Moda na tatuaż

Pod koniec XX wieku tatuaże kojarzone były głównie z grupami przestępczymi i recydywistami...
Tatuaż – modna rzecz. Angelina Jolie czy Megan Fox, to najlepsze przykłady fascynacji tatuażem we współczesnej popkulturze.

Obie posiadają po kilka tatuaży, ale inne gwiazdy Hollywood także od nich nie stronią – drobny wzór zachodzącego słońca nad morzem na ręku pięknej Scarlet Johanson, ptaszek Woodstock z kreskówki o Snoopym na dekolcie Whopie Goldberg czy celtycki krzyż na łydce Drew Barrymore, to tylko kilka przykładów. Ta ekscentryczna forma zdobienia ciała na stałe wkradła się w trendy modowe w tzw. zachodnim świecie. Jeszcze nie tak dawno, pod koniec XX wieku tatuaże kojarzone były głównie z grupami przestępczymi i recydywistami, ale dosyć szybko wpisały się w naszą kulturę. I nie tylko stały się jej akceptowalnym elementem, ale wręcz czymś modnym. Czymś, co w niektórych kręgach wypada mieć. To, że gwiazdy rocka czy członkowie niektórych subkultur, takich jak punk czy metal, zdobią swe ciała tatuażami, nie dziwi już nikogo, ale to, że niemalże każdy z nas może zrobić sobie tatuaż i się nim chwalić – to już duża nowość. Pomijając fakt, że w kręgach alternatywnych, skupiających ludzi wolnych zawodów, czy właśnie przedstawicieli różnych subkultur, obnoszenie się ze swoimi zdobieniami jest naturalne, to powoli przestaje również dziwić, że urzędnik banku może nosić ukryty pod uniformem tatuaż na ramieniu. Oczywiście nie odkryje go w miejscu i godzinach pracy, bo tego zabrania kultura biznesowa, ale na imprezie firmowej mógłby to zrobić i istnieje duża szansa na brak dezaprobaty ze strony kolegów.

Słowo „tatuaż” wywodzi się z polinezyjskiego słowa „tatu” (oznaczyć coś, znak). Niektóre źródła podają, iż już 3000 lat p.n.e. tatuaż znany był w Egipcie, a późniejsze barbarzyńskie plemiona takie jak Brytowie, Galowie czy Germanie również zdobiły swe ciała w ten unikalny sposób. To, co jest bardziej pewne w przekazach historycznych, to tradycja oznaczania tatuażami szpiegów przez starożytnych Greków oraz kryminalistów i niewolników przez Rzymian. Pierwszy dokładny opis wykonania tatuażu pochodzi z roku 600, którego to dokonał ówczesny biskup Sewilii – Izydor. Kolejne wzmianki pochodzą z roku 1691, gdy żeglarz William Dampher sprowadził do Londynu wytatuowanego polinezyjskiego księcia imieniem Giolo. Zaś w roku 1769 słynny podróżnik James Cook zaprezentował światu równie mocno ozdobionego tatuażami Polinezyjczyka Omaia. O tatuażu zaczęło znów być głośno w wieku XIX. W Europie zdobienie ciała barwnikiem było wówczas całkiem modne i z taką samą lubością poddawały się mu kobiety, jak i mężczyźni. O ile można ufać źródłom pochodzącym z Internetu, damą posiadającą w tamtych czasach około 400 wzorów na ciele była Amerykanka – Irena Woodward. W Anglii modę na tatuaż rozpoczął książę Walii, późniejszy król Edward VII, który poddał się tradycyjnemu rytuałowi tatuowania przez Japończyka, pozwalając ozdobić swe ciało motywem smoka. Moda na Japonię i wszystko, co z nią związane, spowodowała, iż wyższe sfery, a więc arystokraci rodów europejskich zaczęli się tatuować. Jednakże trend ów stanowił swoistego rodzaju wybryk bogatych ludzi, zaś inne warstwy społeczne przestały na pewien czas całkowicie interesować się tą metodą ozdabiania ciała. Niebawem większość społeczeństwa zaczęła kojarzyć tatuaż z więźniami. I w czasach II wojny światowej nie tylko to skojarzenie było dojmujące. Znakowanie tatuażami więzionych osób w obozach koncentracyjnych na długo pozostawiło w ludzkich umysłach wspomnienie czegoś niewłaściwego. Długo zatem tatuaż musiał czekać na swój renesans. Oprócz marynarzy w latach pięćdziesiątych licznie tatuujących się w Ameryce, w końcu to rockmani zaczęli rozpowszechniać ów model ozdabiania ciała. Najpierw, za ich przykładem poszli fani zespołów metalowych i punkowych, członkowie różnych subkultur, niebawem zaś środowiska artystyczne i awangardowe, a wkrótce różne znane osoby. I to głównie dzięki nim zawdzięczamy modę na tatuaże.

Gdy gwiazdy filmowe, muzyczne jawnie i śmiało zaczęły obnosić się ze swoimi różnymi wzorami, powoli do ludzkiej świadomości zaczęło docierać, że tatuaże robią sobie nie tylko recydywiści czy ekscentrycy, ale miłe osoby, które mają dzieci i rodzinę. Najlepszym przykładem jest Angelina Jolie. Oczywiście, to osoba budząca kontrowersje – znane są jej opowieści o biseksualizmie, o kolekcji noży, o dziwnym ślubie z pierwszym mężem czy pocałunku z bratem. Teraz jednak jest przykładną matką szóstki dzieci i oddaną partnerką Brada Pitta. I wcale nie przestaje dalej się tatuować, nadal zdobi swe ciało. Ostatnio chociażby piękna i słodka Scarlet Johanson przyozdobiła swe przedramię kolorowym wizerunkiem słonka nad wodą. Powoli społeczeństwo zaczyna także rozumieć, że nie trzeba być sławnym i bogatym, by mieć tatuaż. Bo nie chodzi przecież tylko o podążanie za idolami i naśladowanie ich. Teraz każdy może zrobić sobie tatuaż, odpowiadający jego charakterowi i osobowości, w renomowanym studiu, bez obaw o społeczny ostracyzm. Chociaż tatuaże straciły swą moc i nie mają na celu – jak niegdyś – chronić nas przed złem i chorobami, czy symbolizować nasze jestestwo, warto zrobić tatuaż, który będzie miał dla nas jakieś znaczenie. Czy opłaca się wytatuować sobie skrzydła jak Doda, nawet jeżeli jest się jej oddaną fanką? Przecież, jeśli za pięć lat zaczniemy słuchać innej muzyki, a ów wzór oprócz oddania hołdu idolce, nie oznaczał nic więcej, możemy żałować swojej decyzji. Warto być rozsądnym i w tej kwestii, chociaż dla niektórych tatuaż nadal może oznaczać istne szaleństwo.

Sylwia Pardej
(sylwia.pardej@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat