W mediach społecznościowych krąży grafika z bardzo optymistycznym komunikatem:
„Kazachstan osiągnął niemożliwe. Północne Morze Aralskie wraca do życia. Poziom wody wzrósł o 42 proc., zasolenie spadło o 75 proc., populacje ryb znów rozkwitają”.
Brzmi niemal jak ekologiczny cud.
I rzeczywiście - działania Kazachstanu przyniosły spektakularne efekty.
Tyle że jedna z podanych liczb została opisana nieprecyzyjnie.
Kazachstańskie Ministerstwo Zasobów Wodnych i Nawadniania podało, że po realizacji pierwszej fazy programu ochrony Północnego Aralu objętość zgromadzonej w nim wody zwiększyła się o 42 proc..
To nie jest dokładnie to samo co wzrost poziomu wody o 42 proc.
W viralowych postach oba pojęcia zostały zamienione.
Według najnowszych danych kazachstańskich władz z sierpnia 2026 roku w Północnym Morzu Aralskim znajduje się około 23,4 mld metrów sześciennych wody. W 2022 roku było to 18,9 mld m³.
Kazachstan chce iść jeszcze dalej. W drugiej fazie projektu planowane jest zwiększenie objętości nawet do około 34 mld m³, podniesienie poziomu lustra wody i dalsze zwiększenie powierzchni akwenu.
Ta część internetowego przekazu jest znacznie bliższa prawdzie.
Kazachstańskie władze informują, że po pierwszej fazie projektu zasolenie Północnego Aralu spadło prawie czterokrotnie, do około 8,89 grama soli na litr.
Spadek czterokrotny oznacza w przybliżeniu redukcję o 75 proc.
To właśnie zmiana zasolenia okazała się kluczowa dla powrotu ryb.
Jeszcze na początku XXI wieku w najbardziej zdegradowanym okresie w północnej części morza przetrwało niewiele gatunków. Po wybudowaniu tamy i napływie większej ilości słodkiej wody warunki zaczęły się szybko poprawiać. Bank Światowy już kilkanaście lat temu odnotowywał powrót takich ryb jak leszcze, karpie, sumy, okonie czy szczupaki.
To jeden z najbardziej namacalnych efektów całego przedsięwzięcia.
Na początku realizacji projektu roczne połowy były liczone w dziesiątkach lub setkach ton.
W 2004 roku odnotowywano około 52 ton ryb, a pięć lat później już około 2650 ton.
Dziś kazachstańskie władze mówią o około 8 tys. ton połowów rocznie.
Przywrócono również populacje 22 gatunków ryb.
Dla regionu oznacza to coś więcej niż sukces ekologiczny.
Powróciły miejsca pracy związane z połowem, przetwórstwem i transportem ryb. Miejscowości, które po wyschnięciu akwenu straciły podstawę swojego istnienia, ponownie zaczęły funkcjonować w oparciu o rybołówstwo.
Morze Aralskie jeszcze w latach 60. XX wieku było czwartym największym jeziorem świata.
Znajdowało się pomiędzy dzisiejszym Kazachstanem i Uzbekistanem.
Katastrofa rozpoczęła się, gdy w czasach Związku Radzieckiego ogromne ilości wody z dwóch głównych rzek zasilających morze - Amu-darii i Syr-darii - zaczęto kierować na gigantyczne systemy nawadniające.
Celem było przede wszystkim zwiększenie upraw bawełny.
Do morza docierało coraz mniej wody.
Akwen zaczął błyskawicznie się kurczyć.
W kolejnych dekadach linia brzegowa cofała się o dziesiątki kilometrów, zasolenie rosło, ryby ginęły, a portowe miasta znalazły się nagle pośrodku pustyni. Bank Światowy opisuje tę transformację jako jedną z najbardziej dramatycznych katastrof środowiskowych regionu.
W pewnym momencie Morze Aralskie przestało funkcjonować jako jeden wielki zbiornik.
Powstały oddzielne akweny.
Północna część znalazła się na terytorium Kazachstanu.
Południowa - głównie w Uzbekistanie.
I to właśnie ten podział okazał się kluczowy.
Kazachstan uznał, że uratowanie całego dawnego Morza Aralskiego jest praktycznie nierealne, ale istnieje możliwość odbudowania jego północnej części.
Przełomem była budowa Tamy Kok-Aral.
Konstrukcję ukończono w 2005 roku przy wsparciu Banku Światowego.
Tama odgrodziła Północny Aral od południowej części zbiornika i zatrzymała wodę dopływającą Syr-darią po stronie Kazachstanu.
Efekty pojawiły się wyjątkowo szybko.
Poziom wody wzrósł.
Powierzchnia zbiornika się zwiększyła.
Zasolenie zaczęło spadać.
Już kilka lat później Bank Światowy informował, że powierzchnia Północnego Aralu wzrosła z około 2400 km kw. w 2001 roku do około 3300 km kw. w 2009 roku.
Woda ponownie zaczęła zbliżać się do miasta Aralsk.
Aralsk był kiedyś portowym miastem nad brzegiem morza.
Po katastrofie linia brzegowa cofnęła się od niego o około 75 kilometrów.
Pierwsza faza projektu znacznie skróciła ten dystans. Bank Światowy informował o zmniejszeniu go nawet do około 20-35 kilometrów, zależnie od okresu i poziomu wody.
Kazachstan planuje dalsze działania, które mają przybliżyć wodę jeszcze bardziej.
Jednym z rozważanych rozwiązań jest podwyższenie Tamy Kok-Aral o około dwa metry.
Według władz Kazachstanu około 870 km kw. wyschniętego wcześniej dna ponownie znalazło się pod wodą.
Ma to znaczenie również dla jakości powietrza.
Po wyschnięciu ogromnej części Morza Aralskiego odsłonięte dno zamieniło się w pustynię Aralkum.
Wiatr unosi stamtąd sól, pył oraz pozostałości substancji chemicznych używanych przez dziesięciolecia w rolnictwie.
Takie burze pyłowe potrafią przenosić zanieczyszczenia na setki kilometrów i stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia mieszkańców regionu.
Każdy fragment ponownie pokryty wodą oznacza więc mniej powierzchni, z której może być wywiewany słony pył.
Tam, gdzie powrót wody jest nierealny, stosuje się inną metodę.
Na wyschniętym dnie sadzony jest przede wszystkim saksauł, wyjątkowo odporny krzew występujący na pustyniach Azji Centralnej.
Jego korzenie stabilizują piasek i pomagają ograniczać burze pyłowe.
W ramach projektów realizowanych w Kazachstanie powstają szkółki przygotowujące miliony sadzonek przeznaczonych właśnie do zazieleniania dawnego dna Morza Aralskiego.
Internetowe hasło:
„Morze Aralskie wraca do życia”
jest prawdziwe tylko częściowo.
Wraca do życia Północne Morze Aralskie w Kazachstanie.
Nie całe dawne Morze Aralskie.
Po stronie Uzbekistanu sytuacja pozostaje znacznie trudniejsza.
Ogromne obszary dawnego południowego akwenu zmieniły się w pustynię. Bank Światowy ocenia, że pełne odtworzenie południowej części byłoby znacznie bardziej skomplikowane i kosztowne z powodu ogromnej degradacji, parowania i problemów z dostępnością wody.
Uzbekistan koncentruje się więc przede wszystkim na ograniczaniu skutków katastrofy - między innymi poprzez zalesianie wyschniętego dna.
Przykład Kazachstanu pokazuje, że przynajmniej częściowo - tak.
Nie udało się odzyskać wielkiego Morza Aralskiego znanego z map sprzed kilkudziesięciu lat.
Udało się jednak uratować część, która jeszcze pod koniec XX wieku wydawała się skazana na całkowite zniknięcie.
Woda wróciła.
Zasolenie spadło.
Powróciły ryby.
Rybołówstwo znowu zapewnia pracę mieszkańcom.
Zmniejsza się również powierzchnia wyschniętego dna.
I właśnie dlatego Bank Światowy nazywa Północny Aral przykładem odbudowy całego ekosystemu.
Tutaj warto zachować szczególną ostrożność.
Na udostępnionym materiale znajduje się informacja, że publikacja obejmuje multimedia generowane przez AI.
Dlatego efektowne zdjęcie turkusowej wody, łodzi i ryb nie powinno być traktowane jako dokumentacja aktualnego wyglądu Północnego Morza Aralskiego.
Sama historia nie potrzebuje jednak sztucznie wygenerowanych obrazów, aby robić wrażenie.
Bo prawdziwe liczby są wystarczająco niezwykłe.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rybacy patrzyli, jak ich morze znika za horyzontem. Dziś w jego północnej części znów pływają dziesiątki gatunków ryb, a Kazachstan planuje zatrzymać jeszcze więcej wody.
Morze Aralskie jako całość nie zostało uratowane.
Ale jego północna część pokazuje coś bardzo rzadkiego:
katastrofa ekologiczna nie zawsze musi być końcem historii. Czasem - przy ogromnej determinacji, pieniądzach i czasie - część zniszczeń naprawdę można odwrócić.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze