Przemysław Saleta opowiedział dlaLejdis.pl o „Najcięższych zadaniach” jakie postawiła przed nim stacja National Geographic Channel.
Anna Pytel: Panie Przemysławie, jak doszło do tego, że zdecydował się Pan na udział w programie National Geographic Channel „Przemek Saleta: Najcięższe zadania”? Producenci programu musieli Pana długo namawiać czy zgodził się pan „w ciemno”?
Przemysław Saleta: Propozycja kanału od razu wydała mi się kusząca. Ja z natury jestem fighterem, lubię wyzwania. Dlatego uznałem, że nie mogę nie spróbować podjęcia się zadań, nawet tych najcięższych, zwłaszcza, że scenariusz przewidywał prawdziwe zadania, które, na co dzień wykonują ludzie, tacy jak ja.
A.P.: Jestem ciekawa, czy wiedział Pan, w jakich zawodach będzie musiał Pan pracować, czy okazywało się to dopiero na planie zdjęciowym?
P.S.: Znałem zawody, w których miałem spróbować swoich sił, ale konkretne zadania w wielu przypadkach były dla mnie zaskoczeniem. Nie ze wszystkich zdawałem sobie sprawę i bywało, że na planie miałem niespodziankę. Jak choćby z wypałem drewna czy szkoleniem snajperskim.
A.P.: Jak mniej więcej wyglądała Pana praca nad jednym odcinkiem? Spędzał Pan jeden dzień roboczy w wybranym zawodzie, czy każdy odcinek prezentuje wydarzenia z kilku dni zdjęciowych?
P.S.: Jeden odcinek to jeden obszar tematyczny, np. droga drewna od wyznaczenia drzew do ścinki, po transport i obróbkę w tartaku. Próbowałem swoich sił na każdym etapie i spędziłem w Bieszczadach kilka dni. Podobnie było z pozostałymi odcinkami.
A.P.: Czy łatwo było się Panu wcielać w role np. kontrolera biletów, drwala, czy górnika?
P.S.: Bilety w komunikacji miejskiej kontrolowałem poza kadrem. Była to jednorazowa akcja, której nie zobaczymy w programie. Nie jest to lekka praca, ale i tak miałem łatwiej od zawodowców, bo jako osoba rozpoznawalna spotykałem się z dużą sympatią ze strony podróżnych. Spośród zadań, które będzie można zobaczyć w serii „Przemek Saleta: Najcięższe zadania” najłatwiejsze wydawały mi się te zadania, które wymagały ode mnie siły i umiejętności jakie wyniosłem ze sportu. Nie będę ukrywał, że parę razy byłem na planie naprawdę solidnie zmęczony.
A.P.: Jakie najcięższe zadanie zostało przed Panem postawione? Może któreś z zadań było dla Pana psychicznie ciężkie do realizacji?
P.S.: Było kilka szczególnie ciężkich zadań. W pamięć szczególnie zapadła mi praca w odlewni. Sam byłem tym zaskoczony. Spodziewałem się trudnych warunków, ale nie aż takich. W najchłodniejszym miejscu hali było ok. 50 stopni Celsjusza, a przy piecu temperatura dochodziła do 70. Już samo przebywanie w takich warunkach jest uciążliwe, a co dopiero wykonywanie pracy fizycznej. Momentami miałem wrażenie, że ugotuję się żywcem w tym kombinezonie ochronnym, a ludzie – świetni fachowcy, których poznałem w gorlickiej odlewni – pracują tak latami. Chylę przed nimi czoła.
A.P.: A co wspomina Pan najmilej? Które wydarzenie, odcinek, czy napotkana osoba najbardziej zapadnie Panu w pamięć?
P.S.: Pracę przy tym programie w ogóle uważam za przyjemną i interesującą. Cieszę się, że mogłem spotkać ludzi, którzy na co dzień zajmują się zupełnie czymś innym niż ja. Było mi bardzo miło, że górnicy z kopalni Pniówek przyjęli mnie tak przyjaźnie. Pracownicy kopalni to w końcu hermetyczne środowisko, a oni po krótkiej obserwacji przyjęli mnie jak swojego. To była duża satysfakcja.
A.P.: Możemy spodziewać się drugiej edycji programu? Jest jakiś zawód, którego chciałby Pan spróbować?
P.S.: Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Tymczasem zapraszam do zobaczenia na antenie National Geographic Channel jak sprawdziłem się jako smolarz, czołgista, czy stoczniowiec. Czy jest jakiś zawód, którego chciałbym spróbować? Tego nie będę zdradzał, bo może uda się to zrealizować w przyszłości. :)
Rozmawiała Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Fot. National Geographic Channel
Komentarze