. W ramach atrakcji Dick zaprowadził gości na zewnątrz, do balonu, gdzie mieli sobie wyobrazić, że lecą. Trochę szkoda, że nie odfrunęli naprawdę, ale podobno uniemożliwiały to warunki pogodowe, poza tym jak tu zabrać ze sobą ekipę filmującą?! Gospodarz za całość swych starań otrzymał 24 punkty, nawet nie podejrzewając, że ma szansę na wygraną.
Mała Chinka Patrycja
Ostatnią gospodynią była Patrycja, na co dzień zajmująca się, wraz z mężem, dystrybucją odzieży z ojczystych Chin do nowego domu, czyli Polski. Wcześniej studiowała tu dziennikarstwo, które jednak jej się nie przydało. W ramach hobby Patrycja lubi robić zakupy, najlepiej na promocjach, jak każda typowa kobieta. Na kolejnych kolacjach zjawiała się w bardzo eleganckich strojach, i choć zaskoczyła mnie niektórymi notami oraz baaardzo zawiodła przygotowanymi potrawami, z całą pewnością zyskała u mnie największą sympatię ze wszystkich osób w tym odcinku. W swoim menu zawarła Blask Szanghaju, Mandaryńską improwizację oraz Ogrodową mozaikę znad Jangcy. Jej rozrywka też nie była powalająca, gdyż gospodyni zaproponowała współzawodnikom chińskie karaoke, któremu nawet ona nie była w stanie podołać. Z racji nieco monotonnych smaków kolacji i zawiedzonych oczekiwań, Patrycja zyskała tylko 20 punktów, przegrywając i z Rickiem, i z Dickiem. Z jednej strony szkoda, z drugiej zaś dobrze, bo sprawiedliwie.
Olga Kublik
(ola.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze