Na nagraniu widać zabudowania pogrążone już w półmroku, nad którymi rozciąga się niemal krwistoczerwone niebo. Największą uwagę przyciąga jasna linia przebiegająca niemal poziomo wzdłuż chmur. Jej nieregularny kształt może przywodzić na myśl ogromne wyładowanie elektryczne.
Czerwone lub pomarańczowe niebo samo w sobie nie jest zjawiskiem niezwykłym. Szczególnie spektakularne efekty pojawiają się podczas wschodu i zachodu Słońca.
Kiedy Słońce znajduje się nisko nad horyzontem, jego światło musi pokonać w atmosferze znacznie dłuższą drogę niż w środku dnia. Krótsze fale, przede wszystkim niebieskie i fioletowe, są silniej rozpraszane. Do obserwatora dociera więc więcej światła o dłuższych falach - pomarańczowego i czerwonego.
Jeżeli w powietrzu znajduje się dodatkowo dużo wilgoci, pyłu, aerozoli lub występują rozbudowane chmury burzowe, efekt może stać się wyjątkowo intensywny. Całe fragmenty nieba mogą wówczas wyglądać tak, jakby płonęły.
Jednym z najbardziej prawdopodobnych wyjaśnień jest wyładowanie atmosferyczne zachodzące wewnątrz chmury lub pomiędzy jej poszczególnymi częściami.
Nie wszystkie błyskawice biegną pionowo w kierunku ziemi. Wyładowania wewnątrzchmurowe mogą rozciągać się na dużych odległościach i rozgałęziać niemal poziomo. Z odpowiedniej perspektywy jasny kanał wyładowania może wyglądać jak świecąca linia ciągnąca się przez znaczną część nieba.
Jeżeli dochodzi do tego na tle chmur oświetlonych czerwonym światłem zachodzącego Słońca, efekt może być niezwykle widowiskowy.
Trzeba pamiętać, że obraz rejestrowany przez smartfon nie zawsze odpowiada dokładnie temu, co widzi ludzkie oko.
Automatyczny balans bieli, tryb nocny, zwiększanie kontrastu, HDR oraz algorytmy poprawiające obraz potrafią znacznie podbić czerwienie. Materiał publikowany później w mediach społecznościowych może być dodatkowo poddany obróbce albo filtrom.
W rezultacie naturalnie czerwone niebo na ekranie telefonu może zmienić się w niemal neonową, intensywną łunę.
Podczas silnych burz obserwuje się również znacznie rzadsze zjawiska elektryczne. Należą do nich między innymi tzw. sprites, czyli czerwone duszki pojawiające się wysoko ponad chmurami burzowymi.
Takie wyładowania występują na wysokości kilkudziesięciu kilometrów i często mają czerwone zabarwienie. Zwykle jednak przyjmują formę pionowych smug, kolumn lub charakterystycznych struktur przypominających meduzy. Sam pojedynczy kadr nie wystarcza więc, aby właśnie w ten sposób zaklasyfikować widoczne zjawisko.
Spektakularne nagrania bardzo szybko obrastają w mediach społecznościowych teoriami. Czerwone niebo szczególnie łatwo kojarzy się z pożarami, erupcjami wulkanów czy innymi katastrofami.
W tym przypadku na podstawie samego opublikowanego kadru nie można wiarygodnie potwierdzić ani miejsca, ani dokładnego czasu wykonania nagrania. Nie ma również podstaw, aby traktować widoczną smugę jako dowód na obecność niezidentyfikowanego obiektu czy nieznanego nauce zjawiska.
Najbardziej prawdopodobne jest połączenie warunków atmosferycznych, światła o zachodzie lub wschodzie Słońca oraz wyładowania elektrycznego w chmurach.
Jedno jest pewne - natura nie potrzebuje efektów specjalnych, aby stworzyć obraz wyglądający jak kadr z filmu o końcu świata.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
@darko1230 Niesamowite zjawisko w chmurach ,i ten dźwięk
♬ Głęboki Grzmot - Muzyka do Relaksu
Komentarze