Natalia Safran: muzyka mi w sercu gra najgłośniej

Wywiad z Natalią Safran.
Natalia Safran to nowe objawienie muzyczne. Kobieta znana na niemal całym świecie, członkini hollywoodzkiej socjety, podbija rodzimy kraj znakomitym debiutanckim albumem „High Noon”.

dlaLejdis.pl: Jest Pani przedstawicielką śmietanki hollywoodzkiej, uznaną modelką, aktorką, sąsiadką Davida Beckhama. Jednym słowem kobietą sukcesu. Można by pomyśleć, że wydanie własnej płyty, to już tylko przysłowiowa wisienka na torcie...
Natalia Safran: Powiedziałabym, że to sam tort właśnie, a reszta to wisienki (śmiech). Muzyka była zawsze moja największą pasją i tym co mi w sercu gra najgłośniej, wiec móc wreszcie zrealizować się pod tym względem, to naprawdę najgłębsza przyjemność i satysfakcja. Praca nad tą płytą była niesamowitym doświadczeniem, od jej początków i ogromnego wsparcia naszych fanów z całego świata poprzez nagrywanie, kolaboracje ze znanymi muzykami, którzy zrezygnowali dla nas z wielkich honorariów, aż po jej premierę w mojej rodzimej Polsce, gdzie spotkała się z tak ciepłym przyjęciem.

dlaLejdis.pl: W 2008 roku na międzynarodowym portalu internetowym Sellaband – niezależnej wytwórni – uzyskała Pani takie poparcie internautów, że wpłacili łącznie 50 tysięcy dolarów, by sponsorować nagranie Pani płyty. Dlaczego płyta ukazała się dopiero trzy lata później?
NS: Samą mnie to dziwi, kiedy słyszę, że to aż trzy lata. Jestem perfekcjonistką i tyle właśnie trzeba było czasu, żeby tę płytę przygotować, od napisania piosenek, do nagrania, edytowania, miksu, masteru. Przy czym takie gwiazdy jak Kiran Shahani – słynny amerykański producent i muzyk, który współprodukował parę piosenek na płycie, czy Rob Chiarelli – mixer Madonny, Shakiry i Quincy Jonesa, to ludzie, na których trzeba było czasami poczekać. Chcieliśmy żeby to wszystko, co wybrzmiewało w naszych głowach znalazło dokładne odzwierciedlenie w piosenkach. Do samej muzyki dochodzi też przygotowanie graficzne, sesje zdjęciowe, wideoklipy i plan promocji. Płyta tworzona była na dwóch kontynentach w prawdziwie międzynarodowym składzie. Woleliśmy zrobić wszystko dobrze, a nie szybko. Nasi fani okazali anielską cierpliwość i teraz oddajemy w ich ręce produkcję na najwyższym światowym poziomie, z której jesteśmy bardzo dumni.

dlaLejdis.pl: Piosenka, którą tak pokochali internauci „Hey You”, otworzyła Pani drogę nie tylko do wydania płyty, ale także do świata filmu. Znalazła się bowiem na ścieżce dźwiękowej romantycznej komedii z Renee Zelwegger „Za jakie grzechy” oraz w filmie „Nienawidzę walentynek”. Taka promocja zapewne powiększyła grono Pani fanów.
NS: Tak, co dzień dostaję e-maile od nowych fanów, którzy odkrywają moją muzykę dzięki filmom. Zaczęło się od „Hey You” w komedii „Za jakie grzechy”, a wkrótce po niej zaczęły dochodzić kolejne filmy. W przygotowaniach są w tej chwili cztery piosenki do nowych hollywoodzkich produkcji. Najtrudniejszy był początek i dotarcie z naszą muzyką do właściwych uszu w biznesie, gdzie konkurencja potrafi być zabójcza.

dlaLejdis.pl: Jak wyglądały początki Pani kariery muzycznej? Podobno to brat zaraził Panią miłością do muzyki...
NS: My się tak wspólnie zarażaliśmy (śmiech). Ja jego Brucem Springsteenem, on mnie Seattle`owskim grungem i nu metalem, i tak jest do dziś. Oboje jesteśmy zupełnie świrnięci na punkcie muzyki. Z tym, że Mikołaj trochę bardziej, to on sprawił, że zaczęłam nagrywać. Najpierw ze znakomitym poznańskim bluesmanem Maciejem Sobczakiem, a potem już razem, bo pisanie i nagrywanie we dwójkę przychodzi nam bardzo naturalnie, nie mówiąc o przyjemności dzielenia procesu twórczego z bratnią duszą – mówię to w sensie całkowicie dosłownym. Mikołaj bez końca mnie wspiera, inspiruje, ale też i ochrzania, kiedy się ociągam, a poza tym jest niezrównanym promotorem i menadżerem, bez niego nie byłoby „High Noon”.

dlalejdis.pl: W utworze „Say Goodbye” śpiewa Pani razem ze swoim bratem Mikołajem Mickiem Jaroszykiem. Pani zmysłowy delikatny wokal w połączeniu z niezwykle męską i seksowną barwą głosu Pani brata, przywodzi na myśl inne duety – Jacka i Meg White czy Ville Valo i Natalię Avalon. Czy nie myśleli Państwo o nagraniu płyty, na której śpiewalibyście oboje?
NS: Jakie piękne porównanie – proszę mówić dalej! (śmiech). Muszę przyznać, że z trudem namówiłam go żeby zaśpiewał w tych dwóch duetach na płycie. Na co dzień jest muzykiem hard rockowym i trudniej śpiewa mu się delikatniejsze klimaty, chociaż mówię mu bez przerwy, że brzmi w nich fantastycznie. Cała płyta w duecie... nie myślałam o tym, ale to naprawdę dobry pomysł!

dlaLejdis.pl: Który z utworów wybrała Pani jako promujący płytę „High Noon”?
NS: Pierwszym singlem jest właśnie „Hey You”, bo to chyba najbardziej popowa z naszych piosenek i do tej pory przyniosła nam wiele szczęścia. W lutym wyjdzie nasz drugi singiel „Big Wave”, będący połączeniem popu z elektronicznym chilloutem z Los Angeles i współprodukcją z Kiranem, o którym wspomniałam wcześniej.

dlaLejdis.pl: Napisała Pani bardzo ciekawe teksty piosenek. Skąd czerpała Pani inspirację?
NS: Dziękuję. Teksty piszę w najbardziej organiczny sposób, jaki sobie można wyobrazić. Zazwyczaj tworzymy najpierw muzykę i już same jej dźwięki przywodzą mi na myśl rożne słowa, obrazy i sytuacje. Ja wszystko zawsze maniakalnie zapisuję, bo są to rzeczy tak zwiewne, że ulatują po kilku sekundach, ale kiedy już nasunie mi się pomysł, rozwijam go i pozwalam melodii żeby narzuciła rytm słów. Tak się jakoś składa, że większość tekstów... hm... właściwie, to wszystkie moje teksty są o miłości w rożnych jej formach, wcieleniach i stanach, ale to temat, od którego nie potrafię uciec i o którym najbardziej naturalnie mi się pisze. Może dlatego, że miłość to tak wielka cześć naszego życia i wywołuje najwięcej emocji, a poza tym to właśnie o nią każdemu z nas w końcu chodzi.

dlalejdis.pl: Piosenka „For Lou Lou”, gdzie mamy okazję usłyszeć głos Pani córeczki powstała specjalnie z myślą o niej?
NS: Tak, absolutnie! Miałam już na nią pomysł i tytuł, kiedy moja córcia spytała: „a kiedy ja będę nagrywać na twoją płytę?”. Tak jak ja od dziecka kocha muzykę i jak na takiego małego szkraba ma dość dorosłe upodobania, od Beatlesów i Jimi Hendrixa po Rihannę. Jest też od dziecka otoczona muzyką, więc obserwowała proces powstawania naszej płyty z pełną fascynacją i bardzo chciała być jego częścią.

dlaLejdis.pl: Kiedy śpiewa Pani „Far From Home”, to o którym domu Pani myśli – w Los Angeles czy Poznaniu? Czuje się Pani bardziej Polką niż Amerykanką?
NS: Są momenty, kiedy reaguję na życie z prawdziwie słowiańską pasją i zażarciem, i gdybym musiała wybrać miedzy jednym a drugim powiedziałabym, że znacznie więcej we mnie z Polski niż ze Stanów. Ale myślę o sobie jako obywatelce świata, bogatej w te wszystkie doświadczenia, które zbudowały mnie przez lata podroży i mieszkania w wielu rożnych stronach globu. A „Far From Home” jest bardziej o sferze komfortu z jakiej musimy czasem wyjść, żeby znaleźć miłość, niż o jakimś konkretnym miejscu.

dlaLejdis.pl: Jakiej muzyki słucha prywatnie Natalia Safran?
NS: Ostatnio słucham „Songbook” Chrisa Cornella, „Ukulele Songs” Eddie Veddera i „Fire & Ice” Kaskade, ale często też wracam do moich ukochanych klimatów: przesłuchałam właśnie „Tunnel of Love” Bruce`a Springsteena, Mad Season, „White Pony” Deftones i „Grace” Jeffa Buckleya – genialne!

dlaLejdis.pl: W specjalnych podziękowaniach na końcu płyty wymieniła Pani m.in. Jima Morrisona, Jimi Hendrixa, Johna Lennona. W czym pomogli Pani ci wielcy nieobecni, legendy muzyki?
NS: To dzięki nim znalazłam muzykę. W swojej najlepszej formie muzyka potrafi zupełnie ominąć nasz mózg i uderzyć prosto w serce. Wszyscy z wymienionych na płycie stworzyli taką właśnie muzykę i każda nuta, każda piosenka i linijka tekstu, która kiedykolwiek powaliła mnie swoim pięknem zostawia gdzieś we mnie ślad, zmienia percepcję, otwiera nowe możliwości i inspiruje. Najbardziej intensywne chwile przeżywam na co dzień dzięki muzyce właśnie, wiec nie sposób przecenić moich ulubionych jej idoli.

dlaLejdis.pl: Specjalne podziękowania skierowała Pani także w kierunku swojego brata, bez którego, jak Pani zaznaczyła, żaden z tych utworów nigdy by nie powstał. Wspólnie nagraliście i wyprodukowaliście znakomitą płytę „High Noon”. Zapowiada się trwała współpraca, a może to jednorazowy impuls...
NS: Nie wyobrażam sobie robienia muzyki bez niego. Kto by mnie pędził do roboty?!

dlalejdis.pl: Kiedy polscy fani będą mieli okazję wysłuchać Natalii Safran na żywo? Przewiduje Pani jakieś koncerty w ojczyźnie?
NS: Ósmego lutego br. zaczynamy granie premierowym walentynkowym koncertem we „Flamingu” w Warszawie, a po nim będą następne, miedzy innymi w naszym ukochanym Poznaniu oczywiście.

Rozmawiała
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat