Julien, bohater filmu „Tylko nie miłość” doświadcza tego bardzo mocno. Co więcej, emanuje swoim pechem na tyle skutecznie, że niejako zaraża nim wszystkie kobiety, z którymi chciałby się związać. I kiedy rezygnuje z prób ułożenia sobie prywatnego życia, skupiając się na pracy terapeuty małżeńskiego, na jego drodze staje Joanna. Rozpoczyna się walka z uczuciami i pechem właśnie, bo ten zaczyna determinować życie kobiety.
Wierzyć w pechowego mężczyznę czy nie wierzyć? Przed takim dylematem staje Joanna, bo trudno przyjąć jej do wiadomości fakt, że pech może mieć taki realny wymiar. Początkowo swoje niepowodzenia zrzuca na zwykły zbieg okoliczności, kiedy jednak staje się bohaterką coraz większej ilości niefortunnych sytuacji, zaczyna rozważać na poważnie ową skłonność Juliena do pecha, a kiedy ten zdradza jej kulisy swoich poprzednich relacji z kobietami (jakże pechowych!), ona nie odchodzi, ale dzielnie stawia czoła wyzwaniu życia z takim człowiekiem. Czy podoła i jakie to będzie miało skutki, warto przekonać się samemu.
Julien momentami jest totalnie nieporadny, ale nie budzi tym współczucia, ale pewną irytację. Nie zawsze udane gagi również mogą irytować, ale może taki urok filmu „Tylko nie miłość”... To nie jest film wysokich lotów, wręcz przeciwnie, to banalna historia z happyendem. Ale jakże przydatny okazuje się taki banał naszpikowany humorem, gdy mamy wszystkiego dosyć, a film ma stanowić remedium na podły nastrój. A jeśli chcemy zobaczyć, jak kluczowa może być rola wibratora karierze zawodowej, to do kina trzeba się wybrać koniecznie.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
„Tylko nie miłość”, reż. Nicholas Cuche
Komentarze