Pomysł jest tak prosty, że aż trudno uwierzyć, że nie stosuje się go wszędzie.
Masz w ogrodzie więcej jabłek, niż jesteś w stanie zjeść? Zamiast pozwolić im zgnić, wkładasz je do toreb, zawieszasz na ogrodzeniu i pozwalasz zabrać je każdemu, kto ma na nie ochotę.
Według popularnych postów właśnie tak mają postępować mieszkańcy Norwegii.
W rzeczywistości nie jest to norweska tradycja ani powszechny zwyczaj. Historia wywodzi się z konkretnego przypadku, który w 2018 roku zainteresował lokalne media.
Bohaterką historii jest Inger Garås, mieszkanka Mjøndalen, miejscowości położonej około 55 kilometrów od Oslo.
W 2018 roku jej jabłonie obrodziły wyjątkowo mocno. Owoców było znacznie więcej, niż rodzina mogła wykorzystać.
Zamiast wyrzucać nadmiar, kobieta zaczęła pakować jabłka do woreczków i wieszać je na swoim białym płocie. Każdy przechodzień mógł zabrać jedną z paczek.
W ciągu około tygodnia rozdała w ten sposób blisko 200 worków, czyli około 200 kilogramów jabłek.
Zainteresowanie było ogromne.
Według relacji lokalnej prasy Garås potrafiła jednego dnia zawiesić około 30 kilogramowych paczek. Po godzinie lub dwóch praktycznie wszystkie znikały.
Kobieta tłumaczyła, że jabłka były duże, zdrowe i dobrej jakości, a ona nie była w stanie wykorzystać całych zbiorów.
Zamiast patrzeć, jak owoce spadają z drzew i gniją, wolała je oddać.
Co ciekawe, reakcje przechodniów pokazują, że wcale nie był to normalny norweski zwyczaj.
Wiele osób nie było pewnych, czy jabłka rzeczywiście są bezpłatne.
Garås wspominała, że ludzie pytali ją: "Czy naprawdę mogę je wziąć?".
Odpowiadała, że tak, wystarczy się poczęstować.
Gdyby podobne rozwiązanie było w Norwegii czymś zupełnie zwyczajnym, prawdopodobnie nie wzbudziłoby ani takiego zdziwienia przechodniów, ani zainteresowania lokalnych mediów.
Fotografia worków z jabłkami zawieszonych na białym płocie szybko trafiła do internetu.
Z czasem zaczęto ją udostępniać z coraz bardziej ogólnymi podpisami. Z historii:
"Norweżka rozdaje nadmiar jabłek"
powstała opowieść:
"W Norwegii ludzie wieszają nadmiar jabłek na płotach, aby każdy potrzebujący mógł je zabrać".
Zdjęcie było później udostępniane na całym świecie, często z sugestią, że mamy do czynienia z powszechnym zwyczajem mieszkańców Norwegii.
Inger Garås została później zapytana o internetową wersję tej historii.
Powiedziała wprost, że nie jest to szczególnie popularna praktyka w Norwegii.
Jej zdaniem właśnie nietypowy charakter całej sytuacji był jednym z powodów, dla których historia stała się tak popularna.
Dziennikarz AFP mieszkający w Norwegii od około 20 lat również potwierdził, że nie spotkał się z wieszaniem worków owoców na płotach jako rozpowszechnionym norweskim zwyczajem.
Choć sam viral przesadza z powszechnością tego zwyczaju, problem, który próbowała rozwiązać Norweżka, jest jak najbardziej realny.
W norweskich prywatnych ogrodach rosną dziesiątki tysięcy jabłoni, a część owoców każdego roku pozostaje niezebrana.
Norweskie organizacje ekologiczne zwracają uwagę, że opadłe i niewykorzystane owoce z prywatnych ogrodów nie zawsze są uwzględniane w oficjalnych statystykach marnowania żywności.
Dlatego w Norwegii rzeczywiście funkcjonują inicjatywy zachęcające mieszkańców do dzielenia się nadmiarem owoców.
Naturvernforbundet, czyli norweskie stowarzyszenie ochrony przyrody, prowadzi inicjatywę "Bli en fruktredder", co można przetłumaczyć jako "Zostań ratownikiem owoców".
Projekt łączy właścicieli ogrodów posiadających nadmiar owoców z osobami gotowymi je zebrać.
Cel jest dokładnie taki sam, jaki osiem lat wcześniej przyświecał Inger Garås - zamiast pozwolić jabłkom zgnić, lepiej sprawić, aby zostały zjedzone.
Norweskie stowarzyszenie ogrodnicze również zachęca właścicieli drzew owocowych do przekazywania nadwyżek, podkreślając, że duża część domowych zbiorów każdego roku się marnuje.
Norwegia ma też prawdziwe przykłady publicznie dostępnych owoców.
Miasto Stavanger informuje mieszkańców, że posadziło na terenach komunalnych wiele drzew i krzewów owocowych.
Jesienią każdy może bezpłatnie zbierać m.in. jabłka, gruszki, śliwki, wiśnie i jagody. Samorząd prosi jedynie, aby pozostawić część owoców kolejnym osobom.
To pokazuje, że idea dzielenia się plonami naprawdę funkcjonuje w Norwegii, choć niekoniecznie w przedstawionej w viralach formie worków wiszących na każdym płocie.
Tak, w Norwegii naprawdę pojawiły się worki z darmowymi jabłkami zawieszone na płocie.
Tak, ich właścicielka chciała w ten sposób zapobiec marnowaniu dobrych owoców.
Ale nie jest to typowy norweski zwyczaj praktykowany powszechnie przez mieszkańców całego kraju.
Źródłem virala był gest jednej kobiety, która w 2018 roku miała po prostu znacznie więcej jabłek, niż była w stanie wykorzystać.
Z czasem jej pomysł stał się znacznie większą opowieścią o całym społeczeństwie.
I choć internetowa wersja historii jest przesadzona, jej podstawowy przekaz pozostaje wartościowy.
Jeżeli mamy czegoś za dużo, a ktoś inny może z tego skorzystać, czasem wystarczy naprawdę prosty gest, aby dobre jedzenie nie skończyło na śmietniku.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze