Urodziła się 14 września 1983 roku w Londynie, zmarła mając niecałe 28 lat, 23 lipca 2011 r. Była angielską piosenkarką, autorką ciekawych, godnych zapamiętania tekstów.
Już jako dziecko chciała sama o sobie stanowić, kierować swoim życiem, postawić na swoim. Nikogo nie słuchała, uciekała rodzicom na zakupach w supermarkecie, chowała się, wiecznie w jej głowie były żarty, trudno było ją upilnować.
Na gitarze grała od 13 roku życia, jednak w szkole nie potrafiła długo zagrzać miejsca, przenoszona z jednej do drugiej, nie mogła tam usiedzieć, nudziła się na zajęciach. Była niespokojnym duchem. Pisywała piękne, prawdziwe, pełne uczuć teksty autobiograficzne. Jej piosenki to było prawdziwe mistrzostwo, doceniane i kochane przez miliony fanów na całym świecie. Głos Amy Winehouse był niespotykany, oryginalny.
W wieku 24 lat poślubiła Blake'a Fieldera-Civila, rozwiedli się po dwóch latach, ale do końca pozostał jej największą miłością. Nie potrafiła uwolnić się od niego, zrezygnować z tego toksycznego związku. Była przez niego bita, brali razem narkotyki, aż do momentu, w którym wylądował w więzieniu.
Amy Winehouse była uzależniona od narkotyków i alkoholu. Bardzo źle wpływało to na jej zdrowie fizyczne i psychiczne. Walkę z pierwszym nałogiem udało jej się wygrać, była czysta i przestała brać „biały proszek”, ale do końca piła, nadużywała alkoholu i z tym niestety nie potrafiła sobie poradzić. Coraz częściej pojawiała się na scenie pijana, wyglądała strasznie, kazała długo czekać fanom na siebie, ale oprócz spóźnień nie radziła sobie z koordynacją ruchową, miała problemy z ustaniem w miejscu i ze śpiewaniem. Kolejne koncerty zostały odwołane.
Nie lubiła być ograniczana, ale też nie robiła niczego przeciw innym ludziom, starała się żyć i śpiewać tak, by inni mieli z tego radość. Była życzliwa, chciała pomagać biednym, osobom w trudnej sytuacji, nie była skąpa i dzieliła się tym, co miała. Ojciec jej, Mitch Winehouse bardzo ją kochał, napisał książkę o swoim dziecku "Amy, moja córka", która jest szczera, obiektywna, choć napisana z wielkim uczuciem, ciepłem, nie oszczędza jednak nikogo, jest miejscami brutalny do bólu.
Amy Winehouse najprawdopodobniej nie była gotowa na sławę, nie udźwignęła tak ogromnej popularności, odpowiedzialności z tym związanej. Mimo wszystko zapamiętajmy ją z jej najlepszych czasów, z piosenek, które tworzyła. Jej życie skończyło się zbyt szybko, mogła jeszcze przynieść innym i sobie wiele radości. Zmarła 23 lipca 2011 roku, we własnym mieszkaniu w Londynie. Po upływie trzech miesięcy ujawniono wyniki śledztwa. Śmierć spowodowała zbyt duża ilość alkoholu, miała we krwi ponad 4 promile.
Anna Grzyb
(anna.grzyb@dlalejdis.pl)
Fot. wikipedia
Komentarze